48 godzin na dokonanie rewolucji we własnym życiu to zdecydowanie za mało - mówią reporterowi RMF FM prokuratorzy skierowani przez Bogdana Święczkowskiego na przymusową delegację kilkaset kilometrów od domu. Chodzi głównie o osoby działające w krytykującym obecne władze prokuratury stowarzyszeniu Lex Super Omnia. Trzy panie prokurator z Warszawy, z którymi rozmawiał o poranku dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada, nie wyjechały jeszcze do placówek, do których je delegowano. Wszystkie rozmówczynie naszego dziennikarza traktują decyzję przełożonego jako represję.

REKLAMA

"W Jarosławiu, do którego zostałam skierowana, nie ma kłopotów kadrowych"

Prokurator Katarzyna Szeska, skierowana do Jarosławia (324 km od Warszawy), jest na zwolnieniu lekarskim. Poinformowała o tym przełożonych. Ja nie mam złudzeń, ten wyjazd mnie nie ominie, natomiast muszę przygotować się psychicznie, pozałatwiać wszystkie najpotrzebniejsze sprawy - tłumaczy.

Złożyłam pismo do pana prokuratora krajowego o cofnięcie decyzji o delegacji z przyczyn zdrowotnych. Wyjaśniłam w piśmie, na czym te problemy polegają. Czekam na decyzję pana prokuratora, jednak nie spodziewam się, żeby była to decyzja pozytywna - dodaje Szeska. W związku z tym, że nie jestem już osobą 30-letnią, w prokuraturze pracuję bardzo długo, decyzja, która dotyczyła mnie i kilku jeszcze innych osób, była decyzją nagłą i zaskakującą. Odbiło się to niekorzystnie na stanie mojego zdrowia - mówi prokurator Szeska. Jak dodaje, obojętnie gdzie będzie pracować, musi być zdrowa - a teraz tak nie jest. Na chwilę obecną pozostaje w Warszawie.

Nigdy nie uciekałam od obowiązków prokuratorskich, natomiast pozostawienie nam 48 godzin na przeorganizowanie całego naszego życia wydaje mi się, że było lekką przesadą i trąciło trochę nieludzkim traktowaniem podwładnych. Z informacji, które do mnie dotarły od kolegów prokuratorów, w Jarosławiu, do którego zostałam skierowana, nie ma kłopotów kadrowych. Natomiast w jednostce, w której aktualnie pracuję od 4 lat, są potężne kłopoty kadrowe, ponieważ największa prokuratura w Warszawie, ma aktualnie jedynie 60 proc. składu. I nie jest to wynikiem Covidu, czy jakiejś niechęci do pracy, ale aktualnej polityki kadrowej władców prokuratury - podkreśla prokurator Szeska.

"Musiałabym chyba mieszkać na dworcu"

Z kolei prokurator Katarzyna Kwiatkowska, delegowana do Golubia-Dobrzynia (181 km od Warszawy), podkreśla, że nie ma jeszcze tam mieszkania. Dzisiaj powinnam się stawić w prokuraturze, jednak 48 godzin to zbyt krótki czas, abym mogła swoje życie prywatne przeorganizować, znaleźć miejsce zamieszkania, co w moim przypadku, tam gdzie mnie wysłano, jest bardzo trudne. Staram się zrobić to jak najszybciej, aby móc w tej jednostce się stawić. Wzięłam urlop, dlatego że gdybym miała się stawić dzisiaj w prokuraturze, miałabym chyba mieszkać na dworcu kolejowym. Moi koledzy z tamtego terenu poszukują mi mieszkania, ale w Golubiu-Dobrzyniu jest problem ze znalezieniem mi mieszkania - tłumaczy Kwiatkowska.

Urlop wzięła także prokurator Ewa Wrzosek, oddelegowana do Śremu, ponad 300 km od Warszawy. Przez ostatnie 24 godziny działałam na pewnej adrenalinie i nie docierały do mnie pewne konsekwencje i problemy, z którymi muszę się zmierzyć. Natomiast teraz powoli adrenalina ustępuje i rzeczywiście pojawiają się takie problemy bytowe - jak tam dojechać, gdzie się tam zatrzymać, jak zamknąć pewne sprawy w domu - rodzina, znajomi, pies. To są może banały, ale nie życzę nikomu z państwa, żebyście stanęli w takiej sytuacji, bo to są realne problemy, których nikt za mnie nie może rozwiązać, a na pewno prokurator Święczkowski, wydając decyzję o delegacji mojej i innych osób w tak dalekie regiony, nie brał tego pod uwagę - tłumaczy Wrzosek. Jak dodaje, jest na etapie poszukiwania mieszkania w Śremie. Dzięki uprzejmości pani prokurator rejonowej w Śremie dostałam kilka dni wolnego, aby takie czynności przedsięwziąć - podkreśla.

"Nie wykluczamy pozwów cywilnych przeciw prokuratorowi krajowemu"

Prokurator Wrzosek zauważa, że formalnie nie może zaskarżyć decyzji prokuratora krajowego. Ani nie mogę prosić o jej uzasadnienie, bo to jest jedno zdanie podpisane przez prokuratora Święczkowskiego. Nie wykluczam, że z chwilą ochłonięcia podejmiemy jakieś kroki prawne na takiej drodze, jak przysługuje każdemu obywatelowi - a więc przed sądem pracy, bo te działania ewidentnie odbieramy jako działania dyskryminacyjne wobec członków stowarzyszenia Lex Super Omnia, jako swego rodzaju mobbing. I tutaj nie wykluczamy pozwów cywilnych przeciwko prokuratorowi krajowemu - zapowiada. Natomiast sama decyzja jest wiążąca i mnie obowiązuje. Gdyby nie te parę dni urlopu, już o godzinie 7 rano powinnam rozpocząć pracę w Prokuraturze Rejonowej w Śremie - zauważa.

