Polska chce od Unii Europejskiej 82 mln euro na rekompensaty dla producentów warzyw z powodu rosyjskiego embarga - dowiedziała się nieoficjalnie nasza brukselska korespondentka Katarzyna Szymańska-Borginon. Dzisiaj o godz. 14 rozpoczyna się spotkanie ministrów rolnictwa UE w sprawie rosyjskiego embarga.

REKLAMA

Jak ustaliła dziennikarka RMF FM, Polska nie ma żadnych szans na takie pieniądze z puli 125 mln euro, którą Komisja Europejska uruchomiła na rekompensaty. Choćby z tego względu, że na warzywa przeznaczyła z tej sumy dla wszystkich krajów tylko 43 mln euro.

Jak zwykle Polska zawyża swój wniosek - podsumował jeden z unijnych dyplomatów. W kuluarach mówi się, że jest to wniosek złożony raczej w oparciu o deklaracje rolników, a nie o konkretne faktury. Wygląda to na taktykę negocjacyjną. Chodzi o to, żeby wymusić na Komisji Europejskiej uruchomienie rezerwy kryzysowej i wyasygnowanie większej sumy. Jeżeli inne kraje też zadeklarują wysokie straty, to okaże się, że przeznaczona przez Brukselę suma jest stanowczo za mała. I Bruksela będzie musiała szukać nowych środków.

Minister rolnictwa Marek Sawicki od początku twierdził, że suma 125 mln euro jest za mała i apelował o uruchomienie rezerwy kryzysowej (ponad 400 mln euro). Jednak jak ustaliła dziennikarka RMF FM, przeciwko uruchamianiu rezerwy jest kilka większych krajów UE jak Francja i Wielka Brytania, a także mniejszych jak: Czechy, Węgry czy Słowacja. Dlaczego jest taki sprzeciw? Ponieważ uruchomienie rezerwy za rok 2014 oznaczałoby, że pieniądze te nie wrócą do budżetów krajowych (na finansowanie dopłat bezpośrednich). Polska tylko w niewielkim stopniu składa się na rezerwę budżetową (bo mamy wiele małych gospodarstw), więc niewiele by dostała z powrotem. Inne kraje takie jak Francja, które nie poniosły dużych strat z powodu embarga, wolą, by wpłacone do rezerwy pieniądze - wróciły do Paryża.

(mpw)