"Byłem z synem na kolacji. Obchodziliśmy moje urodziny. Usłyszeliśmy w radiu, co się dzieje. Początkowo oglądaliśmy w telewizji mecz Francja - Niemcy. W pewnym momencie usłyszałem od znajomych - którzy zaczęli do mnie dzwonić - że trzeba się zbierać z Paryża. Zaczęły się zamachy". Tak piątkowe tragiczne wydarzenia wspomina w rozmowie ze specjalnym wysłannikiem RMF FM do Francji pan Artur.

REKLAMA

Krzysztof Berenda: Jak przez te kilka godzin zmienił się Paryż?

Pan Artur: Wczoraj ludzie byli spanikowani. Na ulicach było bardzo dużo policji. Była defilada radiowozów, karetek. W sobotę życie powoli zaczęło wracać do normy. Wieczorem w kawiarniach znowu są ludzie. W paryskim radiu wszyscy słuchacze mówią, że nie można się poddać. Trzeba wyjść na zewnątrz. Iść do kawiarni, zamówić kawę. Trzeba żyć normalnie. Wyjść na spacer. Jak pan widzi dookoła są ludzie. Aż tak bardzo się nie przestraszyli. Francuzi chcą w niedzielę o godzinie 18 zapalić świece w oknach. Oprócz tego podejrzewam, że dużo będzie też akcji spontanicznych. Wiadomo, nie ma koncertów, większych zgromadzeń publicznych. Ale staramy się żyć normalnie.

TRAGICZNE WYDARZENIA W PARYŻU

Jak sobie tłumaczycie to, co się wydarzyło?

Nie rozumiemy. Nie rozumiemy. Jak można było zaatakować bezbronnych ludzi. Przecież to mogłem być też ja. Nie ma żadnego wytłumaczenia na to. Podejrzewam, że w większości zamachowcy byli z Francji. Ich rodziny kiedyś tu przyjechały. A oni mieszkali tu w drugim, czy trzecim pokoleniu. Boję się, że to początek a nie koniec.

Jak reagują Francuzi na politykę rządu?

Nie można się wycofać. Zdecydowaliśmy się na coś i już. Nie wolno dać się zastraszyć.

Pałac Kultury i Nauki w Warszawie / PAP/Tomasz Gzell / PAP
Pałac Kultury i Nauki w Warszawie / PAP/Tomasz Gzell / PAP
Stadion PGE Narodowy w Warszawie / PAP/Tomasz Gzell / PAP
Stadion PGE Narodowy w Warszawie / PAP/Tomasz Gzell / PAP
Pałac Miejski Puebla w Meksyku / EPA/FRANCISCO GUASCO / PAP/EPA
Pałac Miejski Puebla w Meksyku / EPA/FRANCISCO GUASCO / PAP/EPA
/ EPA/JOERG CARSTENSEN / PAP/EPA
Brama Brandenburska / EPA/JOERG CARSTENSEN / PAP/EPA