„Niewiele można zrobić, żeby powstrzymać dalszy rozlew krwi na Ukrainie. Działania dyplomatyczne to wołanie na puszczy, krew już się leje. Trzeba wydzwaniać, może tam jechać, ale to już poszło bez kontroli. Boję się, że przekroczono cienką czerwoną linię” - mówi w RMF FM były prezydent, unijny wysłannik na Ukrainę, Aleksander Kwaśniewski. „UE ma argument sankcji personalnych wobec ukraińskich władz i oligarchów. Takie sankcje prawdopodobnie będą wprowadzone, ale to może nie zadziałać na władze otrzeźwiająco. Majdan to już w pewnym stopniu ukraiński Tiananmen. Akcja oczyszczania Majdanu będzie trwała” – uważa Kwaśniewski.

REKLAMA

Konrad Piasecki: Jest jeszcze coś, co jeszcze można zrobić, by powstrzymać dalszy rozlew krwi w Kijowie?

Aleksander Kwaśniewski: Obawiam się, że bardzo niewiele. Na pewno trzeba apelować, na pewno trzeba wydzwaniać, być może nawet jechać - jeżeli ktoś z przedstawicieli Unii Europejskiej byłby gotów to zrobić. Obawiam się jednak, że dynamika wydarzeń jest w tej chwili taka, że to już wszystko poszło trochę bez kontroli i trochę jest zdeterminowane tym, co już widzimy.

Uważa pan, że przekroczono już tę cienką czerwoną linię, za którą nie ma już odwrotu?

Boję się, że za chwilę to może być już nie tylko kwestia Kijowa, ale jeszcze przynajmniej kilku miast

Boję się, że tak, boję się, że za chwilę to może być już nie tylko kwestia Kijowa, ale jeszcze przynajmniej kilku miast - głównie na zachodzie Ukrainy.

Czyli ukraiński Tiananmen?

Tam nikt nikomu nie wierzy.

Tu już w jakimś stopniu jest Tiananmen. Już mówimy o dziesiątkach ofiar. Myślę, że akcja Berkutu oczyszczania Majdanu będzie trwała, z tym będą związane kolejne ofiary. Radykalizacja ludzi jest faktem, ci ludzie widzą, że z władzą nie można rozmawiać. Władza usztywniła stanowisko, ponieważ chce wszystkich wrzucić do jednego worka - radykałów, terrorystów i ludzi, którzy działają poza prawem. A poza tym wszystko to dzieje się w kraju, gdzie - jeszcze i przed wydarzeniami sprzed kilku ostatnich miesięcy - poziom wzajemnej nienawiści i poziom braku zaufania jest zupełnie niezwykły. To jest coś, co w czasie naszej misji rzucało się w oczy. Tam nikt nikomu nie wierzy. Po prostu wszyscy do siebie podchodzą z ogromną niechęcią, mówiąc najdelikatniej.

Ale uważa pan, że polska i unijna dyplomacja ma jeszcze coś, czym może uderzyć pięścią w stół czy już tylko może patrzeć i wyrażać ubolewanie?

Nie no. Po pierwsze trzeba żądać zaprzestania stosowania przemocy i myślę, że takie sygnały cały czas płyną. Natomiast one są trochę wołaniem na puszczy, dlatego że krew się leje. Z drugiej strony oczywiście Unia ma ten argument, który prawdopodobnie będzie szybko wprowadzony, czyli sankcje personalne dotyczące władz ukraińskich, dotyczące oligarchów wspierających władze ukraińskie. Nie sądzę, żeby to też dzisiaj już zadziałało na te władze orzeźwiająco, dlatego że wszyscy znaleźli się w pułapce.

Ale uważa pan, że szczytem możliwości unijnych są właśnie te sankcje dyplomatyczne, personalne?

Na tym etapie tak. Przecież nie wyobraża pan chyba sobie wprowadzenia wojsk Unii Europejskiej, których zresztą Unia nie ma, na Ukrainę.