Lex Super Omnia poinformowało wczoraj, że pięcioro śledczych z tego stowarzyszenia, zostało pilnie oddelegowanych do pracy w odległych nawet o kilkaset kilometrów jednostkach. Delegacje podpisał prokurator krajowy Bogdan Święczkowski. Właśnie to stowarzyszenie krytykuje forsowane przez rządzących zmiany w wymiarze sprawiedliwości.

Stowarzyszenie Prokuratorów Lex Super Omnia podkreśliło w oświadczeniu, że Bogdan Święczkowski delegował pięcioro śledczych "do jednostek najniższego szczebla, w tym w wielu przypadkach oddalonych o setki kilometrów od miejsca ich zamieszkania i dotychczasowej pracy".

Najdalej - z Wrocławia do Goleniowa, a więc o 411 km - przeniesiony został prok. Daniel Drapała. Poza prok. Kwiatkowską, Szeską i Wrzosek delegowany został także prok. Jarosław Onyszczuk - z Warszawy do odległego o 263 km Lidzbarka Warmińskiego.

"Miały wywołać efekt mrożący"

Prezes Stowarzyszenia prok. Katarzyna Kwiatkowska już wczoraj delegacje pięciorga śledczych nazwała szykanami zastosowanymi wobec zarządu Stowarzyszenia, które od lat krytykuje zmiany wprowadzane przez obecny rząd w prokuraturze.

Mają one wywołać efekt mrożący wobec członków Stowarzyszenia, ale również wobec prokuratorów niezrzeszonych, którzy mają zobaczyć, co może się zdarzyć prokuratorowi, który ma własne zdanie i stara się w sposób konstruktywny komentować to, co dzieje się w prokuraturze - ocenia prok. Kwiatkowska.

Podkreślała również, że przenosiny zaszkodzą postępowaniom prowadzonym przez delegowanych, a ponadto będą dla Skarbu Państwa dodatkowym wydatkiem: bo zgodnie z przepisami przeniesieni śledczy muszą otrzymać ryczałty mieszkaniowe i diety. Miesięcznie mogą to być nawet cztery tysiące złotych dla jednej osoby.

Jak Prokuratura Krajowa wybierała śledczych do delegacji?

Prokuratura Krajowa podała w wydanym komunikacie, że delegacje czasowe dotyczą 18 prokuratorów i wynikają z konieczności czasowego wzmocnienia jednostek dotkniętych problemami kadrowymi wynikającymi z pandemii.

Nie tłumaczyła natomiast, jakie były kryteria wyboru delegowanych ani dlaczego delegacje są tak dalekie.

RPO prosi o wyjaśnienia

O wyjaśnienia dotyczące nagłego oddelegowania wybranych prokuratorów do odległych jednostek zwrócił się do Prokuratora Generalnego Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. Poprosił też o kopie tych decyzji kadrowych wraz z uzasadnieniem.

Rzecznik w piśmie do Ziobry zapytał m.in. czy w toku podejmowania decyzji o delegacjach prokuratorów wzięto pod uwagę sytuację rodzinną danego prokuratora i szczególne kwestie zdrowotne związane z epidemią koronawirusa. RPO zwrócił się też z pytaniem, dlaczego udzielono delegacji właśnie tym, a nie innym prokuratorom.

Bodnar podkreślił przy tym, że nie kwestionuje potrzeb kadrowych mniejszych jednostek prokuratury. Jak zaznaczył, jego wątpliwość budzi jednak podjęcie tych decyzji nagle, bez umożliwienia prokuratorom przygotowania się do tych delegacji. Wskazał przy tym, że wymaga to przecież przeorganizowania ich dotychczasowego życia zawodowego i rodzinnego.

"Należy mieć także na uwadze sytuację epidemiologiczną panującą w kraju, która utrudnia podejmowanie podstawowych czynności, jak choćby poszukiwanie tymczasowego miejsca zamieszkania" - dodał rzecznik.

Bodnar zaznaczył też, że prokuratorów oddelegowano do bardzo odległych jednostek.

Rzecznik zauważył też, że stowarzyszenia zrzeszające prokuratorów wskazują, iż delegacje te stanowiły "reakcję na działania prokuratorów w ramach stowarzyszenia Lex Super Omnia, w szczególności zaś reakcję na krytyczne wypowiedzi delegowanych prokuratorów".

RPO wskazał przy tym, że prawo do swobody wypowiedzi gwarantują śledczym prawo polskie i międzynarodowe. Zauważył, że również z wytycznych ONZ wynika, że "prokuratorzy mają w szczególności prawo do uczestniczenia w publicznej dyskusji nad sprawami dotyczącymi prawa, wymiaru sprawiedliwości oraz promocji i ochrony praw człowieka oraz do przystępowania do lokalnych, krajowych lub międzynarodowych organizacji i uczestniczenia w ich spotkaniach, bez ponoszenia odpowiedzialności w związku z ich legalną działalnością".

"W tym kontekście decyzje Prokuratora Generalnego wobec członków i kierownictwa Stowarzyszenia Lex Super Omnia, wyrażającego krytyczne oceny w stosunku do kierownictwa prokuratury, budzą tym większe wątpliwości i mogą być postrzegane jako retorsje za prowadzenie legalnej działalności w stowarzyszeniu" - dodał rzecznik.