"Rakiety w jakimś momencie na pewno zostaną odpalone. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby celem były jakieś strategiczne punkty w Seulu" - mówi Anna Sawińska, która od 11 lat mieszka i pracuje w Korei Południowej. Autorka książki "W Korei" i bloga pod tym samym tytułem w rozmowie z dziennikarką RMF FM Magdaleną Wojtoń dodaje, że jej zdaniem, w pewnym momencie wszystkie strony siądą do stołu i zaczną negocjować ustępstwa .

REKLAMA

Magdalena Wojtoń: W poniedziałek Korea Północna obchodziła urodziny wielkiego przywódcy Kim Ir Sena. Dziś reżim mógłby przeprowadzić próbę nuklearną, czy Koreańczycy z Południa się boją?

Anna Sawińska: Zupełnie nie. Dzień jak co dzień. Wszyscy zajmują się swoimi sprawami, żadnych obaw nie ma.

Czyli ludzie nie stoją w długich kolejkach, by wyciągnac pieniądze z bankomatu i żywność nie znika ze sklepów?

Nie, nie. Zupełnie nie. Przez cały czas tego konfliktu na ulicach nie było absolutnie żadnej paniki. Ludzie po prostu prowadzą swoje życie dotychczasowym torem. Rozpoczyna się właśnie sezon baseballowy, więc na tym punkcie jest o wiele więcej emocji, niż jeżeli chodzi o to, co dzieje się w tym momencie z Koreą Północną.

To wychodzi na to, że to my z większym niepokojem patrzymy w stronę Korei Północnej?

Myślę, że tak, ale to jest właśnie spowodowane tym, że Koreańczycy tutaj, z Południa, są już przyzwyczajeni do tego rodzaju konfliktów. Jeżeli spojrzeć na historię od 1953 roku - to podobnych niesnasek, jeżeliby liczyć, było naprawdę kilkadziesiąt i niektóre z nich były o wiele poważniejsze niż ta obecna. W 1976 roku przecież doszło do takiego konfliktu, że po dwóch stronach strefy zdemilitaryzowanej stały setki żołnierzy, celując w siebie pistoletami, karabinami, a nad nimi latały helikoptery, bombowce 52, myśliwce, itd. To była chyba właśnie wtedy najostrzejsza wymiana zdań. Ale daleko nie idąc - w 2010 roku przecież było zatopienie krążownika, kiedy zginęło 46 żołnierzy, marynarzy z Korei Południowej. To też był bardzo poważny krok ze strony Korei Północnej.

Czyli to, że strefa przemysłowa Kaesong - nazywana barometrem w stosunkach Północ-Południe - jest zamknięta, wrażenia na Koreańczykach z Południa nie również nie robi?

Ta strefa Kaesong to była taka jakby ostatnia gwarancja pokoju, więc kiedy zostało ogłoszone jej zamknięcie, to niektórzy Koreańczycy faktycznie brew podnieśli, że tak powiem. To był jednak wyznacznik, że faktycznie Korea Północna "jest na poważnie". Ta strefa Kesong to był ostatni bastion Sunshine Policy, czyli ocieplania stosunków z Koreą Północną, więc to na pewno z jednej strony wywoływało strach, a z drugiej było pewnym smutnym zjawiskiem.

A co podają koreańskie media? Czy też jest tak spokojnie, jak na ulicach, jak w sklepach?

Media pokazują różnego rodzaju obrazy, bardziej przemawiające do emocji. Natomiast w Korei jest raczej tak, że do tego rodzaju wiadomości podchodzi się bardzo pragmatycznie, faktologicznie. To są wiadomości z pierwszych stron gazet. Są to wiadomości na początku dzienników telewizyjnych, ale - tak jak mówię - nie ma różnego rozmyślania na temat, jaki będzie scenariusz. Po prostu podawane są fakty i od razu przechodzi się do nowych wiadomości.

A gdybym zapytała o pani intuicję - co się stanie?

Ja myślę, że te rakiety w jakimś momencie na pewno zostaną odpalone. Działo się to przecież też wcześniej. Natomiast nie wyobrażam sobie, żeby akurat celem tych rakiet były jakieś strategiczne punkty w Seulu. Wydaje mi się, że albo będą to testy po prostu przeprowadzone na ślepo, czyli gdzieś te rakiety wylądują w morzu. Natomiast, czy to się stanie i kiedy to się stanie... no to jest właśnie chyba pytanie. Ja podejrzewam, że - bo tak właśnie historia pokazuje - w pewnym momencie wszystkie strony siądą do stołu i zaczną negocjować ustępstwa.

Jak zwykle. Pani Aniu, a jak Koreańczycy z Południa postrzegają Kim Dzong Una?

Tak samo pewnie jak Zachód - że dużo o nim nie wiemy. To jest nowa osoba na arenie. Myślę, że ta polityka, taktyka poprzednich przywódców Korei Północnej będzie przez niego również kontynuowana.