Biznesmen Oleg Deripaska zaapelował o wprowadzenie w Rosji 12-godzinnego dnia pracy i sześciodniowego tygodnia pracy. Tylko to - zdaniem jednego z najbogatszych Rosjan - może pozwolić uniknąć gospodarczej katastrofy, wynikającej z globalnej sytuacji.
- Rosyjski niepokorny oligarcha Oleg Deripaska proponuje wprowadzenie wydłużonego tygodnia pracy dla Rosjan.
- Deripaska oskarża między innymi aparat bezpieczeństwa o doprowadzenie kraju do kryzysu.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Według Deripaski świat stanął na krawędzi globalnego kryzysu, który nie oszczędzi także Rosji.
"To już nie jest kryzys gospodarczy spowodowany surową polityką pieniężną, stopami procentowymi banków i niepotrzebnym umacnianiem rubla przez makroekonomistów z banku centralnego. I nie tylko skutek zniszczenia przez siły bezpieczeństwa instytucji prawnych, na których, jak na fundamencie, opierały się inwestycje w rosyjską gospodarkę - zarówno krajowe, jak i zagraniczne" - pisze na Telegramie miliarder. Na szczególną uwagę zasługuje fragment o niszczeniu instytucji prawnych. Trudno go nie odbierać jako bezpośredniego przytyku do polityki prowadzonej przez Kreml.
Te słowa jednego z głównych oligarchów mogą dziwić. Nie jest przecież tajemnicą, że najbogatsi Rosjanie są w pełni uzależnieni od kręgu wpływów, którego granice wytycza Władimir Putin. Deripaska w kremlowskiej sieci powiązań zajmuje jednak specyficzną pozycję. Z jednej strony jest uwikłany w relacje z otoczeniem Putina, z drugiej pozwala sobie czasem na krytykę działań władz. Ostatnio ostro sprzeciwiał się m.in. polityce banku centralnego, a wcześniej kilkukrotnie zamieszczał wpisy krytykujące inwazję na Ukrainę. Odpowiednie organy musiały jednak zwrócić uwagę oligarsze, że posuwa się za daleko, bo w styczniu tego roku Deeripaska usunął podobne posty.
Biznesmen uważa, że zmierzenie się z trudną sytuacją gospodarczą będzie nieuniknione. Według niego głównym zasobem, który posiadają Rosjanie (a jak sam przyznaje, tych zasobów jest "niewiele"), jest narodowa cecha obywateli kraju, którzy rzekomo zdolni są w trudnych momentach do mobilizacji.
Dzisiaj - jak skonkludował w swoim telegramowym wpisie - jedyną drogą na uniknięcie skutków kryzysu, będzie wydłużenie dnia i tygodnia pracy w Rosji. "Im szybciej sami przejdziemy na ten nowy harmonogram - od ósmej do ósmej, włącznie z sobotą - tym szybciej przejdziemy tę transformację" - stwierdził.
To nie pierwszy raz, gdy Deripaska wychodzi z takim pomysłem. Wcześniej również postulował znaczne wydłużenie czasu pracy i redukcję etatów w organach bezpieczeństwa. Jak twierdził, w przeciwnym wypadku Moskwa będzie zmuszona podwyższyć wydatki, by "wyżywić całą tę hordę". Te wpisy także zniknęły z przestrzeni internetowej, ale wygląda na to, że miliarder postanowił wrócić do swojej koncepcji.
Jak informuje RIA Nowosti, szef komisji Dumy Państwowej ds. pracy i polityki społecznej Jarosław Niłow stwierdził, że parlamentarzyści w ogóle nie rozważają tego pomysłu. Z drugiej jednak strony - podaje RIA - pomysł oligarchy nie został jednoznacznie odrzucony przez wszystkich. Popiera go m.in. wiceprezes Rosyjskiej Akademii Edukacji, według którego branże generujące bogactwo materialne mogłyby przejść na taki system pracy, pod warunkiem otrzymywania odpowiedniego wynagrodzenia i możliwości regeneracji.
Oleg Deeripaska (właściwie Oleg Władimirowicz Deripaska) to jeden z najbardziej znanych rosyjskich oligarchów, miliarder i magnat przemysłowy, który od dekad znajduje się w samym centrum powiązań między wielkim biznesem a Kremlem.
Dorobił się gigantycznego majątku w latach 90., zwyciężając w tzw. wojnach aluminiowych - brutalnej walce o kontrolę nad poradzieckimi hutami. Jest założycielem holdingu Basic Element i współwłaścicielem giganta aluminiowego Rusal oraz grupy energetycznej En+.
W 2008 roku był najbogatszym człowiekiem w Rosji (9. na świecie) z majątkiem szacowanym na 28 mld dolarów. Obecnie, ze względu na sankcje, jego majątek jest znacznie mniejszy (szacowany na ok. 7 mld dolarów w 2026 roku).
O ile przedsiębiorczy Deripaska bywał uznawany za "ulubionego oligarchę Putina", o tyle w pamięci wrył się szerszej publiczności w trakcie niesławnej akcji w miasteczku Pikałowo. Do historii przeszła scena z 2009 roku, kiedy Władimir Putin publicznie upokorzył miliardera przed kamerami, karcąc go publicznie, zmuszając go do podpisania umowy przywracającej pracę w hucie i rzucając w stronę skonfudowanego biznesmena słynne: "I oddaj mi mój długopis". Jak do tej pory na Kremlu wytrzymują humory i pomysły magnata, zdając sobie sprawę z jego przydatności. Pytanie, czy cierpliwość Putina ma w tym wypadku swoje limity.