"Przez całe lato ciężko pracowaliśmy, ale efekty nie przyszły. Może dlatego jest mi tak ciężko" - mówi w rozmowie z RMF FM środkowy reprezentacji siatkarzy Mateusz Bieniek. Zawodnik, który przez cały turniej grał z niedoleczoną kontuzją kostki jest zdania, że trener De Giorgi jest w stanie poprawić naszą grę. Bieniek nie ukrywa, że na razie nie potrafi stwierdzić skąd wzięła się pasywna gra Polaków w pojedynku ze Słowenią.

REKLAMA

Patryk Serwański, RMF FM: Czy po jednej nocy możesz na mistrzostwa Europy spojrzeć już z innej perspektywy?

Mateusz Bieniek: Dla mnie ta sprawa ciągle jest świeża. Już wczoraj mówiłem, że jest mi bardzo smutno. Nic się przez tą noc nie zmieniło. Miałem wyższe oczekiwania. Mega ciężką pracę wykonywaliśmy przez całe wakacje. Nie wyszło i może dlatego jest mi tak trudno.

Wczoraj twoi koledzy mówili, że reprezentacja potrzebuje zmian. Twoim zdaniem potrzebne są dogłębne zmiany, czy spotkanie wszystkich zainteresowanych przy siatkarskim okrągłym stole?

Ciężki mi powiedzieć co odkładnie mieli na myśli koledzy. Tuż po meczu różnie się reaguje, można powiedzieć coś w nerwach. Dla mnie ta grupa jest zżyta i nie sądzę by jakieś zmiany były potrzebne. Jestem trzeci rok w kadrze i znów nic nie wygraliśmy. Co nam pozostaje? Możemy tylko nadal ciężko pracować.

Z jednej strony jest w tobie na pewno dużo rozczarowania. To oczywiste, ale teraz możecie wrócić do rodzin, możecie odpocząć od presji.

W trakcie zgrupowania miewaliśmy wolne weekendy więc był ten czas dla rodziny. Wiadomo chłopaki mają żony, dzieci. Oni też inaczej do tego podchodzą, ale inaczej się wraca do domu po porażce, a inaczej po wygranym turnieju. Przyjemniej byłoby odpoczywać po sukcesie.

Przepracowałeś całe lato z trenerem de Giorgim. Wyniki was nie bronią, ale widzisz w tej drużynie przyszłość? Z tym trenerem możecie się rozwinąć?

Tak mi się wydaje. Jeśli potrafimy wytworzyć na boisku świetną, ogień na boisku, atmosferę to znaczy, że jesteśmy w stanie grać atrakcyjnie.

Ten ogień było widać podczas meczów w Gdańsku z Finlandią i Estonią, ale w Krakowie przeciwko Słowenii to wszystko zgasło. Z perspektywy trybun byliście strasznie pasywni.

Bardzo trudne pytanie. Nie mam bladego pojęcia. Tak jak pan mówi nie było tego zacięcia, ognia, ale na gorąco nie potrafię sensownie ocenić dlaczego tak się stało.