"Rozmawiając z dzieckiem o egzaminie, musimy być konkretni: 'Którego pytania się boisz?'. Często słyszę później od dziecka: 'Ojej, proszę pani, ja to umiem'. Dziecko jest zdziwione własną wiedzą" - mówi RMF FM psycholog Elżbieta Hejmo. "Gorzej, jeśli dziecko nie umie powiedzieć, czego się boi, lęk uogólniony jest najgorszy. Trzeba to dziecku przybliżyć, a kiedy już dowiemy się, o co chodzi - odpowiadamy" - dodaje.

REKLAMA

Ewa Kwaśny: Jak rozmawiać z dzieckiem w tym stresującym czasie przed egzaminem?

Psycholog Elżbieta Hejmo: Przede wszystkim konkretnie. Dziecko to taki mały dorosły. Jeśli z nami ktoś rozmawia w taki ogólny sposób, na przykład szef w pracy pyta nas: "No co z tobą, no jak będzie?", to się bardzo denerwujemy. Jeśli konkretnie powie nam, o co mu chodzi, nie denerwujemy się. Dziecko reaguje identycznie. Trzeba zadawać mu pytania konkretnie. "Czego się boisz?" Nie mówić, że się nie boi, bo dziecko się boi cały czas, tylko pytać, czego dokładnie. Powiedzieć: "Chodź, jeśli tego się boisz, to ja ci to wytłumaczę".

Kiedy przychodzą do mnie dzieci, biorę arkusz egzaminacyjny i pytam: "Którego pytania się boisz?". Zawsze staram się doprowadzić do tego, żeby dziecko odpowiedziało, albo je naprowadzam - i słyszę: "Ojej, proszę pani, ja to umiem". Dziecko jest zdziwione własną wiedzą.

Gorzej, jeśli nie umie mi powiedzieć, czego się boi - lęk uogólniony jest najgorszy. Wszyscy to znamy - kiedy nie wiemy, czego się boimy, to jest to najgorsza rzecz na świecie. Dlatego trzeba to dziecku przybliżyć, zapytać np. "Boisz się, że pytania będą za trudne? Boisz się, że nie zrozumiesz? Boisz się, że będziesz miał za mało czasu? Boisz się, że będziesz głodny, że nie wysiusiałeś się na czas?" i tak dalej. Konkretne pytania o to, czego dziecko się boi. Jak się dowiemy - odpowiadamy.

Mówimy mu: "Nie bój się, wszystko będzie dobrze"?

Nie, nigdy w życiu nie mówimy: "Nie bój się".

To co mamy powiedzieć?

"Masz prawo do lęku". Taki znormalizowany, zwykły lęk jest potencjalnie dobry, dlatego że wszystkie procesy poznawcze działają lepiej w lekkim stresie. Ja mówię dzieciom tak: "Wyobraź sobie zająca, który wychodzi na łąkę i się nie boi. Co by się stało? No myśliwy, by go ustrzelił. Musi mieć troszkę lęku, troszkę się bać tego myśliwego, żeby był czujny, żeby słuchał, żeby pamiętał, żeby czytał. Zając nie czyta, ale obserwuje świat. Ty czytasz, więc musisz na tym egzaminie dobrze przeczytać instrukcję".

Jeżeli nasze dziecko nie chce się uczyć, bagatelizuje ten egzamin, jak je zmobilizować?

Na mobilizowanie do nauki jest już trochę późno, ale może do rozwiązywania testu. Trzeba powiedzieć dziecku, że ćwiczenie zawsze doskonali. To jest pierwsza zasada: nie robić z egzaminu stresu, tylko właśnie ćwiczenie. Druga sprawa: powiedzieć mu, że ten test jest troszeczkę na myślenie, a trzecia - zrobić hierarchię ważności czasu. Metodą nagród i kar, czyli "jak coś pozytywnie poćwiczysz, to wspaniałe rzeczy zrobimy". Nie chodzi o nagrody pieniężne, materialne, tylko o nagrody czasowe, czyli "będziesz miał fajny czas, jeśli zrobisz czas trudny". To jest bardzo dobra metoda, żeby nagrodzić dziecko tym fajnym czasem zwłaszcza jeszcze przed egzaminem.

To podziała na dziecko, że w przyszłości będzie fajnie?

