Kibice Justyny Kowalczyk mogą odetchnąć z ulgą. Udał się zabieg artroskopii kolana, który nasza biegaczka przeszła we wtorek w jednej z warszawskich klinik. Podopieczna Aleksandra Wierietielnego zmagała się z urazem od czerwca ubiegłego roku. "Gehenna właśnie się skończyła. Przynajmniej mam taką nadzieję" - napisała na swoim oficjalnym blogu w serwisie natemat.pl.

REKLAMA

Początkowo pojawiały się informacje, że zabieg artroskopii prawego kolana Kowalczyk zostanie przeprowadzony w środę. Jednak we wtorek rano okazało się, że zawodniczka już trafiła na stół operacyjny. Tłumaczyła później, że chciała uniknąć zamieszania. Przeprosiła także za zabawę w kotka i myszkę.

Nie wiadomo, ile czasu trzykrotna zwyciężczyni Pucharu Świata spędzi w szpitalu. Doktor Robert Śmigielski, który operował Kowalczyk, powiedział, że pacjentka ma zapewnioną pełną opiekę i profesjonalną rehabilitację. Na razie nie będzie mogła obciążać kolana, dopiero za kilka dni spróbuje na nim stanąć.

Nasza biegaczka ma jednak nadzieję, że za kilka tygodni będzie w pełni sprawna. Żegnajcie opaski, stabilizatory, opuchlizny. Żegnaj bólu - ogłosiła na swoim blogu.

Walka z bólem

Problemy z kolanem pojawiły się u Kowalczyk w czerwcu ubiegłego roku podczas zgrupowania w Zakopanem. Wyniki badań, którym poddała się biegaczka, nie napawały optymizmem. Podopieczna Aleksandra Wierietielnego - za zgodą lekarzy - postanowiła jednak wstrzymać się z decyzją o zabiegu. Operacja, przeprowadzona w trakcie przygotowań do nowego sezonu, mogłaby definitywnie przekreślić jej szanse na sukces.

Ból jednak nie chciał dać za wygraną. Problem ze zdwojoną siłą powrócił podczas Tour de Ski. Kolano strasznie spuchło i Kowalczyk musiała stosować okłady z lodu i brać leki przeciwzapalne. Istniało nawet ryzyko - do czego biegaczka przyznała się dopiero po zakończeniu sezonu - że wycofa się z turnieju.

Po testach, które przeprowadził doktor Śmigielski, okazało się, że operacja jest nieunikniona. Wówczas zawodniczka zdecydowała, że podda się zabiegowi, ale dopiero po zakończeniu zmagań w Pucharze Świata. Choć uraz dawał o sobie znać, Kowalczyk ukończyła sezon 2011/2012 na drugim miejscu, ustępując jedynie Marit Bjoergen.

To swego rodzaju cud, że kolano wytrzymało prawie cały okres przygotowawczy i startowy. To mistrzostwo mojego trenera w doborze obciążeń treningowych - skomentowała Kowalczyk.

Teraz musi poczekać na rezultaty "mistrzostwa" doktora Śmigielskiego. Czy będzie czekać cierpliwie? Już w środę rano będę tęsknić za śniegiem i nartami. Szczególnie, gdy będę unieruchomiona w szpitalnym łóżku, to ta tęsknota będzie spora - napisała. Zadeklarowała jednak, że będzie dobrą pacjentką i w 100 procentach zastosuje się do zaleceń lekarza.

Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w maju Justyna Kowalczyk rozpocznie przygotowania do kolejnego sezonu. Na początek będzie trenować na lodowcu Dachstein w Austrii.