Rację mieli świadkowie, którzy twierdzili, że w głowie Stanisława Pyjasa był otwór przypominający wlot po kuli. Jak ustalił reporter śledczy RMF FM Marek Balawajder, nie był to jednak ślad po pocisku. Takie wnioski trafiły do prowadzących sprawę prokuratorów z Instytutu Pamięci Narodowej.

REKLAMA

Przez kilkanaście godzin eksperci badali zwłoki studenta - opozycjonisty, który w tajemniczych okolicznościach poniósł śmierć w 1977 roku. Specjaliści z zakresu medycyny sądowej z kilku ośrodków w Polsce pobrali próbki kości. Wykonali także - jeszcze raz - szczegółową dokumentację fotograficzną.

Ustalono m.in., że obrażenia na głowie, o których mówili świadkowie, powstały podczas pierwszej sekcji zwłok wykonanej 7 maja 1977 roku. Kiedy lekarze z Krakowskiego Zakładu Medycyny Sądowej badali m.in. kości czaszki, używali narzędzi chirurgicznych. Wówczas to doszło do uszkodzenia czaszki na wysokości skroni; powstał otwór, który po bardzo pobieżnych oględzinach mógł dla wielu wydawać się raną, jaka powstaje po postrzale.

Przypomnijmy, biegli wykluczyli hipotezę, że krakowski student został zastrzelony. Szczątki Stanisława Pyjasa z Krakowa zostały przewiezione do ośrodka we Wrocławiu, gdzie zostaną poddane dalszym oględzinom.