Rak mafijności – to kolejne określenie na trzynaście liter, które wpadło mi do głowy po kolejnej (której to już?) aferze tego reżimu. Po tej diagnozie przyszło mi na myśl klasyczne leczenie, też na trzynaście liter: chemioterapia. Trzeba ją podjąć natychmiast, jeśli chcemy pozbyć się reżimowej zrakowaciałej narośli, która nas toczy. Nie będę już pisał inaczej niż „reżim”, bo najnowsze ujawnione nagrania to kolejny dowód na to, że III RP jest państwem totalitarnym, z nami- biednymi, biernymi poddanymi trzymanymi za pysk przez gangsterów: wszechobecnych i przekonanych o wszechmocy.

REKLAMA

Niedawno w reakcji na prezydencko-rządową hucpę z okazji ćwierćwiecza zrobienia nas Polaków w konia podczas wyborów w 1989 roku, napisałem literackie "przemówienie", w którym w dużym metaforycznym skrócie i numerologicznym schemacie przedstawiłem swoją skromną diagnozę naszej sytuacji w coraz bardziej obcym, wrogim państwie: III RP. Jest tam akapit, w którym opisałem trzynaście odmian agonii Polski. W wersji piątej "rozdrobnienie dzielnicowe mogło robić za integrację". Miałem na myśli totalną dekompozycję. Nie spodziewałem się, że moje "poetyckie" rojenia potwierdzi sam minister spraw wewnętrznych. Przy czym, w odróżnieniu od moich ponurych wizji możliwej przyszłości państwa, prawnuk Henryka Sienkiewicza mówił w podsłuchanej rozmowie o aktualnej sytuacji! Czytelników mojego bloga zachęcam do lektury tego wcześniejszego wpisu.

Jednak w pierwszym rzędzie zapraszam serdecznie do przeczytania i posłuchania najnowszej diagnozy profesora Andrzeja Zybertowicza - profesjonalnego analityka sceny politycznej i znawcy różnych sieci ciemnych interesów oplatających nasz biedny, coraz bardziej duszący się pod nimi kraj.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Zybertowicz

Bogdan Zalewski: Panie profesorze, my pytamy naszych słuchaczy, naszych internautów, czy premier Tusk nie podając się do dymisji razem z całym rządem lekceważy zasady demokracji, po takiej aferze?

Profesor Andrzej Zybertowicz: Premier Tusk zrobił dwie rzeczy. Jedna jest niedopuszczalna, a druga dowodząca jego bezczelności i prawdopodobnie trafnej oceny sytuacji. Ta niedopuszczalna to jest taka: polski rząd jest przedmiotem szantażu ze strony posiadaczy tych i innych taśm. Obecny rząd stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, bo nie wiemy, kto z jego agend włącznie z szefami służb może być szantażowany. Nie wiemy, czy są to grupy przestępcze, tajne służby, czy są to wielkie korporacje, ktokolwiek. Ze względu na bezpieczeństwo rząd się powinien podać do dymisji. A druga sprawa: sposób reakcji na konferencji prasowej pokazał, że premier nisko ocenia jakość polskiego dziennikarstwa oraz jakość opinii publicznej, nisko ocenia kompetencje obywateli w rozumieniu bardziej złożonych spraw.

Jak by to wyglądało na Zachodzie, w normalnych demokracjach?

Na Zachodzie jest bardzo różnie. Ale w sytuacji, w której istnieje spora część opinii publicznej, jest profesjonalna i potrafi odróżniać ziarno od plew, to premier musiałby się podać do dymisji, ponieważ bombardowanie klasy politycznej ze strony elit intelektualnych, elit opiniotwórczych, dziennikarzy byłoby tak silne, że nie potrafiłby funkcjonować w tej roli.

Panie profesorze, proszę pomóc naszym słuchaczom i mnie samemu: jak tutaj oddzielić ziarno od plew, pana zdaniem? Jaka jest pana interpretacja tej sytuacji?

Moja interpretacja sprowadza się do trzech prostych punktów. Ale trzeba najpierw obie te rozmowy - ministra Sienkiewicza z prezesem NBP Markiem Belką oraz ex-ministra Nowaka z byłym wiceministrem finansów Parafianowiczem - potraktować łącznie. W tej drugiej rozmowie jest pokazane, że państwo Tuska nie jest państwem prawa, bo były minister i były wiceminister uzgadniają sposób obezwładnienia procedury kontroli skarbowej. Natomiast minister Sienkiewicz z prezesem Belką uzgadniają sposób obezwładnienia demokracji na wyższym poziomie. O ile Parafianowicz z Nowakiem ustalają sposób sparaliżowania kontrolnych funkcji państwa prawa, to Sienkiewicz z Belką ustala sposób unieważnienia demokracji. Oto wystarczy dodrukować pieniędzy i uniemożliwimy wygranie wyborów opozycji. Unieważniamy demokrację. Jest jeszcze trzeci punkt: bezpieczeństwo państwa. Otóż rządy Tuska doprowadziły do rażącego osłabienia bezpieczeństwa. To, co mówi Sienkiewicz, że polskie państwo nie jest zdolne do zintegrowanego działania, że poszczególne jego instytucje działają osobno, że polskie państwo istnieje tylko teoretycznie.

