Dzisiejszy olimpijski występ w sztafecie 4x5 km Justyna Kowalczyk traktuje bardzo poważnie. A jej trener Aleksander Wierietielny cieszy się, że będzie mogła "się przetrzeć" przed sobotnią rywalizacją na 30 km ze startu wspólnego. Sztafeta to jest bardzo ważna rzecz i mocny, dobry trening przed kolejnym startem. A jeżeli mocny trening, to jest bardzo dobry znak dla naszych dziewczyn, bo ja na treningach biegam zazwyczaj szybciej niż na zawodach - zapowiadała dwukrotna medalistka olimpijska z Vancouver.

REKLAMA

Kowalczyk zaprezentuje się na drugiej zmianie, a "pałeczkę" odbierze od Kornelii Marek. Jako trzecia będzie Paulina Maciuszek, a czwarta - dwukrotna mistrzyni świata do lat 23 Sylwia Jaśkowiec. Ten skład jest ustalany wspólnie. Nie ma czegoś takiego, żeby ktoś był autokratem. Wszystko na spokojnie rozważamy i ustalamy to tak, by było najlepiej dla sztafety - mówił przed zawodami Wierietielny.

Podkreślił też, że jego podopieczna bardzo poważnie podchodzi do tej rywalizacji. Ten bieg sztafetowy jest bardzo ważny. Gdyby go nie było, to pewnie trzeba by było zrobić jakiś sprawdzian i to właśnie na tym samym dystansie - pięciu kilometrów, by się przetrzeć przed 30 km. Trzeba się trochę rozruszać, mocno popracować. To znakomite rozwiązanie - powiedział.

Szkoleniowiec pozostałych zawodniczek Wiesław Cempa liczy na powtórkę z ubiegłorocznych mistrzostw świata z Liberca, gdzie Polki uplasowały się na szóstej pozycji. Nastawiamy się na walkę. Trudno powiedzieć, o jakie miejsca, ale myślę, że dobre. Nie chcę mówić o szansach, chcę, by dziewczyny pokazały się z najlepszej strony. Już wielokrotnie tutaj widzieliśmy, że małe potknięcie, upadek, wypacza całe zawody i wyklucza to, co powinno dziać się na trasie. Przede wszystkim nie można bać się rywalek - podkreślił, dodając, że "powtórka z Liberca jest możliwa".

Start biegu sztafetowego zaplanowano na godzinę 20. czasu polskiego.

Oglądanie wyczynów większości polskich sportowców w drugim tygodniu igrzysk nie należy do zadań łatwych. (…) Zaczęło się od biathlonistek. Skądinąd sympatyczne dziewczyny z karabinami nastawiały się na dobry wynik w sztafecie. My też się nastawialiśmy, bo po prostu łakniemy polskich niespodzianek. Niestety, pudło za pudłem, ślimacze tempo, odległa pozycja i mieliśmy łzy zamiast podium - pisze na swoim blogu specjalny wysłannik RMF FM do Vancouver Kuba Wasiak . Jego relacji oraz informacji z olimpijskich aren wysłuchacie codziennie w specjalnych Faktach Olimpijskich.