Brazylia bezbramkowo zremisowała z Meksykiem w meczu otwierającym drugą serię spotkań w fazie grupowej mistrzostw świata. W pierwszych pojedynkach "Canarinhos" wygrali z Chorwacją 3:1, a "El Tri" pokonali Kamerun 1:0.

REKLAMA

Meksykanie od pierwszych minut nastawili się na grę z kontry. Ustawili się na własnej połowie i Brazylijczykom trudno było przedrzeć się pod bramkę Guillermo Ochoy. Dobrą okazję stworzyli sobie dopiero w 11. minucie. Fred trafił jednak w boczną siatkę, a sędzia wskazał, że napastnik był na spalonym.

W 24. minucie odpowiedział Meksyk. Mocnym i precyzyjnym strzałem z ostrego kąta zza pola karnego popisał się Hector Herrera. Piłka o centymetry minęła jednak poprzeczkę. Dwie minuty później po raz pierwszy z dobrej strony pokazał się z kolei Neymar. Z kilku metrów uderzył groźnie głową, ale bramkarz rywali obronił.

Po sennym kwadransie piłkarze obu drużyn przebudzili się w samej końcówce pierwszej połowy. Sygnał do ataku dał Jose Juan Vazquez, który w 41. minucie płaskim strzałem próbował zaskoczyć Julio Cesara. Blisko strzelenia bramki do szatni był natomiast Thiago Silva, ale w 44. minucie doskonale interweniował Ochoa.

Po zmianie gospodarze uzyskali wyraźną przewagę, ale niebezpiecznie kontratakowali albo strzelali z dystansu Meksykanie. Dwie takie próby, minimalnie niecelne, oddał m.in. Hector.

W 69. minucie do piłki w polu karnym doszedł Neymar, ale fantastycznie interweniował Ochoa, odbijając ciałem trudne uderzenie po koźle. Jeszcze lepszą okazję miał w 86. minucie Thiago Silva. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego doszedł do główki z czterech metrów i gdyby skierował piłkę w róg bramki, Ochoa nie miałby żadnych szans. Trafił jednak w golkipera Meksyku.

W doliczonym czasie gry składny kontratak Meksykanów zakończył potężnym uderzeniem Raul Jimenez. Kibice zadrżeli, ale Julio Cesar był na posterunku.

O awans do 1/8 finału gospodarze mistrzostw zagrają w ostatniej kolejce z Kamerunem, natomiast Meksykanie - z Chorwacją.

Brazylia - Meksyk: Zaskakujący koniec świetnego spotkania (9 zdjęć)

/ PAP/EPA/Chema Moya / PAP/EPA
/ PAP/EPA/Chema Moya / PAP/EPA
/ PAP/EPA/Chema Moya / PAP/EPA
/ PAP/EPA/Chema Moya / PAP/EPA
/ PAP/EPA/Chema Moya / PAP/EPA
/ PAP/EPA/Chema Moya / PAP/EPA
/ PAP/EPA/Chema Moya / PAP/EPA
/ PAP/EPA/Chema Moya / PAP/EPA
/ PAP/EPA/Chema Moya / PAP/EPA

/ SERGEY DOLZHENKO (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ SERGEY DOLZHENKO (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ GEORGI LICOVSKI (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ GEORGI LICOVSKI (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ GEORGI LICOVSKI (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ GEORGI LICOVSKI (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ SERGEY DOLZHENKO (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ GEORGI LICOVSKI (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ GEORGI LICOVSKI (PAP/EPA) / PAP/EPA
/ GEORGI LICOVSKI (PAP/EPA) / PAP/EPA

Wyjściowe składy:

Brazylia: Julio Cesar - Daniel Alves, Thiago Silva, David Luiz, Marcelo - Paulinho, Oscar, Luiz Gustavo, Ramires - Fred, Neymar.

Meksyk: Guillermo Ochoa - Miguel Layun, Francisco Rodriguez, Rafael Marquez, Hector Moreno - Paul Aguilar, Hector Herrera, Andres Guardado, Jose Juan Vazquez - Giovani Dos Santos, Oribe Peralta.

Sędzia: Cuneyt Cakir (Turcja).

Pierwsze mecze pod znakiem błędów arbitrów

Brazylijczycy w pierwszym meczu grupowym pokonali Chorwatów 3:1. Po ostatnim gwizdku równie często mówiono o dwóch bramkach Neymara, jak i o błędach sędziego. Japończyk Yuichi Nishimura podyktował kontrowersyjny rzut karny dla "Canarinhos" przy stanie 1:1, choć zdaniem wielu ekspertów nie było faulu na Fredzie. "To kradzież na oczach całego świata" - napisał później jeden z chorwackich dzienników.

Błędów arbitra nie zabrakło też w spotkaniu Meksyku z Kamerunem. Kolumbijczyk Wilmar Roldan nie uznał dwóch goli prawidłowo zdobytych przez Giovaniego Dos Santosa. Meksykanie wygrali natomiast ostatecznie 1:0.

Nie grali ze sobą na mundialu od 52 lat

Brazylia i Meksyk po raz ostatni na mistrzostwach świata zmierzyły się ze sobą w 1962 roku. "Canarinhos" wygrali wtedy w fazie grupowej 2:0, a później obronili tytuł. W sumie w 38 potyczkach obu drużyn Brazylijczycy byli dotąd górą 22 razy. Dziesięciokrotnie padł wynik remisowy, a sześć razy wygrali Meksykanie.