"Nie było podstaw dla kwestionowania ważności wyborów samorządowych" - oświadczył Bronisław Komorowski po spotkaniu z konstytucjonalistami. Prezydent podkreślił jednocześnie, że niepokoi go wzrost liczby głosów nieważnych (prawie co piąty w wyborach do sejmików wojewódzkich). Zdaniem Komorowskiego, jednym z powodów może być niechęć do list partyjnych. "Prawdopodobnie licząca się część wyborców świadomie wrzucała puste kartki, traktując to jako swoistą żółtą kartkę" - mówił prezydent.

REKLAMA

Bronisław Komorowski podczas konferencji prasowej podkreślał, że różnice między wynikiem wyborów a sondażami oraz kłopoty z liczeniem głosów przez PKW nie są powodem do kwestionowania ważności wyborów. Jak zawsze po wyniku wyborów jedni są usatysfakcjonowani, inni są rozczarowani - to jest normalne w demokracji. Warto jednak przypomnieć, że o wyniku wyborczym zawsze decydują realnie oddane głosy wyborców, a nie sondaże czy badania exit poll - mówił prezydent.

Podkreślił też, że swoisty "bonus" związany z numerem listy nr 1, który w ostatnich wyborach wylosowało PSL, nie jest niczym nadzwyczajnym. To nic nowego w polskim systemie wyborczym. Nikt nie powinien być tym zaskoczony - ocenił Komorowski. Nie było więc w moim przekonaniu podstaw, aby ze względu na przedłużający się czas liczenia głosów, ze względu na zmianę sposobu liczenia - z komputerowego na tradycyjny - czy z powodu preferencji wyborców dla konkretnych cyfr, numerów list, kwestionować ważność wyborów - podkreślił prezydent.

"Niepokojąca liczba głosów nieważnych"

Komorowski odniósł się również do faktu, że w niedzielnych wyborach padło bardzo dużo głosów nieważnych (w wyborach do sejmików aż 17,93 proc.). Zdaniem prezydenta, może to być jednak dowód na niechęć wyborców do list partyjnych. Prawdopodobnie licząca się część wyborców świadomie wrzucała puste kartki, traktując to jako swoistą żółtą kartkę wystawianą głównie listom partyjnym - mówił prezydent.

Innym powodem wielu nieważnych głosów mogła być - według Komorowskiego - forma karty do głosowania. W przypadku wyborów do sejmików wojewódzkich była to kilkustronicowa broszura, na każdej ze stron znajdowała się lista innego komitetu. Komorowski przypomniał, że w czasie poprzednich wyborów samorządowych w 2010 r., karta do głosowania w formie książeczki została zastosowana tylko w województwie mazowieckim. Zdaniem prezydenta, należy porównać liczbę głosów oddanych w sposób nieważny w obecnych wyborach samorządowych z ich liczbą na Mazowszu w 2010 r. Cztery lata temu w województwie mazowieckim oddano 14 proc. głosów nieważnych, podczas gdy w całym kraju było to 12 proc.

Dla mnie to jest sygnał świadczący o tym, że warto rozważyć i zastanowić się, czy ustawodawca - wszystkie partie polityczne wchodzące do parlamentu wtedy i obecnie, bo to jest ta sama grupa - w sposób rzetelny dokonały oceny swoistego pola doświadczalnego, jakim było województwo mazowieckie w 2010 r. - ocenił Komorowski. Dodał, że trzeba się zastanowić, czy miały one "refleksję nad tym, czy warto, czy nie warto wprowadzać rozwiązanie pod tytułem broszura". Nie znam żadnego sygnału świadczącego o tym, żeby którakolwiek z partii politycznych, które dzisiaj kwestionują wynik wyborczy, tego rodzaju zastrzeżenia zgłaszała w czasie, kiedy przyjmowano Kodeks wyborczy w 2010 r. - zaznaczył prezydent.

Zapowiedział też, że jego kancelaria, przy udziale prawników i konstytucjonalistów, zaproponuje nowelizację obowiązującego Kodeksu. Bronisław Komorowski oświadczył ponadto, że jest gotowy na rozmowy z liderami partii ws. rozwiązania problemów, które ujawniły się podczas wyborów. Zaznaczył, że nie dopuszcza tylko jednego pomysłu: upartyjnienia PKW.

Jeśli ktoś kwestionuje wyniki, powinien dochodzić racji w sądzie

Podczas konferencji prasowej Bronisław Komorowski podziękował też wszystkim, którzy pracowali przy przeprowadzeniu głosowania. Podkreślał również bardzo ważną rolę mężów zaufania, którzy "stali na straży prawidłowości przebiegu głosowania i liczenia głosów". W moim przekonaniu są liczącym się także punktem odniesienia dla formułowanych dzisiaj zarzutów o niewiarygodności wyborów w skali kraju - dodał Komorowski.

Jeśli ktoś kwestionuje wynik wyborczy, powinien dochodzić swoich racji zgodnie z zasadami demokracji, w sądzie, a nie na ulicy. Zachęcam więc i chcę podkreślić, że zachęcam w sposób bardzo zdecydowany do kierowania protestów wyborczych do sądów. Jeśli są wątpliwości, są zastrzeżenia, trzeba iść do sądu - mówił prezydent. Dodał, że "tylko poprzez sąd można będzie rozwiać, a może i potwierdzić lokalnie zastrzeżenia, co do uczciwości wyborów".

Komorowski spotkał się dziś z obecnym oraz byłymi prezesami Trybunału Konstytucyjnego, a także byłym szefem Państwowej Komisji Wyborczej Ferdynandem Rymarzem. Dyskutowali m.in. o możliwych zmianach w prawie w związku z opóźnieniem w liczeniu głosów po wyborach samorządowych. Po spotkaniu prezydent zapowiedział, że jutro ma zamiar rozmawiać o powołaniu nowych członków Państwowej Komisji wyborczej z prezesami Trybunału Konstytucyjnego, Naczelnego Sądu Administracyjnego i Sądu Najwyższego. Po zamieszaniu z liczeniem głosów 8 z 9 członków PKW podało się do dymisji.

Sędziowie przestrzegali przed skróceniem kadencji samorządów

Po dzisiejszym spotkaniu z prezesem Trybunału Konstytucyjnego, a także były szefami TK, Komorowski oświadczył, że sędziowie przestrzegali go przed ewentualnym skracaniem kadencji samorządów poprzez ustawę. Takiego rozwiązania po wyborach samorządowych domaga się część opozycyjnych polityków.

Z takim rozwiązaniem wiąże się ryzyko na przyszłość. Łatwo sobie wyobrazić per analogiam, że jeśli parlament mógłby skrócić kadencję sejmików wojewódzkich, to dlaczego nie mógłby skrócić, także ustawą, kadencji parlamentu - mówił Komorowski. Można sobie wyobrazić taką sytuację, że jest partia polityczna, która ma większość w Sejmie, przegrywa wybory, następnie unieważnia te wybory przez skrócenie kadencji parlamentu - dodał.

(bs)