"Nie ma co ukrywać. Wszystkim jest bardzo przykro, że to tak wyszło, jak wyszło. Apetyty były zdecydowanie większe po tych dwóch pierwszych spotkaniach" - powiedział w rozmowie z Kubą Wasiakiem dyrektor reprezentacji Polski ds. kontaktów z mediami Tomasz Rząsa.

REKLAMA

Kuba Wasiak: Spotkacie się dzisiaj w strefie kibica z fanami polskiej reprezentacji. Jak to będzie wyglądało?

Tomasz Rząsa: Przyjeżdżamy całą drużyną, by podziękować kibicom za wsparcie, za dopinig, za wiarę, za nadzieję w sukces. Czuliśmy przez cały turniej, że byli z nami i chcemy im mocno za to podziękować. Staniemy na scenie i zapewne Kuba Błaszczykowski jako pierwszy coś powie. Być może później inni zawodnicy również coś dodadzą. Na koniec rozdamy trochę autografów. Liczymy, że przyjdzie dużo kibiców, więc na pewno wszystkim nie wszystkim, natomiast przynajmniej części.

Trener się też wybiera?

Mamy wspólny obiad. Wtedy pewnie selekcjoner zadecyduje czy pojedzie, czy nie.

Już de facto zgrupowanie się skończyło. Jak będzie wyglądał ten ostatni wieczór tutaj w hotelu Hyatt?

Po naszej wizycie w Strefie Kibica pojedziemy do hotelu. Mamy zaplanowaną wspólną kolację z rodzinami i to będzie tak jakby oficjalne zakończenie i pożegnanie.

Jeśli chodzi o ten wczorajszy mecz i powrót - to był dla wielu piłkarzy najtrudniejszy w życiu powrót z meczu?

Zapewne tak, nie ma co ukrywać. Wszystkim jest bardzo przykro, że tak wyszło. Te nadzieje rozbudzone wśród kibiców i wśród samych zawodników, wśród naszej reprezentacji. Apetyty były zdecydowanie większe po tych dwóch pierwszych spotkaniach. To wszystko spowodowało rozczarowanie i taki smutek zapanował w reprezentacji.

Po każdym ze spotkań piłkarze powtarzali, że dali z siebie wszystko. To właściwie oznacza, że nie zasłużyliśmy na grę w czołowej ósemce?

Z jednej strony tak. Z drugiej strony widać, jaka to jest cienka linia pomiędzy sukcesem, a porażką. Wiadomo, że to jest zawsze gdybanie, ale gdybyśmy strzelili bramkę w pierwszych 20-25 minutach, gdy czasem brakowało 2-3 cm, żeby piłkę posłać do bramki, zapewne to spotkanie ułożyłoby się zupełnie inaczej. To jest właśnie sport. To jest piękne w sporcie, że są i zwycięzcy, i pokonani.

Czy po tym meczu trener jakoś rozmawiał z piłkarzami? Na konferencji powiedział, że to właściwie koniec jego przygody z reprezentacją.

Jeszcze nie. Przylecieliśmy bardzo późno. Po przylocie mieliśmy jeszcze wspólną kolację w gronie zawodników. Dzisiaj do południa wszyscy mieli wolne. Spotykamy się na obiedzie i później mamy kolację. Zapewne selekcjoner również będzie chciał coś zawodnikom powiedzieć.

Jeszcze dziś wieczorem jacyś piłkarze wylatują, rozjeżdżają się do domów, czy dopiero od jutra?

Wydaje mi się, że część piłkarzy będzie po kolacji chciała już ruszyć do domów. Te zgrupowania mimo wszystko były bardzo długie. Piłkarze mają już w głowach, że niedługo rozpoczynają przygotowania do nowego sezonu w klubach. Będą chcieli wykorzystać parę wolnych dni, żeby odpocząć. Jest to zrozumiałe i naturalne, ze będą chcieli jak najszybciej trafić do domów.

Grałeś w Holandii, czy myślisz, że cud się zdarzy i "Pomarańczowi" mogą awansować? Ty wiesz w ogóle, co się dzieję na tym turnieju, czy to jest poza tobą?

Muszę przyznać, że trzymam kciuki za Holandię. Osiem lat spędziłem w tym kraju, moje dzieci urodziły się Rotterdamie. Nie jest mi ten kraj obcy, natomiast tak byłem zajęty naszą reprezentacją, że jedynie śledziłem te mecze, natomiast wewnątrz, co tam się w kraju działo u nich, jakie burze przechodziły, to jakoś nie miałem styczności.