W ciągu kilku ostatnich dni pracę straciło aż trzech szkoleniowców, pracujących w piłkarskiej Ekstraklasie. Szczególne emocje wzbudził sposób zwolnienia trenera Arki Gdynia, Zbigniewa Smółki. Informację o tym właściciel klubu podał bowiem w mediach społecznościowych na godzinę przed derbami trójmiasta. O zwolnieniach trenerów i o braku zaufania właścicieli klubów z Marcinem Bochynkiem, byłym trenerem m.in. Górnika Zabrze rozmawiał Wojciech Marczyk z redakcji sportowej RMF FM.

REKLAMA

Wojciech Marczyk: Karuzela trenerska w Ekstraklasie rozkręciła się na dobre. W ostatnich dniach aż trzech szkoleniowców straciło pracę. Adam Nawałka w Lechu Poznań, Ricardo Sa Pinto w Legii i Zbigniew Smółka w Arce Gdynia.

Marcin Bochynek: Zwolnieniem Adasia (Adama Nawałki-red.) jestem bardzo zaskoczony. Wszyscy przecież wiedzieli, jak on pracuje i jakie ma metody. Zwolnienie Sa Pinto z Legii wcale mnie nie dziwi. Ja bym tego człowiek nawet nie zatrudnił. A sposób, w jaki potraktowano Zbigniewa Smółkę w Arce, jest poniżający. Z mediów się dowiedziałem, że informacja wypłynęła godzinę przed meczem. Jak się ten trener na ławce musiał czuć. To jest szalone, co teraz się dzieje. Ja tego nie potrafię zrozumieć i nie zrozumiem chyba...

Pan mówi, że Ricardo Sa Pinto by pan nie zatrudnił?

Nie, ja bym nie zatrudnił. Jest tylu fantastycznych polskich chłopaków, którzy by ten zespół lepiej poprowadzili.

A co myśli pan o zwolnieniu Nawałki?

Jestem mocno zdziwiony. To przecież trener, który niedawno w dobrym stylu prowadził reprezentację Polski. Nie wyszły ostatnie mistrzostwa, ale to się zdarza każdemu trenerowi. Moim zdaniem, trener Nawałka jeszcze wszystkiego nie stracił. Ja jakbym zatrudniał Nawałkę, to bym się zastanowił. Wszyscy wiedzą, jak on pracuje. To wygląda trochę tak, jakby chciano go zatrudnić i zaraz zwolnić. Naprawdę jestem tym bardzo zszokowany.

Można mieć wrażenie, że tak naprawdę dłużej trwały negocjacje dotyczące zatrudnienia niż sama praca trenera Nawałki?

Tak jest. Dziś praca trenera polega na współpracy z prezesem i prawnikiem. Na pewno by Adasia nie zwolnili, gdyby nie popełnił błędu. Tam musiał być zapis w umowie, że jak nie wykona zadania, to może zostać zwolniony. Ja tego naprawdę nie potrafię pojąć.

Teraz mówi się, że posadę straci szkoleniowiec Wisły Płock Kibu Vicunia, jeżeli nie wygra z Piastem w Gliwicach.

Karuzela zwolnień trwa. Ja w moim życiu dużo już widziałem i wiem, że to nie może polegać tylko na zwalnianiu trenera. Tych zwolnień jest za dużo. Zwalnia się szkoleniowców, którzy nawet jeszcze dobrze - że tak powiem - nie rozłożyli namiotu. Tam też musiało być w środku coś niedobrego, jeżeli chodzi o zwolnienie trenera Nawałki i Smółki. Bo jeżeli chodzi o trenera Legii, to ja byłem przygotowany na to, że go w najbliższym czasie zwolnią. Tam nie było systemu, nie było stylu gry. Byli piłkarze na jakimś poziomie, ale nie było pomysłu.

Piłkarska wiosna to taki moment, że prezesi klubów próbują na siłę ratować sezon zwalniając trenera myśląc, że to coś zmieni.

