​Chińczycy i Wietnamczycy z maseczkami na twarzach. Plakaty z instrukcjami, jak zmniejszyć ryzyko zakażenia koronawirusem. Tak wyglądają ulice położonej 25 kilometrów od Warszawy Wólki Kosowskiej w gminie Lesznowola. Właśnie tam działa Chińskie Centrum Handlowe, które skupia hurtowników z państw dalekiej Azji. Dziennikarz RMF FM Michał Dobrołowicz rozmawiał z pracującymi tam Polakami o tym, jak tam odbierane są doniesienia o koronawirusie z Chin.

REKLAMA

Jeżdżę do Chin regularnie. Od kiedy wybuchła ta afera, nie byłem. Większość ludzi, którzy robią interesy w Chinach, jedzie teraz, żeby zamówić towar. Później jedzie się w połowie roku. Zrezygnowałem, kontaktuję się bezpośrednio z człowiekiem, który tam jest, Chińczykiem. Spodziewam się przez to obrotów mniejszych o 30 proc. - podkreśla w rozmowie z RMF FM jeden z prowadzących swoją działalność w Wólce Kosowskiej.

Jednego dnia mam kontakt tu z setkami osób z Azji. Myślę, że 15 proc. populacji tutaj to Chińczycy, reszta to Wietnamczycy - dodaje jego kolega. O koronawirusie Chińczycy nie mówią nic. Polacy mówią coraz więcej i coraz głośniej, widzę, że coraz trudniej jest się tutaj z kimś spotkać i umówić. Wiele osób chce spotykać się w innym miejscu - podkreślają prowadzący swoją działalność w Wólce Kosowskiej.

"Wólka Kosowska zmieniła się ostatnio"

Osoby pochodzenia azjatyckiego nie chcą rozmawiać przed mikrofonem. Tłumaczą, że sprawa koronawirusa jest im znana, ale obawiają się o swoją pracę i radzą kierować oficjalne pytania do dyrekcji Chińskiego Centrum. Wskazują jednocześnie, że na ścianach niemal każdej hali w Wólce Kosowskiej znaleźć można duże, niebieskie plakaty z podpowiedziami, jak zmniejszyć ryzyko zakażenia. Są tam podpowiedzi typu: "Unikaj bezpośredniego kontaktu z dzikimi zwierzętami", "Zakrywaj nos i usta podczas kaszlu i kichania" albo "Myj ręce wodą z mydłem lub wcieraj preparaty na bazie alkoholu".

Wólka Kosowska zmieniła się ostatnio. Ludzie, którzy mają tu boksy od lat, nagle zniknęli, ciężko ich tu spotkać. Miałem być tu w sobotę, ale nie dałem się namówić. Może to nie obawa przed koronawirusem, ale zasada "przezorny zawsze ubezpieczony", mam maseczkę w samochodzie, są teraz ciężko dostępne - podkreśla jeden z przedsiębiorców z Wólki Kosowskiej.