"Konflikt w Syrii nie będzie zapalnikiem do wybuchu wojny światowej, ale zaostrzy liczne konflikty w regionie. Wojna domowa w Syrii to wojna o to, kto będzie dominował na Bliskim Wschodzie w XXI wieku, a ewentualna interwencja będzie zapewne tylko jej epizodem" - mówi w rozmowie z dziennikarką RMF FM doktor Łukasz Fyderek - politolog i orientalista, adiunkt w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ.

REKLAMA

Monika Kamińska: Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie dojdzie do interwencji zbrojnej w Syrii. Czy to dobre rozwiązanie?

Interwencja nie będzie rozwiązaniem konfliktu, a jedynie początkiem nowej jego fazy, w której siły reżimu Baszara al-Asada zostaną osłabione, ale nie zniszczone

Łukasz Fyderek: Rzeczywiście, wydarzenia ostatnich dni, w tym przede wszystkim użycie broni chemicznej w wojnie domowej w Syrii sprawiło, że perspektywa interwencji mocarstw stała się bardzo bliska. Wydaje się, że wykorzystanie broni masowego rażenia przeciwko cywilom pozwala przywódcom w krajach Zachodu przełamać barierę legalizmu, która do tej pory stanowiła przeszkodę dla interwencji. Przypomnijmy bowiem, że w styczniu 2012 roku podjęto próbę usankcjonowania interwencji zbrojnej przez uchwalenie rezolucji RB ONZ, która zakończyła się niepowodzeniem z powodu weta Rosji.

Czy interwencja jest dobrym rozwiązaniem? W mojej ocenie, wojna domowa w Syrii nie zakończy się po interwencji militarnej państw NATO, tym bardziej, że wiele wskazuje na to, że operacja ta będzie mieć bardzo ograniczony charakter - bombardowań wybranych celów militarnych w Syrii i będzie ograniczona w czasie. Pojawiające się przecieki pozwalają się raczej spodziewać nalotów podobnych jak w konflikcie o Kosowo w 1999 roku, niż operacji podobnej do tej w Afganistanie w 2001 czy w Libii w 2011. Podobnie jak w tym pierwszym przypadku, celem będzie raczej obrona ludności cywilnej niż obalenie reżimu. Interwencja nie będzie więc rozwiązaniem konfliktu, a jedynie początkiem nowej jego fazy, w której siły reżimu Baszara al-Asada zostaną osłabione, ale nie zniszczone. Doświadczenie innych wojen domowych pokazuje, że podstawowym warunkiem do ich zakończenia jest porozumienie pomiędzy zewnętrznymi graczami, popierającymi poszczególne strony konfliktu. Na dzień dzisiejszy nie widać niestety szans na taki konsensus - wraz z zapowiedziami o interwencji zbrojnej USA wycofały się z organizowania rozmów pokojowych w Genewie.

Jakie są argumenty za siłowym rozwiązaniem konfliktu?

Raport Ligi Państw Arabskich ustalający fakty o konflikcie w Syrii został utajniony. Z przecieków wiemy, że wskazywał, że obie strony konfliktu poważnie naruszały prawa człowieka.

Obecna sytuacja daje zwolennikom interwencji ważki argument moralny: musimy podjąć działania w obronie mordowanej ludności cywilnej, nie bacząc na to, że przypuszczalnie operacja ta będzie pogwałceniem prawa międzynarodowego. Takie rozumowanie jest przekonywające dla wielu, jednak problematyczne w nim jest to, że póki co nie dowiedziono, która strona konfliktu zastosowała broń chemiczną. W zachodnich mediach dominuje narracja obarczająca reżim winą za tę zbrodnię, jednak opinie w regionie są znacznie bardziej zróżnicowane. Potwierdza to stare powiedzenie, że na wojnie pierwsza ginie prawda. Dlatego też, cenną inicjatywą było wysłanie komisji obserwatorów ONZ i Ligi Państw Arabskich ustalającej fakty o konflikcie w Syrii na wiosnę 2012 roku. Niestety, z uwagi na sprzeciw niektórych państw arabskich misja została zakończona, a jej raport został utajniony, choć z przecieków wiemy, że wskazywał, że obie strony konfliktu poważnie naruszały prawa człowieka.