Ja tego nie rozumiem. Zmiana trenera może coś dać, ale często nic nie daje. Wszystko zależy od tego, jakich się ma zawodników i czy oni są wykorzystani. Czy oni są skłóceni przez trenera? Bo jeżeli tak jest, to nie ma innego wyjścia, jak zwolnienie trenera. Bo przecież wszystkich zawodników nie można zmienić. W tym momencie najłatwiej jest, żeby odszedł trener. Jeżeli jednak w zespole jest atmosfera, wszystko się układa, a nie ma wyniku, to on przyjdzie. Trzeba tylko poczekać. A tej cierpliwości właśnie nie ma. Ja uważam, że trenerzy dostają za mało czasu do gry i do dłuższej pracy. Mają też za mało czasu, by poszukać zawodnika do grania, a nie trenowania. Też dzisiaj czy to w Poznaniu czy Warszawie czy Arce... obojętne w jakim klubie... ściąga się "sztukę", a nie zawodnika do gry. Nie ma zawodników uniwersalnych w lidze. On umie grać w środku defensywy, ale nie umie z boku np. Do Ekstraklasy powinni trafiać zawodnicy uniwersalni, nie tylko umiejący grać na jednej pozycji, ale na kilku. Zawodnik przychodzący do Ekstraklasy, powinien mieć szybkość, wytrzymałość. Jeżeli chodzi o kanony czysto piłkarskie: gra w odbiorze czy gra głową, to ja go w dwa miesiące nauczę. Tylko muszę pracować indywidualne i wyłapywać te błędy, które ten dany zawodnik robi. Ja uważam, że to jest bardzo proste. A tego się nie robi. Mało tego... Ja uważam, że będzie jeszcze więcej zmian trenerów.

Mimo że do końca sezonu właściwie 9 kolejek?

Tak. Bo teraz gra się albo o mistrza, albo o utrzymanie. Niech pan zobaczy zespoły, które niedawno walczyły o mistrzostwo, teraz grają o pierwszą ósemkę. Trochę tych kolejek jeszcze zostało, to jest sporo punktów. A w dolnej ósemce też jest tłok. Spokój mają te zespoły, które się załapią do pierwszej ósemki, bo są pewne utrzymania w ekstraklasie, a te z doły będą walczyć do końca, więc tam może być różnie. Jak ja patrzę na to wszystko, to naprawdę się boję.

Jak pan patrzy na sytuację trenera Probierza w Cracovii? Ona chyba pokazuje, że cierpliwość popłaca. Sezon Pasy zaczęły słabo, a później odmiana.

To jest to, o czym ja mówię. Prezes Filipiak ma cierpliwość. Michał Probierz zaczął bardzo źle. Musiał mieć problemy w zespole, akurat teraz się wszystko ułożyło. Tam musiały być jakieś problemy. Może kontuzje, kartki, coś musiało być, ale niech pan zobaczy, jak Probierz to ustawił. Teraz są na czwartym miejscu. W piłce trzeba poczekać, inaczej nie da się nic osiągnąć.

A nie jest tak, że prezesi klubów zmieniając szkoleniowca myślą: przyjdzie nowy i jak za dotknięciem magicznej różdżki odmieni zespół słabo grający? Z pana doświadczenia da się tak?

Nie. Tylko trener, który dostanie kontrakt, któremu się zaufa, może coś osiągnąć. Taki co przyjdzie na pół roku czy kilka miesięcy - jak powiedziałem - jeszcze namiotu nie rozłożył, a już musi się zwijać. To się nie da. Jasne, że trener też musi mieć koncepcję, ale musi też mieć zawodników. Jak ściąga zawodników, to musi ich ściągać do gry, a nie trenowania. Przede wszystkim moim zdaniem zawodnik, który nie ma predyspozycji motorycznych, nie powinien mieć szansy gry w Ekstraklasie.