Marek Falenta chce poddać się badaniu na tak zwanym wykrywaczu kłamstw - informuje "Rzeczpospolita".​ Gazeta podaje, że obrońca Marka Falenty - biznesmena odsiadującego wyrok za zlecanie podsłuchów w restauracjach - złożył wniosek o bezzwłoczne zbadanie go przez biegłego poligrafera na wariografie.

REKLAMA

"Wszystko wskazuje na to, że Falenta chce przekonać Sąd Najwyższy do swojej wersji zdarzeń - że nie on był zleceniodawcą nagrywania VIP-ów. O tym, jak miały wyglądać kulisy nagrywania, napisał w listach do najważniejszych osób w państwie, grożąc, że ujawni "prawdę i mocodawców". Wszystko w gestii sądu" - czytamy w "Rz".

Jak podała gazeta, wniosek obrońcy Falenty o przebadanie go wariografem wpłynął 12 września do dyrektora Aresztu Śledczego na Służewcu, w którym biznesmen odbywa karę. Więziennicy uznali, że decyzja nie leży w ich gestii.

Rzeczpospolita cytuje także rzeczniczkę dyrektora generalnego Służby Więziennej ppłk Elżbietę Krakowską. Brak jest podstaw do udzielenia przez dyrektora jednostki penitencjarnej zgody na badanie osoby osadzonej wariografem bez uprzedniego postanowienia, wydanego przez właściwy organ procesowy - mówiła rzeczniczka SW w rozmowie z gazetą.

Sąd Okręgowy w Warszawie nie odpowiedział "Rzeczpospolitej", czy taką zgodę wyda. Jak zaznacza "Rzeczpospolita", odpowiedzieć nie chce też Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga prowadząca śledztwo w tzw. małej aferze taśmowej (Falenta ma w nim osiem zarzutów o udostępnianie nagrań).