W niedzielnym konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem Stefan Hula zajął czwarte miejsce - najlepsze w karierze. Do podium zabrakło mu 0,3 pkt i choć czuje z tego powodu lekkie rozczarowanie przyznał, że przed zawodami taki wynik brałby w ciemno.

REKLAMA

Obecny sezon jest zdecydowanie najlepszy w karierze 31-letniego zawodnika. Od jego debiutu w Pucharze Świata minęło już 13 lat. 5 stycznia 2005 roku nie przebrnął kwalifikacji do konkursu w Bischofshofen.

Na koncie ma udział w igrzyskach olimpijskich Turyn 2006 i Vancouver 2010. Ostatnimi mistrzostwami świata w narciarstwie klasycznym, na których miał okazję rywalizować były te siedem lat temu w Oslo. Teraz w wielkim stylu przypomina kibicom o sobie.

W sobotę był pewnym punktem drużyny, która po raz pierwszy w historii wygrała zawody na Wielkiej Krokwi. W niedzielę skok lepszy o pół metra dałby mu podium. Po pierwszej serii był niespodziewanym liderem.

W drugiej próbie popełniłem mały błąd na progu i niestety odrobinę zabrakło. Co zrobić? Czuje trochę rozczarowanie, ale gdyby ktoś mi powiedział wcześniej, że wygramy drużynówkę, a indywidualnie będę czwarty, to brałbym taki wynik w ciemno -
przyznał.

Ogromnie się cieszę, bo moje skoki są naprawdę dobre i pokazują, że nawet mogę walczyć o podium. Zebrałem kolejne nowe doświadczenie. Pierwszy raz jechałem w konkursie jako ostatni. To naprawdę fajna sprawa. Ogólnie ten weekend przyniósł same pozytywy - dodał.

W niedzielę duży wpływ na rywalizację miał wiatr. Szczególnie ciężkie warunki miała w pierwszej serii czołowa dziesiątka klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W efekcie żadnego z tych zawodników nie było w czołowej szóstce, a Kamil Stoch nie zdołał nawet awansować do finałowej rundy i został sklasyfikowany na 38. miejscu.

Nie było łatwo, kręciło wiatrem i trzeba było mieć trochę szczęścia. Kamilowi najwyraźniej go zabrakło, bo to jest niemożliwe żeby w normalnych warunkach oddał taki skok. To jest urok tego sportu - powiedział Hula. Sam na brak szczęścia i kłopoty z wiatrem nie narzekał. Gdybym oddał taki sam skok jak w pierwszej serii, to odległość byłaby lepsza. To był dobry skok, ale odrobinę za krótki - podkreślił.

Do pierwszego konkursu podczas igrzysk w Pjongczangu pozostały już niespełna dwa tygodnie. Hula jakiegoś specjalnego przełożenia na niego wyników z Zakopanego się nie doszukuje.

To były po prostu kolejne konkursy Pucharu Świata, następne przystanki w drodze do igrzysk. Myślę, że sztab trenerski ma powody do zadowolenia i wszystko idzie zgodnie z planem - ocenił.

Przed olimpijskimi zmaganiami w Korei Południowej skoczków czekają jeszcze 3 i 4 lutego zawody w niemieckim Willingen.

(m)