Sejm uchwalił dziś nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym. Niepozorny projekt Andrzeja Dudy przewiduje między innymi wydłużenie o dwa lata czasu na składanie skargi nadzwyczajnej. Dodatkowa możliwość wzruszenia niesprawiedliwych prawomocnych orzeczeń w dobie pandemii, budzi niemal powszechny entuzjazm. Z taką propozycją wystąpił również Senat. Jednak szlachetny pomysł w projekcie Andrzeja Dudy to przykrywka dla daleko idących zmian, wpływających na funkcjonowanie Sądu Najwyższego.

REKLAMA

Andrzej Duda próbuje rozszerzyć swoje kompetencje o możliwość powołania pełniącego obowiązki prezesów izb Sądu Najwyższego, co według Biura Analiz Sejmowych, budzi wątpliwości konstytucyjne.

Prezydent chce również wzmocnienia pozycji Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego, tak by mogła decydować o składach i kolejności rozpatrywania zagadnień prawnych. Widzę to jako element domykania całego układu ubezwłasnowolnienia Sądu Najwyższego - komentuje Krzysztof Rączka, sędzia Sądu Najwyższego.

Szlachetna przykrywka

Projekt prezydenckiej nowelizacji przedstawiany jest przez Kancelarię Prezydenta przede wszystkim jako służąca ludziom dodatkowa szansa na wniesienie skargi nadzwyczajnej od niesprawiedliwych wyroków, które uprawomocniły się w ciągu ponad 20 ostatnich lat. Tak szeroki zakres skorzystania z tego nadzwyczajnego środka, został początkowo przewidziany tylko na trzy lata. Ze względu na zaległości w rozpatrywaniu skarg - wynikające między innymi z pandemii - prezydent zaproponował wydłużenie tego terminu o 2 lata. Andrzej Duda nie był jednak pierwszy. Projekt w tej sprawie przygotowywał już - ponad politycznymi podziałami - Senat.

Prezydent złożył swój projekt, poszerzony jednak o kontrowersyjne wrzutki, przez co propozycja Senatu wylądowała w koszu. Wniosek w tej sprawie zgłosił Krzysztof Lipiec z PiS. Poseł przekonywał, że nowelizacja prezydencka zawiera w sobie propozycję senatorów, dlatego według niego propozycja jest bezprzedmiotowa, bezzasadna i nie powinna być procedowana. Wniosek został przegłosowany przez posłów, mimo apelu Lidii Staroń. Pytam dlaczego? Nie rozumiem tego. Chodzi przecież tylko o to, że to jest projekt dla ludzi, który daje możliwość szukania sprawiedliwości. Później można jeszcze pracować nad projektem prezydenta - mówiła senator i przekonywała, że projekt - żeby stał się obowiązującym prawem - musi zostać przyjęty bez poprawek, a szansę na to dawała wyłącznie propozycja Senatu.

Naglące terminy

Wydłużenie terminu na wniesienie skargi nadzwyczajnej wymaga pośpiechu, bo według obowiązujących przepisów, czas na możliwość jej złożenia upływa 3 kwietnia. Posłowie doskonale wiedzą, że to ostatni dzwonek na uchwalenie takiej korzystnej dla ludzi zmiany. Przyjęcie senackiego projektu bez poprawek, gwarantowałoby odesłanie go przez izbę wyższą bezpośrednio na biurko prezydenta, i wejście w życie. Projekt prezydenta z wrzutkami, takiej szansy nie daje, bo budzi szereg wątpliwości nie tylko opozycji, ale również Biura Analiz Sejmowych. To oznacza, że po przyjęciu nowelizacji przez Sejm, Senat wprowadzi swoje poprawki, więc ustawa ponownie trafi do Sejmu. Biorąc pod uwagę obecny harmonogram prac parlamentu, uchwalenie tych zmian nie jest możliwe przed początkiem kwietnia. Konieczne byłoby zwołanie dodatkowego posiedzenia Sejmu w tygodniu tuż przed Wielkanocą. Taki sposób procedowania pokazuje, że szlachetna zmiana dotycząca skargi nadzwyczajnej, ma niejako zaszantażować opozycję: albo zagłosujecie za całą ustawą wraz z wrzutkami, albo my będziemy mówili, że nie chcecie pomóc ludziom w walce o sprawiedliwość.

