Po tym, co ostatnio dzieje się na granicach Rosji i Ukrainy, bezpieczeństwo, w tym bezpieczeństwo energetyczne Polski, urasta do wartości największej od dziesięcioleci. Warto się więc dzisiaj, u progu kampanii wyborczej, zastanowić, czy moglibyśmy liczyć na zwiększenie naszego bezpieczeństwa, gdyby w przyszłości Polską rządził... PiS.

REKLAMA

Ostatni pomysł PiS-u na uchwalenie ustawy mającej na celu tzw. "wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej", podpowiada nam, na czym skupiłby się wysiłek legislacyjny nowego rządu Jarosława Kaczyńskiego od pierwszych dni jego urzędowania. Bezrobocie, rynek pracy, przedsiębiorczość, ochrona zdrowia, energetyka i właśnie bezpieczeństwo - wszystko to musiałoby zaczekać, aż przyczyny katastrofy zostaną wyjaśnione po myśli Antoniego Macierewicza, a więc uzna się, że był zamach, sztuczna mgła, bomba helowa, dwa wybuchy, a najlepiej wszystko po trochu.

Trudno byłoby zresztą brać na poważnie deklaracje PiS-u w sprawie bezpieczeństwa energetycznego skoro to właśnie rząd Jarosława Kaczyńskiego zgodził się w 2006 roku na rekordową podwyżkę cen gazu, jaką "zaproponował" Polsce wówczas Gazprom. Szczegóły tej podwyżki do dzisiaj są niejasne, ale należy domniemywać, że Rosjanie mogli mieć dość antyrosyjskiej retoryki polskiego rządu. Doskonale wiedzieli, że Polska nie ma alternatyw dla wschodniego gazu i pokazali, jak kończy się machanie szabelką. Król Kaczyński okazał się nagi, a jego szabla zaledwie drewnianym patykiem. To był pierwszy, namacalny efekt polityki energetycznej rządu Kaczyńskiego. Niestety, niejedyny.

Gdybym chciał przyjąć retorykę PiS-u, to musiałbym zaapelować o jak najszybsze powołanie komisji śledczej, która wyjaśni kulisy tamtej haniebnej decyzji, będącej w istocie zdradą stanu. Komisji, która ujawni kulisy działalności w Polsce agentów obcego wywiadu i sprawi, że winni przeproszą społeczeństwo i poniosą zasłużoną karę. To jednak nie mój język i nie mój sposób widzenia świata. Zastanawia jednak tło tej decyzji, w wyniku której Polska straci (a Rosja zarobi) do 2022 roku miliardy złotych. Co bardziej bulwersujące, ówczesny minister skarbu z PiS - Wojciech Jasiński - tak był zajęty wymianą kadr w PGNiG, że - jak sam przyznał - nowej umowy w zasadzie nawet nie przeczytał!

Chaos był zawsze wyznacznikiem działań polityków PiS-u. Mniemam, że podobnie było w tamtym przypadku, choć przydałoby się słowo skruchy ówczesnych decydentów za decyzję, która podniosła Polakom rachunki o 10 procent. O dziwo, to jednak wcale nie największa wpadka energetyczna ekipy Kaczyńskiego. O wiele bardziej kosztownym i niezrozumiały posunięciem był politycznie inspirowany (nie bez znaczenia podobno była tu ogromna presja prezydenta Lecha Kaczyńskiego) zakup rafinerii w Możejkach za 2,34 miliarda dolarów, które znów trafiły - tak! - do Rosjan! Pamiętam dumne zdjęcie premiera Jarosława Kaczyńskiego z ówczesnym premierem Litwy Gediminasem Kirkilasem, przypieczętowujące transakcję, która opłaciła się tylko rosyjskiemu Jukosowi. Ten niewytłumaczalnie drogi zakup, który nigdy nie miał szans na zwrot nakładów, dzierży do dzisiaj miano najgorszej polskiej inwestycji zagranicznej. Dotychczasowy rachunek za tamtą decyzję to gigantyczne miliardy złotych.

Tak więc, biorąc pod uwagę dotychczasowe dokonania i nowe pomysły partii Kaczyńskiego, nie mam wątpliwości, że gdyby PiS ponownie doszedł do władzy, to rachunki za energię wzrosłyby nam znów znacząco. Naprawdę bowiem nie trzeba być geniuszem strategii politycznej, żeby przewidzieć, że po przejęciu władzy przez tę partię nastąpiłoby nieuniknione ochłodzenie pomiędzy Warszawą a Berlinem, Paryżem czy Brukselą, nie mówiąc już o Moskwie. Trudno więc uwierzyć, iż temperaturę w naszych mieszkaniach chciałby wtedy podnosić Gazprom. I znów, jak dzisiaj, jedynym dostępnym i tanim dla PiS-u paliwem zostałoby paliwo smoleńskie.