Nie od razu. Dwie godziny nauki, pół godziny fajnego czasu. Godzina nauki, dwie minuty fajnego czasu. W zależności od dziecka. Nie da się inaczej takiego dziecka zmobilizować.

A z drugiej strony trzeba się zastanowić, dlaczego dziecko nie chce się uczyć przed egzaminem, bo to już jest problem. Albo dziecko odczuwa zbyt silny stres, albo coś mu sprawia za dużą trudność.

A jeżeli nasze dziecko uczy się za dużo, jak go zrelaksować, jak odciągnąć go od nauki?

To zależy, są takie dzieci, które uczą się i robią to z przyjemnością. Trzeba je zostawić w spokoju.

Ale nie śpi po nocach...

Pokazać mu, najlepiej na teście, że już umie. Wziąć test i wybiórczo, na 4, 5 pytaniach, pokazać mu: umiesz już dużo i wytłumaczyć mu, że jak się "przeuczy", to będzie zapominał o błahych rzeczach. Zbyt duża, perfekcyjna wiedza zawsze sprawia, że możemy zrobić mały błąd. Należy przekonać je, że teraz powinno odpocząć i znów konkretnie mu powiedzieć, że procesy poznawcze w odpoczynku odgrywają bardzo dużą rolę. Mówię dzieciom, że 30 proc. ich powodzenia na egzaminie zależy od odpowiedniego odstresowania.

A czy cały czas powinno się z tym dzieckiem być?

Nie do końca. Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na to bycie, natomiast należy być w określonych sytuacjach dnia. Wieczór jest bardzo ciężki. Mam taką metodę dla dzieci znerwicowanych albo matek bojących się - wieczorem siadamy, wypisujemy sobie na kartce, czego się boimy i wkładamy pod poduszkę. Świetna metoda na to, żeby dziecko odrzuciło stres, bo jak tego nie zrobimy, to pójdzie spać i będzie o tym myśleć.

Dorosłym też to właśnie pomoże?

Dorosłym też pomaga karteczka pod poduszką. Może już karteczek nie piszą, ale jak masz ciężki dzień w pracy, przeanalizuj co jest dla ciebie najtrudniejsze, zrób sobie hierarchię ważności, co jest najbardziej trudne, jeszcze podkreśl na czerwono, na zielono, na niebiesko. Jak taką karteczkę zobaczysz przed snem to idziesz spać spokojnie. Jesteś przynajmniej uprzedzony, co cię czeka. A jak nie zrobisz sobie takiej analizy przed snem, nie wyrzucisz tego problemu, to sen jest niespokojny. Z dziećmi się za mało rozmawia o stresie, bo wszyscy się boją tego stresu - a rozmowa o stresie, analizowanie stresu jest podstawą.

Ale może też dlatego, że my jako rodzice nie jesteśmy przygotowani chyba do rozmawiania o stresie tak fachowo jak psycholog, który jest przygotowany.

Nie musi być fachowo, może być intuicyjnie. Taka zasada jest dziwna dla mnie, że rodzice uważają, że dziecko nie będzie się bać, jak mu powiemy nie bój się. Proszę państwa, będzie się bać dwa razy więcej, dlatego, że będzie przychodzić na przykład, jak do mnie przychodzi do psychologa i mówi: "moja mama tylko mówi: nie bój się i ja nie rozumiem, co to znaczy". Ja się jeszcze bardziej boję, jak ona mi tak powie. To nie jest żadna rada. W samym "nie bój się" matki mówią jest tylko lęk. "Nie bój się, bo ja się jeszcze bardziej boję".

Bogdan Zalewski: Czy rodzice mogą na dzieci przenieść swój stres?

Proszę państwa, każdy lęk jest zaraźliwy, wręcz doprowadza do histerii i można zrobić histerię. Jeśli jeden z rodziców spanikuje, mamy takie techniki, żeby nie panikowali na zebraniach. Bo nikt się nigdy nie boi, a nagle jeden rodzic się boi i boją się wszyscy.

A jaki jest lek na ten wirus stresu?

