Rosja poradzi sobie z najnowszą falą sankcji. Znajdzie inne źródła finansowania wydobycia ropy, w azjatyckich bankach i we własnych rezerwowych funduszach. Większym zmartwieniem dla Kremla są ceny ropy. Jak mówi w rozmowie z Michałem Zieliński doktor Jarosław Ćwiek-Karpowicz, spadająca cena baryłki spycha pod kreskę bilans rosyjskiego budżetu.

REKLAMA

Michał Zieliński, RMF FM: Jak Rosja sobie poradzi z tym, że firmy z branży wydobycia ropy są odcinane od finansowania. Jak Rosja stara się zapełnić tę lukę?

Jarosław Ćwiek Karpowicz, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych: Sankcje gospodarcze wymierzone w rosyjskie firmy przede wszystkim dotyczą utrudnień w poszukiwaniu pieniędzy na rynkach zagranicznych. To jest poważny problem, ponieważ żeby Rosja mogła funkcjonować, przede wszystkim jej firmy energetyczne, potrzebują bardzo dużych ilości pieniędzy, żeby rozpoczynać nowe projekty.

Jak to można uzupełnić?

Rocznie, żeby utrzymać poziom wydobycia ropy potrzeba po około 30 mld dolarów rocznie w sektorze gazowym i naftowym. Rosja do tej pory mogła takie finansowanie znajdować na zachodzie. Zawsze znajdowały się firmy, dla których był to dobry biznes. Sektor energetyczny jest bardzo stabilny, bardzo łatwo jest obliczyć, jaka będzie stopa zwrotu. Wszyscy spodziewają się coraz wyższych cen za ropę i gaz. To się teraz skończyło, tzn. firmy unijne, banki działające na tym obszarze będą się bały udzielać takich kredytów. Natomiast są inne firmy, są instytucje w Chinach, w Azji. Można też wykorzystywać mechanizmy poprzez państwa pośrednie. To jest do obejścia. To nie jest tak, że skończyło się źródło finansowania dla rosyjskich firm. Ale te pieniądze będą o wiele droższe. Poza tym Rosja zgromadziła pokaźne rezerwy walutowe, ma też specjalne fundusze rezerwowe. Zostaną uruchomione np. fundusze emerytalne. To, co najbardziej uderza w Rosję to jednak nie sankcje, ale cena ropy i gazu. Dziś średnia cena ropy to mniej niż 100 dolarów za baryłkę. Cała gospodarka funkcjonuje w oparciu o taką średnią cenę. Zawsze jest zakładany ten poziom minimum. Teraz gospodarka jest coraz bardziej uzależniona od ropy. Jeżeli ropa będzie tańsza przez długi czas - Rosja ma problemy. Jeżeli będzie droższa może odkładać na czarną godzinę.

Czy w krótkim albo nawet średnim okresie Rosja ma szansę na znalezienie innego źródła finansowania swojego budżetu i innego motoru napędowego dla gospodarki niż surowce?

Nie. Ponad połowa, dokładnie 3/4 rosyjskiego eksportu to jest ropa i gaz i produkty ropopochodne. Ponad połowa dochodów budżetowych to są różnego rodzaju podatki, cła eksportowe związane w wydobyciem i sprzedażą na zachód ropy i gazu. Rosja nie ma innych towarów, które by były tak pożądane na świecie i przynosiły takie zyski.

Czy byłby pan gotów zgodzić się z tezą, że w sytuacji kiedy Ukraina zwraca się powoli na zachód, w sytuacji kiedy ceny ropy spadają, kiedy pojawiają się zachodnie sankcje, to my co postrzegamy jako Rosyjską agresję jest de facto obroną przez atak?

Jak najbardziej. Jestem w stanie zgodzić się z tym stwierdzeniem, że rosyjska agresja najpierw na Krym, a teraz na Ukrainę wschodnią wynika tak naprawdę ze źle pojmowanej obawy o własne bezpieczeństwo. Rosjanie czują się okrążeni przez państwa NATO, przez Unię Europejską. Nie postrzegają Unii jako szansy na modernizowanie własnego kraju, na współpracę, ale rywalizują z nią i są skłonni wykorzystać to co mają najsilniejszego, czyli własny potencjał militarny. Władza przedstawia społeczeństwu zachód, Unię i USA jako instytucje, które chcą zniewolić Rosję, rozczłonkować ją i podporządkować. Rosyjskie społeczeństwo przyjmuje to, co jest wygodne dla władzy, która dzięki temu nie musi rozwijać demokracji, może spokojnie utrzymać władzę i tłumaczyć społeczeństwu, że jest stan wyjątkowy i każdy kto je krytykuje zdradza ojczyznę.