Co zaszył prezydent w projekcie

Prezydencki projekt zawiera w sobie dwa kontrowersyjne elementy:

  • modyfikuje procedurę wyboru prezesów poszczególnych izb Sądu Najwyższego
  • poszerza kompetencje Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego w sprawie ustalania składów orzekających i kolejności rozpatrywania zagadnień prawnych.

Po pierwsze, Andrzej Duda chce wprowadzenia trzystopniowej procedury wyboru prezesów poszczególnych izb Sądu Najwyższego. Co ważne, propozycja zmian pojawiła się w czasie, kiedy końca dobiegają kadencje prezesów Izby Cywilnej i Izby Pracy Sądu Najwyższego - sędziów Dariusza Zawistowskiego i Józefa Iwulskiego. W pierwszym kroku wybór miałby się odbywać przy kworum wynoszącym 2/3 sędziów danej izby. W każdym kolejnym kworum kolejno maleje do 1/2 i 1/3 sędziów danej izby. Jeśli i w tym przypadku wybór nie nastąpi, prezydent chce nadać sobie prawo do powołania pełniącego obowiązki prezesa danej izby. Ta kontrowersyjna metoda była już testowana przy wyborze Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Przez publicystów takie rozwiązanie nazywane jest wyznaczeniem komisarza w Sądzie Najwyższym. Biuro Analiz Sejmowych zwróciło uwagę, że choć takie rozwiązanie, było już stosowane, to budzi ono wątpliwości konstytucyjne, bo prezydent jako przedstawiciel władzy wykonawczej ingeruje w istotny sposób we władzę sądowniczą, mimo że konstytucja nie daje mu wprost takich uprawnień. Dlatego takie powołanie wymaga kontrasygnaty (akceptacji) premiera. Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego, pytana o te kontrowersje podczas sejmowej komisji sprawiedliwości przyznała, że to "niespotykane" rozwiązanie, ale dodała: Propozycję tę postrzegam wyłącznie jako daleko idące zabezpieczenie, aby w ogóle mogło dojść do wyboru prezesa izby. Proponowane rozwiązanie jest niespotykane, ale też w niespotykanych czasach żyjemy.

Po drugie, Andrzej Duda chce, żeby Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego zyskała nowe kompetencje i decydowała o tym - kto i w jakiej kolejności - będzie rozstrzygał zagadnienia prawne. To sprawy często budzące mnóstwo kontrowersji opinii publicznej, w których sądy wydają sprzeczne orzeczenia, albo inaczej interpretują przepisy. Tak jak choćby w przypadku kredytów frankowych. Wówczas Sąd Najwyższy - który ma dbać o jednolitość orzecznictwa - rozpatruje zagadnienie i wydaje rozstrzygnięcie, które ma moc zasady prawnej - jest drogowskazem dla wszystkich sądów w Polsce.

Z takim wnioskiem może zwrócić się m.in. Prokurator Generalny czy Rzecznik Praw Obywatelskich, ale też sama Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego, która według nowelizacji, sama dobierałaby skład, który udzieli odpowiedzi.

Będą to moim zdaniem sprawy drażliwe dla władzy. Po to jest to rozwiązanie, żeby Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego miał możliwość ręcznego sterowania składami. Obecnie jedną z takich spraw są kredyty frankowe - komentuje Krzysztof Rączka. Sędzia Sądu Najwyższego twierdzi, że to rozwiązanie niezwykle niebezpieczne dla niezawisłości sędziowskiej.

Kancelaria Prezydenta w uzasadnieniu swojego projektu nie wyjaśniła, czemu ma służyć taka zmiana, a jedynie opisała, na czym ona polega.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Projekt dot. skargi nadzwyczajnej. Prezydent chce poszerzyć swoje kompetencje