Emocje mogą u wielu wyborców odegrać decydująca rolę w głosowaniu 15 października - przekonuje w Radiu RMF24 prof. Mikołaj Cześnik. Na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy wahają się, czy iść na wiec PiS, czy na marsz PO - podkreśla socjolog i politolog z Uniwersytetu SWPS oraz Fundacji im. Stefana Batorego.

REKLAMA

Wydaje się, że szczególnie marsz w niedzielę (Marsz Miliona Serc, organizowany przez PO - przyp. red.) może mieć spore znaczenie. Partiom opozycyjnym bardzo potrzeba wyraźnego symbolu, sygnału wyborców, są bardzo spragnione nadziei - zauważa prof. Mikołaj Cześnik w Radiu RMF24. Duży marsz - taki jak ten 4 czerwca, w którym ludzie widzą się nawzajem, czują siłę - tam się uwalniają pewne emocje i te emocje mogą u wielu z nas, szczególnie tych wahających się, domknąć tę decyzję, przekonać, spowodować, że będziemy już prawie pewni, albo wręcz całkowicie pewni tego, jak się zachowamy - dodaje ekspert. Zwraca uwagę, że "milion" w haśle demonstracji w stolicy ma jedynie znaczenie symboliczne.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Prof. Cześnik: Jarosław Kaczyński będzie wściekły

Nie ma wielkiej różnicy, czy będzie 800 tysięcy czy milion. Miliona nie było 4 czerwca, a jednak wpływ tego wydarzenia na dynamikę kampanii, na nasze życie publiczne był spory. Czytam ten milion jako sformułowanie figuratywne. Nie jestem pewien, czy Donald Tusk liczy akurat na przekroczenie miliona i czy będzie bardzo niezadowolony, jeśli w Warszawie na marszu stawi się np. 975 tysięcy ludzi - tłumaczy Cześnik.

Jak odpowie PiS?

Rozmówca Tomasza Terlikowskiego przewiduje, że po marszu zwolenników partii Donalda Tuska Prawo i Sprawiedliwości nie popełni już takiego błędu jak po czerwcowej demonstracji opozycji. Partia Jarosława Kaczyńskiego powinna przygotować jakąś odpowiedź.

Można oczywiście ten marsz próbować ośmieszać, można próbować przekonywać, że osób było nieporównanie mniej niż było. PiS jest w trochę trudnej sytuacji, bo nie bardzo jest co zrobić. Nie można rozgonić takiego marszu, to oczywiste i pewnie nikt o tym w ogóle nie myśli. Przykrycie tego innym wydarzeniem jest dosyć trudne, jeśli w ogóle niemożliwe. Już sam fakt, że Prawo i Sprawiedliwość tego nie zaniedbuje, przygląda się temu, jest dla tej partii pozytywniejsze niż niedocenienie wagi marszu w czerwcu. Wtedy to był błąd, którego już nie popełnią - podkreśla politolog.

Prof. Mikołaj Cześnik przewiduje, że to Prawo i Sprawiedliwość wygra wybory, ale jego wynik nie pozwoli na samodzielne rządzenie. To oznacza, że polityka będzie wyglądała inaczej niż w ostatnich 8 latach. Ważną rolę z pewnością odegra Konfederacja.

Pytanie, jak oni będą silni, zwarci, gotowi do tego, żeby trwać jako jeden klub parlamentarny, czy też będą skłonni dać się przekupić - zastanawia się gość Tomasza Terlikowskiego.

Jeśli zostanie powołany rząd mniejszościowy - raz Konfederacja podniesie ręce za rządem PiS i nie podpisze żadnego kwitu, to będzie oznaczało, że przy każdej ustawie, którą będzie chciało Prawo i Sprawiedliwość przeprowadzić przez Sejm, trzeba będzie siadać do zielonego stolika z Menzenem czy kimś innym i handlować. To jest wyjątkowe. Jeśli ktoś jest decyzjonistą i komu w głowie przede wszystkim sterowność państwa i możliwość podejmowania szybko decyzji, bez oglądania się na różne demokratyczne bezpieczniki, to taka sytuacja jest niesłychanie niewygodna. Jarosław Kaczyński będzie z tego powodu wściekły. Jego wścieka już Senat czy sądy - to widać bardzo wyraźnie. Proszę sobie wyobrazić, że w Sejmie nie będzie miał większości i będzie musiał za każdym razem chodzić do Bosaka, Menzena czy kogokolwiek innego i prosić go o poparcie pięciu, dziesięciu czy piętnastu posłów - zauważa politolog.

Prof. Mikołaj Cześnik przyznaje, że PiS zdaje sobie sprawę z tego, że nie osiągnie takiego poparcia jak w wyborach 4 lata temu i to wywołuje frustrację w partii Jarosława Kaczyńskiego.

Decyzje są coraz bardziej histeryczne, jest bardzo duży nacisk na uzyskanie wyniku, który nie nadchodzi - zauważa politolog. Przewiduje również, że można się spodziewać brutalizacji kampanii wyborczej na ostatniej prostej