Około 80 osób wzięło udział w manifestacji regionalnych klubów "Gazety Polskiej" przed ambasadą Rosji w Warszawie. Demonstracja odbyła się w przeddzień rocznicy katastrofy smoleńskiej. Zebrani domagali się zwrotu wraku i czarnych skrzynek Tu -154 M.

REKLAMA


Manifestujący trzymali biało-czerwone flagi oraz transparenty klubów "Gazety Polskiej" m.in. z Warszawy, Inowrocławia i Strzegomia, a także z Essen, Amsterdamu, Paryża i Hamburga. Na jednym z nich widniał napis: "Smoleńsk 2010. Pamiętamy". Zebrani skandowali m.in. hasło "Putin won".

Dzisiaj już wiemy, że doszło do zamachu, że samolot nie został zniszczony w wyniku katastrofy. Potwierdzi to zapewne w najbliższych kilkudziesięciu godzinach komisja państwowa - mówił podczas demonstracji redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz. Dzisiaj możemy z satysfakcją powiedzieć - pierwszy etap został zamknięty, wiemy co się stało i nie zatarliśmy pamięci, a drugi etap prawdy to, żeby przedstawiciele państwa, którzy tutaj są, pomogli nam dostarczyć największego międzynarodowego przestępcę, jakim jest Putin, bo wcześniej czy później - zobaczycie - Putin będzie ścigany i będzie skazany za to co zrobił - podkreślił.

Przewodniczący warszawskiego klubu "Gazety Polskiej" Adam Borowski powiedział, że do tej pory za katastrofę smoleńską nikt nie został rozliczony. Przekonywał, że poprzednia ekipa rządząca "musi ponieść odpowiedzialność, choćby przed Trybunałem Stanu".

Borowski wyraził również pogląd, że władze rosyjskie nie prowadziły śledztwa w sprawie katastrofy, zaś "komitet Tatjany Anodiny" (chodzi o rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotniczy - MAK, który wyjaśniał przyczyny wypadku Tu-154M - PAP) przypominał komitet, który badał zbrodnię katyńską.

Ten komitet zrobił wszystko, żeby ślady zatrzeć. Za jego wiedzą i zgodą niszczono wrak, cięto go na części, wybijano szyby, rozkradano, a na końcu umyto i te resztki samolotu wrzucono pod plandekę - powiedział Borowski.


Na zakończenie demonstracji jej uczestnicy odśpiewali hymn państwowy.

10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku w katastrofie Tu-154M zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka Maria Kaczyńska oraz ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. Polska delegacja zmierzała na uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

(mn)