Kilkunastu ratowników GOPR, policjanci i strażacy zostali zaangażowani w nocną akcję na Ćwilinie w Beskidzie Wyspowym. Wieczorem służby odebrały zgłoszenie, z którego wynikało, że na północnych zboczach ktoś przy pomocy sygnałów świetlnych może wzywać pomocy. Ratownicy od wielu dni apelują, by w czasie epidemii koronawirusa zaniechać wszelkich wyjść w góry.

REKLAMA

"Wczoraj wieczorem, przed godz. 21, za pośrednictwem CPR Kraków odebraliśmy zgłoszenie o możliwej potrzebie udzielenia pomocy na Ćwilinie w Beskidzie Wyspowym. Osoba zgłaszająca miała widzieć sygnały świetlne na północnych zboczach góry sugerujące wzywanie pomocy. Z uwagi na niejednoznaczną sytuację zapadła decyzja o sprawdzeniu zgłoszenia" - piszą ratownicy GOPR-u na swojej stronie w portalu społecznościowym.

Poszukiwania, w które zaangażowano blisko 20 osób z różnych służb, trwały do 2 w nocy i - jak piszą ratownicy - "doprowadziły do ustalenia źródła światła - prawdopodobnie pochodziło ono od osoby przebywającej nocą w środku lasu...". Akcja prowadzona była w bardzo trudnych warunkach - przy padającym śniegu i silnym mrozie.

Akcja przy zamku Stary Książ. Potrzebne były stroje ochronne

Do akcji w ostatnim czasie musieli ruszyć również ratownicy z Sudeckiej Grupy GOPR. W weekend otrzymali zgłoszenie o wypadku rowerzysty u stóp ruin zamku Stary Książ. Poszkodowany osunął się i spadł kilkadziesiąt metrów zboczem.

Jak piszą ratownicy: "Pomimo groźnego upadku rowerzysta nie stracił przytomności. Z zebranego wywiadu wynikało, że niedawno wrócił z Portugalii, nie mniej nie był w stanie określić, kiedy nastąpiło zakończenie obowiązkowej kwarantanny. W związku z powyższym podjęto decyzję o użyciu strojów ochronnych w celu zapewnienia bezpieczeństwa ratownikom."

Mężczyzna został zabezpieczony i przekazany do karetki. W akcji pomagała także Straż Miejska w Wałbrzychu.

Apele GOPR i TOPR

"W związku z panującym na obszarze całego kraju zagrożeniem epidemiologicznym władze Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego zwracają się z apelem, aby w najbliższym czasie zrezygnować z wszelkich wyjść w góry" - napisali kilka dni temu ratownicy górscy.

"W chwili obecnej staramy się do minimum ograniczyć potencjalne ryzyko zakażenia się naszych ratowników oraz ryzyko poddania ich konieczności kwarantanny, przy jednoczesnym zapewnieniu możliwości operacyjnych w naszych Stacjach Ratunkowych. W szczególności wstrzymaliśmy możliwość przeprowadzania szkoleń grupowych i centralnych, akcji profilaktycznych oraz prelekcji. Pomimo tego chociażby jedno podejrzenie zakażenia może doprowadzić do konieczności kwarantanny zespołów ratowników z poszczególnych Stacji Ratunkowych, a do tego nie możemy dopuścić. Dlatego też uprzejmie prosimy o dostosowanie się do naszego apelu" - piszą władze GOPR.

Podobną prośbę do turystów skierowali też ratownicy Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Oni także proszą, by nie wychodzić w góry i nie narażać toprowców. "TOPR w ramach działań zapobiegawczych stara się, by ewentualne zakażenie, a nawet takie podejrzenie i wynikająca z tego np. konieczność kwarantanny nie wykluczyła ratowników TOPR z możliwości działania w kolejnych tygodniach. Zespół ratowników, pilotów i mechaników śmigłowca jest tak mały, że w krótkim czasie nawet podejrzenie zachorowania w naszym gronie może spowodować drastyczne ograniczenie możliwości działania. ZASTANÓW SIĘ, CZY RZECZYWIŚCIE MUSISZ IŚĆ W TATRY?" - piszą ratownicy TOPR.

Akcja Słowaków pod Wysoką. Było podejrzenie koronawirusa

Ratownicy słowackiej Horskiej Zachrannej Służby w czwartek rano znieśli z północnych zboczy Wysokiej w Tatrach ciało 53-letniego taternika. Odnaleziono go już w poniedziałek, ale transport nie odbył się wówczas z obawy przed koronawirusem. Jak się okazało, mężczyzna był kierowcą tira i powinien przebywać na kwarantannie.

Słowak wspinał się na Wysoką z 34-latkiem - również kierowcą tira, który także powinien w tym czasie przebywać na kwarantannie. To właśnie młodszy z mężczyzn zawiadomił o upadku towarzysza. W niedzielę ratownicy rozpoczęli akcję i w późnych godzinach wieczornych tego samego dnia odnaleźli rzeczy osobiste 53-latka po północnej stronie masywu Wysokiej. Następnego dnia znaleźli jego ciało.