A może społeczność międzynarodowa ma stać z boku? Mieszać się czy nie? W jakim stopniu?

Przypuszczalnie zapadnie decyzja kompromisowa - interweniować, ale na bardzo małą skalę.

Istota dylematu interweniować czy nie sprowadza się do kwestii moralnej ale odnosi się także do problemu skuteczności. Z tej pierwszej perspektywy pytanie jest następujące: gdy widzimy że po sąsiedzku dzieje się zło to czy powinniśmy próbować mu zaradzić, czy stać z boku? Jeżeli jednak zdecydujemy się interweniować, to musimy mieć świadomość, że poniesiemy tego koszty - ludzkie i materialne, choć jest wielce prawdopodobnym, że nie rozwiążemy problemu - ludzie nadal będą ginąć. Dlatego też przypuszczalnie, w kołach decyzyjnych USA i ich sojuszników zapadnie decyzja kompromisowa - interweniować, ale na bardzo małą skalę. Takie rozwiązanie nie będzie satysfakcjonujące dla nikogo - ani dla syryjskiej opozycji ani dla reżimu, ale jego koszty (militarne, ludzkie ale też dyplomatyczne) będą akceptowalne. W mojej ocenie, interwencja na niewielką skalę nie przybliży rozwiązania konfliktu. Jednak również wielka powietrzno-lądowa operacja bojowa, po której nastąpiłaby misja stabilizacyjna, nie byłaby w stanie przybliżyć zakończenia wojny, choć z całą pewnością radykalnie zmieniłaby scenę polityczną w Syrii i wykopała nowe podziały społeczne, podobnie jak to miało miejsce w Iraku po 2003 roku.

Kto wejdzie do międzynarodowej koalicji przeciwko reżimowi Baszira al-Assada? Na czyje wsparcie może liczyć reżim?

Prezydent Obama i członkowie jego administracji wielokrotnie powtarzali, że ewentualna akcja przeciwko Syrii będzie operacją koalicyjną. Póki co, przywódcy jeszcze trzech krajów wyrażali gotowość i chęć wzięcia w działaniach zbrojnych: Wielkiej Brytanii, Francji i Turcji. Co ciekawe, wszystkie te trzy kraje były kiedyś mocarstwami kolonialnymi w regionie Bliskiego Wschodu. To sprawi, że reżim Al-Asada będzie mógł dyskredytować operację militarną jako przejaw neokolonializmu.

Reżim Al-Asada będzie mógł dyskredytować operację militarną jako przejaw neokolonializmu

Sam reżim militarnie wspierany jest przez oddziały libańskiego Hezbollahu. Wiele źródeł podaje także, że w szeregach armii rządowej znajdują się zagraniczni doradcy, przede wszystkim z Iranu i Rosji. Te dwa kraje stanowią najważniejszych sojuszników rządu syryjskiego, jednak nie należy się spodziewać, że w momencie ataku udzielą znaczniejszego wsparcia zbrojnego. Nie zmienia to faktu, że dla sił koalicji interweniującej w Syrii najpoważniejszym zagrożeniem będą znajdujące się na wyposażeniu tamtejszej armii nowoczesne systemy przeciwlotnicze i rakiety przeciwokrętowe produkcji rosyjskiej.

Czy Polska powinna się angażować?

Jak już mówiliśmy, ewentualna interwencja będzie przypuszczalnie odbywać się bez aprobaty Rady Bezpieczeńśtwa ONZ, co sprawi, że nie będzie ona legalna w świetle prawa międzynarodowego. Sądzę, że nie powinniśmy brać udziału w nielegalnej wojnie przeciwko państwu trzeciemu. Odrębną kwestią jest pytanie, czy Polska dysponuje odpowiednimi siłami do wzięcia udziału w takiej operacji. W mojej ocenie tak nie jest. Interwencja w Syrii będzie zapewne ofensywą lotniczą, a my dysponujemy zaledwie 48 nowoczesnymi samolotami bojowymi. To pięciokrotnie mniej niż ma np. Turcja. Dlatego też, ewentualny udział Polski, poza tym że problematyczny z perspektywy prawa międzynarodowego, byłby też prawdopodobnie nieistotny militarnie.

Interwencja i co dalej?

