Władze aresztu w Grodnie, w którym przetrzymywany jest korespondent "Gazety Wyborczej" na Białorusi Andrzej Poczobut, przerwały widzenie dziennikarza z ojcem. Powodem był fakt, że rozmawiali po polsku - poinformowało radio Swaboda.

REKLAMA

Widzenie przerwano po ok. 20 minutach. Tymczasem poprzednie spotkanie trwało ok. dwóch godzin.

Ojciec dziennikarza, Stanisław Poczobut, relacjonował w rozmowie z radiem Swaboda, że przed spotkaniem z synem uprzedzono go, że "nie ma prawa rozmawiać z nim po polsku, a jako obywatel Białorusi powinien rozmawiać po białorusku lub rosyjsku". "A wcześniej spotykaliśmy się i dwie godziny mówiliśmy po polsku" - wskazał.

Dodał, że spytał syna o zakaz, a ten odparł, że "mamy prawo rozmawiać w ojczystym języku polskim, tylko władze aresztu traktują to w inny sposób".

W rozmowie z opozycyjną gazetą "Nasza Niwa" Stanisław Poczobut podkreślił, że w domu rozmawiają z synem po polsku, a po białorusku - z matką Andrzeja i jego żoną, Aksaną.

Opowiedział, że w czasie ostatniego widzenia dwa razy podchodził do nich strażnik, zwracając uwagę, że mówią po polsku, po czym wyprowadził go z sali widzeń. Wszystko odbyło się w milczeniu - dodał ojciec dziennikarza. Wspominał, że w czasie pierwszego spotkania w zeszłym tygodniu nikt nie zabraniał mu rozmawiać po polsku z synem.

Proces 38-letniego Poczobuta ma rozpocząć się 14 czerwca o godzinie 10 (godz. 9 czasu polskiego) przed sądem w Grodnie i będzie się odbywał przy drzwiach zamkniętych. Aksana Poczobut będzie mogła wysłuchać jedynie ogłoszenia wyroku.

Dziennikarz, który jest też działaczem nieuznawanego przez władze w Mińsku Związku Polaków na Białorusi (ZPB), został oskarżony o zniesławienie i znieważenie prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenki, za co grozi mu kara od dwóch do czterech lat więzienia.

Szefowa ZPB Andżelika Orechwo powiedziała radiu Swaboda, że w dniu procesu członkowie związku zamierzają przyjść przed sąd, by dać wyraz solidarności z Poczobutem. To nie jest zabronione, każdy ma prawo przyjść - zaznaczyła.