Po zdobyciu w narciarskim Pucharze Świata trzech Kryształowych Kul z rzędu, tym razem Justyna Kowalczyk musiała zadowolić się drugim miejscem. Mimo to polska biegaczka uważa, że był to jeden z najlepszych sezonów w jej karierze. "Najważniejsze były oczywiście triumfy w historycznych zawodach w Szklarskiej Porębie oraz w Tour de Ski" - podkreśla.

REKLAMA

W zakończonym właśnie sezonie Kowalczyk zajęła drugie miejsce, choć w klasyfikacji generalnej zgromadziła więcej punktów niż w poprzednich sezonach. Po trzech latach dominacji musiała uznać wyższość Norweżki Marit Bjoergen, ale wydaje się nie załamywać rąk z tego powodu. Po ostatnim biegu sezonu podkreślała, że największe znaczenie miały dla niej zwycięstwa w pierwszych w historii zawodach w Szklarskiej Porębie i arcytrudnym cyklu Tour de Ski. Tradycyjnie zależało mi na dobrym występie w Otepaeae i tam także byłam najlepsza. Miłą niespodzianką było natomiast pierwsze w karierze zwycięstwo w sprincie techniką dowolną, co udało mi się w Moskwie. Dlatego generalnie muszę przyznać, że był to jeden z moich najlepszych sezonów - mówiła Kowalczyk.

Przyznała, że losy rywalizacji mogłyby się potoczyć inaczej, gdyby nie brak kilku wielkich nazwisk. Brakowało niestety tych zawodniczek, które zakończyły już karierę - Włoszki Marianny Longi czy Słowenki Petry Majdic. W tych biegach techniką klasyczną, w których wygrywałam z dużą przewagą, one mogły zepchnąć Bjoergen na niższą pozycję i tym samym pozbawić ją nieco punktów. Z pewnością także namieszałyby w sprintach - stwierdziła Kowalczyk.

"Justyna wreszcie nawiązała walkę z Bjoergen"

Pretensji do swojej podopiecznej nie ma trener Aleksander Wierietielny. Po ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Oslo planowaliśmy, że ten sezon potraktujemy ulgowo. Kiedy jednak zaczęliśmy się do niego szykować, stwierdziliśmy, że jednak nie odpuścimy. Myślę, że to była dobra decyzja, bo Justyna wreszcie nawiązała walkę z Bjoergen. Wcześniej Norweżka cały czas była przed nią. Z tego się bardzo cieszymy - podkreślał trener Kowalczyk.

Faktycznie początek PŚ 2011/12 należał zdecydowanie do Bjoergen. Utytułowana Norweżka już w grudniu miała ponad 300 punktów przewagi nad Polką. Dopiero od tego momentu Kowalczyk zaczęła odrabiać straty. W wielkim stylu wygrała morderczy Tour de Ski, a po triumfie w moskiewskim sprincie 2 lutego założyła wreszcie żółty plastron liderki.

W kolejnych tygodniach trwało przeciąganie liny. Obie narciarki dzieliła niewielka różnica punktów i niemal co bieg zmieniały się na prowadzeniu. Przełomowa była rywalizacja w Lahti na początku marca. Kowalczyk przyjechała do Finlandii z wywalczoną w Szklarskiej Porębie przewagą 14 punktów, a wyjechała ze stratą aż 78. To właśnie tam w biegu łączonym dwukrotnie się przewróciła i zajęła ósme miejsce. Później upadki przydarzyły jej się jeszcze podczas sprintów w norweskim Drammen i Sztokholmie.

Wierietielny przyznał, że w końcówce sezonu jego podopiecznej dawało się już we znaki zmęczenie. Większość z tego, co sobie założyliśmy, rzeczywiście zrealizowaliśmy. Bardzo chcieliśmy zwyciężyć w Oslo, to się akurat nie udało. Sezon bez głównej imprezy jest wyjątkowo dokuczliwy. Zamiast szykować się na dwutygodniowy okres, praktycznie każdy kolejny start miał miano tego najważniejszego. W końcówce zmęczenie dawało już mocno o sobie znać. Stąd pewnie były braki w koncentracji i te upadki - ocenił.

"Szkoda, że nie będę mogła pobiegać wiosną"

Kowalczyk przyznała jednak, że żałuje, że musi teraz na chwilę rozstać się z nartami. W środę biegaczka przejdzie zabieg artroskopii prawego kolana, które dokucza jej od kilku miesięcy. Nie będzie więc mogła wyjechać na Kamczatkę, gdzie zwykle przedłużała sobie sezon startami w maratonach.

Fajnie, że się skończyło to wielkie ściganie o tytuły, ale szkoda, że nie będę już mogła pobiegać wiosną dla przyjemności. Było to dla mnie zawsze bardzo ważne - mówiła po ostatnim biegu sezonu.

Po zabiegu około dziesięciu dni Justyna spędzi w klinice. Później wyjedziemy na zgrupowanie, ale typowo regeneracyjne z fizykoterapią i specjalnymi kąpielami. Nie tylko kolano jest problemem. Justynie dokucza też kręgosłup, trzeba to wszystko wyleczyć. Przygotowania do nowego sezonu chcemy rozpocząć 1 maja, kiedy wyjedziemy na lodowiec. Później, tak jak w ubiegłym roku, m.in. odwiedzimy Nową Zelandię. Chęć do pracy u Justyny się nie zmniejsza. Boimy się jednak kontuzji, chorób. Jeżeli ze zdrowiem będzie wszystko w porządku i dobrze przepracuje lato, to zimą znów będą powody do zadowolenia - zapewniał Wierietielny.

Ten sezon dał mi nadzieję na przyszłość, wiem, że znów mogę wygrywać. Poprzedni kończyłam w znacznie gorszym nastroju, bo ciągle oglądałam plecy Bjoergen. Mam nadzieję, że operacja kolana przejdzie równie sprawnie jak cały sezon - podsumowała zaś Kowalczyk.

Zarobiła ponad milion

Kowalczyk zamknęła sezon z dorobkiem 2419 punktów. Dokładnie 270 punktów więcej zgromadziła Marit Bjoergen. Daleko w tyle za dwiema liderkami jest zaś trzecia w Pucharze Świata Therese Johaug - ona zdobyła już tylko 1807 punktów.

Podobnie rozłożyły się finansowe zdobycze zawodniczek. Na występach w Pucharze Świata Polka zarobiła w minionym sezonie 305 595 franków szwajcarskich, czyli ponad milion złotych. Więcej wpłynęło oczywiście na konto Bjoergen - Norweżka wzbogaciła się o 388 165 franków, czyli około 1,3 miliona złotych. Ponad dwa razy mniej zarobiła Johaug - otrzymała 175 740 franków, czyli prawie 600 tysięcy złotych.