Osobno głowa, osobno ręka , osobno ... (śmiech).

Można tak powiedzieć. Potwierdzeniem prawdziwości tej diagnozy jest fakt ujawnienia tych podsłuchów. Otóż kluczowe osoby w państwie mogły być podsłuchiwane przez dłuższy czas. Co ciekawe premier Tusk użył określenia "przez dwa lata". Podał nową informację, nieznaną wcześniej opinii publicznej. Najpierw Sienkiewicz mówił, że polskie państwo istnieje tylko teoretycznie. Państwo, którym jego mocodawca kieruje od prawie siedmiu lat nie jest zintegrowanym organizmem. Sam fakt ujawnienia tej wypowiedzi publicznie potwierdza, że polskie państwo nie jest bezpieczne. Wystarczy uświadomić sobie zagrożenia związane z bezpieczeństwem energetycznym, czy militarnym w związku z sytuacją na Ukrainie i uświadomić sobie to, co powiedział Sienkiewicz. Poszczególne instytucje polskiego państwa są pofragmentaryzowane, niezdolne do wspólnego działania.

To jest takie rozdrobnienie dzielnicowe, tylko głębsze.

Można tak powiedzieć. Czyli państwo jest niezdolne do zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom. Jeszcze raz podsumujmy. Obezwładnione jest państwo prawa, obezwładniona jest demokracja i bezpieczeństwo jest fikcją. To są podstawowe wnioski z tych dwóch rozmów.

Obraz jest przerażający, dlatego aż tak mocno dziwi, szokuje reakcja premiera, który właściwie mógłby zaśpiewać jak kibic: "Polacy nic się nie stało".

Ale właśnie zaśpiewał.

Właśnie. Panie profesorze, mam jeszcze inne ważne pytanie. Ten wątek się przewija. Kto na zyskuje na ujawnieniu tych taśm?

Bezpośrednim beneficjentem jest Aleksander Kwaśniewski, bo została odwrócona uwaga opinii publicznej od tego, co Mariusz Kamiński przekazał posłom. Beneficjentem jest także prokuratura, bo powrót do sprawy majątku Aleksandra Kwaśniewskiego jest powrotem do jakości działania prokuratury i jej uległości wobec presji politycznej lub biznesowej. To są bezpośredni beneficjenci. A kto na tym zyska? Jeśli obywatele przestaną zachowywać się wołowe dupy, a zaczną wyciągać wnioski z dostępnych nam informacji, to zyska cała Polska.

Oczywiście zgodzę się z panem, że taka wiedza, wiedza o takim potencjale to jest coś zupełnie niesamowitego.

Chciałbym, żeby słuchacze sobie uświadomili, że w czasie rozmowy Sienkiewicza i Belki oraz w czasie rozmowy Parafianowicza z Nowakiem nie tylko zostały odsłonięte kulisy, prawdopodobnie plany wielu ważnych decyzji państwowych, które są w rękach tych, którzy posiadają te taśmy, ale - jak powiedział dziennikarz Piotr Nisztor - redakcja wycięła fragmenty, które byłyby kompromitujące obyczajowo dla konkretnych osób. Jednak ktoś te informacje posiada i ktoś posiada te informacje z innych taśm. I cały czas może za ich pomocą manipulować wysokimi urzędnikami polskiego państwa.

Panie profesorze, a co pan myśli o takiej koncepcji, że politycznym beneficjentem całej tej sytuacji może stać się prezydent Komorowski?

Może się stać, ale jeśli te taśmy przeanalizujemy uważnie, to jest w nich pewien fragment, który uderza w prezydenta. Mianowicie minister Sienkiewicz przyznaje się do dwóch spraw. Po pierwsze, że Biuro Ochrony Rządu jest bardzo słabe. Po drugie, że pod wpływem rozmów, telefonów od najważniejszych osób w państwie, on nie jest w stanie naprawić BOR-u. A po katastrofie smoleńskiej, nie czekając na najmniejsze wyjaśnienia, prezydent Komorowski ówczesnego szefa BOR-u generała ...

... Mariana Janickiego ...

Tak ... awansował na stopień generalski. To znaczy, że po prostu kupił jego milczenie. Nie ma w świetle taśm opublikowanych przez "Wprost" innego wytłumaczenia dla tak żenującego zachowania głowy państwa. Bo mogę sobie wyobrazić sytuację, że prezydent toleruje niezdymisjonowanie szefa BOR-u, zanim rzeczy nie będą wyjaśnione. Natomiast awansowanie Janickiego na generała przed wyjaśnieniem elementarnych prawd, czy procedury były zachowane, a dziś wiemy, że nie były przez BOR zachowane, nie może być wytłumaczone żadną racją stanu, żadnym interesem publicznym.