Na ten wirus? Na tą epidemię bym powiedziała. Proszę państwa, to już musi być fachowa pomoc, to znaczy fachowo, konkretnie. Konkretnie wyjaśniać, że nie ma się czego bać. Albo, że jest się czego bać, tylko że można sobie z tym poradzić. Bo ja z reguły tak odpowiadałam. No ale wszyscy mówią: jak poradzić dziecku, żeby się nie bało? Ja mówię - to źle postawione pytanie. Właściwe - jak poradzić dziecku, żeby sobie poradziło z lękiem? Czyli to samo z rodzicami - i tak uczę nauczycieli. Idziesz na zebranie, to pamiętaj, rodzice z natury swojej są lękowi, u nas przynajmniej w szkole taka obowiązuje zasada, a to ty jesteś profesjonalistą i musisz uspokoić lęk tłumu. Czyli rodziców, którzy z naturalnych przyczyn boją się takiego stresu dla dziecka.

Pani wspomniała tutaj o takich słowach, ważnych, prawda? Bo pani tutaj dokonała takiej przemiany jednego zdania w drugie, prawda? Żeby nie było tych negatywnych emocji. Jakich słów unikać? Są takie słowa klucze, czy też anty klucze?

Unikać zadawania pytań uogólnionych. Pytanie "Czy boisz się egzaminu?" albo stwierdzenie "Nie bój się egzaminu" nic nie znaczy dla dziecka. Niby co on ma z tym zrobić, prawda? Jeśli on się już boi tego egzaminu i nas o to pyta, to musimy mu konkretnie odpowiedzieć "A czego się boisz?". Gdyby nam zabrać lęk, to na pewno wszyscy poumieralibyśmy szybciej. Jak zając na polu, który sobie biega, biega bez lęku, no to będzie ustrzelony natychmiast. Pewien poziom stresu jest potrzebny. Jedna z pań mnie tu zapytała: "Dlaczego proszę pani tak robicie wszyscy aferę, skoro ten egzamin i tak nie ma znaczenia?". Ja mówię: "A kto powiedział, że nie ma znaczenia"? Ma znaczenie, tylko nie jest stresujący. Ale znaczenie ma! Jest znaczeniem, może w przyszłości, na sposób pokonywania stresu, prawda? Można się przed tym nauczyć.

Czyli ze stresem jest jak z bólem, on ostrzega przed jakimś zagrożeniem i stres jest czymś koniecznym?

Stres jest konieczny, natomiast, może nie stres, bo to niefachowo byłoby, ale lęk uogólniony jest najbardziej dokuczliwym lękiem naszego świata. Lęk uogólniony - jak już wiemy, czego się bać, to umiemy sobie poradzić. Czyli my wszyscy, psychologowie, pedagodzy, staramy się dzieci nauczyć radzić sobie z konkretnym lękiem. Na przykład, konkretnie boję się, że nie zrobię zadania dość szybko. Co należy zrobić? Poćwiczyć szybkość. Konkretnie, boję się, że nie będę czegoś umiał. Co należy zrobić? Spróbować, w których częściach tego egzaminu masz problem. Konkretnie boję się, że nie będę mógł, na przykład, jeść i pić podczas egzaminu. No to mówimy: "ale słuchaj, egzamin trwa tak krótko, że ty tak normalnie, w ciągu dnia, nie jesz i nie pijesz". Aha, prawda. Konkretnie boję się, że się obudzę i nie będę nic umiał... Ja mówię: "A zdarzyło ci się to kiedyś?". "Nigdy w życiu!". Mówię "no to chyba małe prawdopodobieństwo!". Dzieci, rodzice też, lubią słyszeć konkrety w takich pytaniach. Więc konkretnie, naukowo, trzeba odpowiadać.

Agnieszka Friedrich: Konkretnie jakich komunikatów unikamy? Mówiła pani: nie pytamy: boisz się albo bój się. Co jeszcze?

Nie pytamy nigdy ogólnie, pytamy szczegółowo, dziecko nie zawsze może szczegółowo nam powiedzieć czego się boi. Jeśli nam nie odpowiada na to pytanie, to go przytulamy, zamiast go męczyć czego się boi, bo to może być dla niego za trudne. Dajemy mu kartkę i mówimy: jak nie umiesz powiedzieć, to mi narysuj, jak nie umiesz powiedzieć, to mi napisz. Może coś z tego wyjdzie. Jak nie wyjdzie, to przynajmniej zajmie się czymś na chwilę.

Swoje pytania Elżbiecie Hejmo zadawali także internauci Interia.pl. Przeczytaj zapis czatu.