Interwencja prawdopodobnie będzie kilku-, kilkunastodniową operacją lotniczą, w toku której zniszczone zostaną centra dowodzenia, składy broni i miejsca stacjonowania wielkich jednostek armii syryjskiej. Po ich zniszczeniu równowaga sił przechyli się na korzyść sił opozycyjnych. Jednak biorąc pod uwagę ich słabość, trudno przewidzieć, czy to wystarczy do zajęcia Damaszku i obalenia reżimu.

Kto za al-Asada? Przecież opozycja w Syrii nie jest jednolita? Ciężko wskazać następcę.

Opozycja jest bardzo podzielona i w chwili obecnej trudno wskazać na naturalnego lidera. Państwa zachodnie w największym stopniu popierają generała Salim Idrisa, szefa sztabu Wolnej Armii Syryjskiej, upatrując w nim zaporę przed rosnącymi wpływami ugrupowań fundamentalistycznych. Wolna Armia Syryjska podlega formalnie ciału politycznemu o nazwie Narodowa Koalicja Sił Rewolucyjnych i Opozycyjnych, określającemu się jako reprezentant całej opozycji. Koalicja skupia działaczy emigracyjnych i jest niestety pogrążona w wewnętrznych sporach. Niezdolność syryjskiej opozycji do sformowania akceptowanej reprezentacji politycznej jest po części wynikiem ogromnych podziałów wewnątrz społeczeństwa syryjskiego, a po części winą samych mocarstw i krajów regionu, które silnie ingerują w wewnętrzne spory syryjskiej opozycji, brutalnie walcząc o wpływy w tym kraju po upadku reżimu Al-Asada.

Nie ma dziś siły politycznej w Syrii, która byłaby zdolna do przejęcia władzy w Damaszku i szybkiego zapewnienia stabilności w kraju.

Jak może wyglądać układ sił w Syrii po ewentualnej interwencji?

Wiele zależy, jaki ostatecznie przybierze kształt ewentualna operacja militarna. Jeżeli jednak wierzyć zapewnieniom amerykańskich polityków, że celem interwencji nie będzie obalenie reżimu, to należy się spodziewać, że przetrwa on u władzy jeszcze jakiś czas, tracąc jednak kontrolę nad kolejnymi obszarami kraju. Jeżeli doszłoby do interwencji wojsk lądowych koalicji, to wtedy reżim zapewne upadnie, lecz jego zwolennicy będą jeszcze długo prowadzić wojnę partyzancką sięgając zapewne także do metod terrorystycznych. Nie ma dziś siły politycznej w Syrii, która byłaby zdolna do przejęcia władzy w Damaszku i szybkiego zapewnienia stabilności w kraju.

Jak zareagują kraje regionu? Czy taka interwencja nie wywoła szerszego konfliktu? Pojawiają się głosy, że to może być początek wojny światowej.

Konflikt w Syrii nie będzie zapalnikiem do wybuchu wojny światowej, ale zaostrzy liczne konflikty w regionie.

Wojna domowa w Syrii już bardzo zdestabilizowała region. W polskich mediach rzadko się o tym wspomina ale sytuacja w krajach ościennych: Libanie czy Iraku bardzo się ostatnimi miesiącami pogarsza, co znajduje swoje odbicie w licznych atakach terrorystycznych. Dzieje się tak dlatego, że wojna w Syrii coraz bardziej nosi cechy konfliktu wyznaniowego pomiędzy sunnitami a szyitami. Ewentualna interwencja nie pogorszy pod tym względem już i tak złej sytuacji. Może jednak sprowokować reżim do działań odwetowych, jak np. ostrzał rakietami średniego zasięgu terytoriów państw, które zostaną uznane za wrogie: np. Turcji czy Izraela. Konflikt w Syrii nie będzie zapalnikiem do wybuchu wojny światowej, ale zaostrzy liczne konflikty w regionie. Wojna domowa w Syrii to wojna o to kto będzie dominował na Bliskim Wschodzie w XXI wieku, a ewentualna interwencja będzie zapewne tylko jej epizodem.

Dr Łukasz Fyderek - politolog i orientalista, adiunkt w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, autor książki "Pretorianie i technokraci w reżimie politycznym Syrii". Zajmuje się badaniem dyktatur i transformacji ustrojowych w Azji Zachodniej i Afryce Północnej.