"Zaległości rosną. Jedni dłużnicy nie są w stanie płacić, bo stracili pracę, inni wykorzystują sytuację. Instytucjonalnych rozwiązań nie przewidziano" - donosi we wtorek "Dziennik Gazeta Prawna"

REKLAMA

"Współpracujemy z organizacjami samodzielnych rodziców, m.in. Stowarzyszeniem "Dla Naszych Dzieci" i Fundacją KiDs. Sygnały są jednoznaczne. Epidemia powoduje duży spadek wpływu alimentów nie tylko w egzekucji. Także tam, gdzie do tej pory były one regulowane osobiście" - mówi dziennikowi Andrzej Ritmann, rzecznik prasowy Izby Komorniczej w Łodzi.

"Nie ma dnia, by nie pisały do nas kobiety. Boją się, czy utrzymają pracę. Co gorsza, ojcowie ich dzieci zalegają z alimentami. I mają na to jedną odpowiedź: koronawirus" - dodaje w rozmowie z gazetą Katarzyna Stadnik z Fundacji KiDs.
"DGP" zastanawia się we wtorkowym wydaniu jaka jest skala problemu? "Komornik Robert Damski tylko w ostatnich dniach dostał kilkanaście wniosków od dłużników alimentacyjnych o treści: 'W związku z trudną sytuacją proszę o niepobieranie ode mnie alimentów do lipca' - pisze "DGP".

"To nieporozumienie. Nie jestem adresatem takiego wniosku, ja wykonuję wyrok" - tłumaczy gazecie Damski. Przypomina przy tym, że o zmianie zasądzonych alimentów może zdecydować sąd. Lub wierzyciel, jeśli zgodzi się, by egzekwować od dłużnika inne kwoty.

Gazeta wskazuje, że miernikiem sytuacji jest też liczba księgowań na koncie kancelarii komorniczej. Jak wyjaśnia, to m.in. kwoty z egzekucji z wynagrodzenia albo pieniądze, które przelewają sami dłużnicy. "Przed wybuchem epidemii było ich ok. 500 w tygodniu. Teraz liczba spadła o połowę" - podkreśla w rozmowie z gazetą Damski.

Dziennik zauważa również, że osobną kwestią jest, czy i w jakiej skali dłużnicy alimentacyjni próbują wykorzystać tę sytuację. "Istnieje niestety spora grupa uporczywych dłużników, którzy niezależnie od okoliczności nie chcą regulować zobowiązań wobec własnych dzieci" - mówi "DGP" Ritmann.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Zanieczyszczenie powietrza zwiększa ryzyko związane z koronawirusem. Prawdopodobnie