Od początku października do Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy nie trafił ani jeden pacjent po zażyciu dopalaczy. Podobnie było w szpitalu dziecięcym w Szczecinie. Tam, dwa tygodnie przed rozpoczęciem antydopalaczowej ofensywy rządu leczonych było 12 zatrutych. W Warszawie ostatnie dwa tygodnie to 3 odnotowane przypadki zatruć.

REKLAMA

W pierwszym tygodniu po wprowadzeniu zakazu handlu dopalaczami do szpitali trafiły 123 osoby. W ciągu ostatnich siedmiu dni zatruć było mniej. Ile konkretnie osób potrzebowało pomocy lekarzy, to powinno wyjaśnić się dzisiaj. Krajowy konsultant do spraw toksykologii ma dostać aktualne dane od szpitali.

Mimo trwającej dwa tygodnie antydopalaczowej kampanii sprzedawcy robią wszystko, żeby obejść zakaz sanepidu i sprzedawać "produkty kolekcjonerskie".

O tym, że te dopalacze gdzieś tam cały czas są w obiegu, świadczy chociażby liczba zatruć, która jest i tak mniejsza niż przed momentem, kiedy były działania inspektorów sanitarnych wobec punktów z dopalaczami - mówi Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji.

Tylko w zeszłym roku przed wprowadzeniem zakazu handlu dopalaczami do szpitali trafiło 200 zatrutych osób. Jest to niepełny obraz skali problemu, bo monitoring zgłaszania takich pacjentów obowiązuje dopiero od 1 października.

Pokazaliśmy, że skończyły się żarty i rząd zabrał się do walki z dopalaczami na poważnie - tak dwa tygodnie temu o antydopalaczowej ofensywie mówi rzecznik rządu Paweł Graś. Policja i sanepid zamknęły wtedy prawie tysiąc sklepów z "produktami kolekcjonerskimi".

Eksperci, którzy w piątek wzięli udział w okrągłym stole pt. "Dlaczego Polska stała się ofiarą dopalaczy?" napisali : Z niepokojem obserwujemy działania rządu. Powinny być one oparte na rzetelnych danych naukowych.