Chodzi o wiedzę o Smoleńsku?

Niekoniecznie. O jakąkolwiek wiedzę, którą BOR zgromadził. Te fragmenty o BOR-ze w wypowiedziach Sienkiewicza trzeba uważnie przeczytać.

A nie może być tak, że - załóżmy - Platforma Obywatelska nie zachowa tej swojej pozycji politycznej, że będzie następował proces powolnej dezintegracji tej partii. Czy nie może być tak, że prezydent Komorowski zbuduje na gruzach PO jakieś swoje własne ugrupowanie?

Tak. Może tak być, że on się stanie beneficjentem, ponieważ te grupy interesów, które - w stylu Nowak/Parafianowicz, ale na większą skalę, nie czysto rodzinną- robiły deale, układanki pod rządami Platformy, będą zabiegały, żeby naprawdę się nic nie zmieniło. Jeśli opozycja dostatecznie silnie zmobilizuje sprzeciw obywatelski, jeśli wśród dziennikarzy instynkt racji stanu obudzi się w dostatecznej części tej grupy zawodowej, to prezydent Komorowski dokona ucieczki do przodu. Tak jak prezydent Kwaśniewski przyczynił się do odwołania Leszka Millera, to Bronisław Komorowski będzie próbował stanąć na czele odnowionej Platformy. Tak, żeby układ interesów, teraz może mniej łapczywie realizowany, dalej funkcjonował.

Ale przez kogo realizowany, przez Wojskowe Służby Informacyjne, a raczej ich cień?

Ale co: przez wojskowe?

Myślę tu o Bronisławie Komorowskim jako patronie pewnych grup interesów właśnie związanych z "wojskówką".

Oczywiście, na pewno grupy interesów związane z "wojskówką", która prawdopodobnie owinęła go sobie jakoś wokół palca w sensie towarzysko-ludycznym w czasie, gdy był wiceministrem i ministrem obrony narodowej. Jednak chodzi o coś innego. Z tych nagrań prezydent wydaje się wychodzić jako czysty, ale wystarczy wziąć pod uwagę sprawę BOR-u, że nie jest czysty. Natomiast jeśli opinia publiczna na ten wątek przymknie oczy, to wtedy prezydent stanie na czele "odnowy". Wczoraj na twitterze zrobiłem wpis po lekturze wywiadu Roberta Mazurka z Ludwikiem Dornem. Kiedy Dorn powiedział, że nie wyklucza startu z listy Platformy, pomyślałem że ma fatalny timing ( "wybór precyzyjnego momentu do rozpoczęcia i wykonania jakiegoś działania z maksymalnym efektem" - przypis B.Z.). Jednak w świetle możliwej prezydenckiej misji "oczyszczającej" to może być wprost przeciwnie.

O to chodzi. Zresztą była mowa o tym, że Dornowi jednak bliżej do samego prezydenta Komorowskiego niż do Platformy.

Prezydent stanie na czele: "wywalimy tych najbardziej złych z Platformy, najbardziej wątpliwych moralnie, damy Dorna, damy Kowala ...

Damy Schetynę ...

Tak. Damy odkupicieli i tak odnowimy Platformę, żeby żadne śledztwa nic nie wyjaśniły.

I jeszcze są "narodowcy".

Przepraszam. Śledztwa muszą znaleźć jakieś małe kozły ofiarne, coś wyjaśnią. Jednak te wszystkie scenariusze zależą od tego, jak silna będzie presja społeczna na skończenie z tym, że państwo prawa nie działa, że demokracja może być unieważniana dzięki dealowi politycznemu, a bezpieczeństwo państwa jest bez znaczenia dla kierownictwa państwa.

A nasi "kierownicy" śpiewają: "Polacy nic się nie stało!".

Sienkiewicz trafnie zdiagnozował. Jako analityk jestem pełen uznania wobec niego, bo jego diagnozy trafne, że państwo istnieje tylko teoretycznie, nie działa jako zintegrowany organizm instytucjonalny. Przecież za to współodpowiedzialny jest prezydent Bronisław Komorowski.

To zresztą są pana diagnozy, które można przeczytać w książkach. Mam na myśli tezę o dezintegracji państwa.

Tak. Zwłaszcza w książce "III RP: kulisy systemu". Bronisław Komorowski jest prezydentem całą kadencję. Był marszałkiem sejmu. Był ministrem i wiceministrem obrony narodowej. Więc jest częścią establishmentu władzy od lat. I za to fikcyjne państwo jest w poważnej mierze, w mniejszym stopniu niż Donald Tusk, ale jest współodpowiedzialny.

Bardzo panu dziękuję, panie profesorze.