Łatwo obiecywać, by zwabić wyborców - trudniej wykonać. Wyniki wyborów pokazują, że hasła Bronisława Komorowskiego trafiły na podatny grunt. 30 procent podwyżki dla nauczycieli, 50-procentowa zniżka kolejowa dla studentów, bezpłatne autostrady wokół miast, opłacana przez państwo metoda in vitro. Kiedy słowa zamienią się w czyny?

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Kampania się skończyła, więc ministrowie Tuska studzą zapał wyborców i asekurują się, że te kampanijne cuda - to i owszem, ale nie od razu, a w 500 dni, o których tak często mówił kandydat Komorowski.

Minister zdrowia podtrzymuje, że pieniądze na finansowanie in vitro będą, ale nie wiadomo, czy dla wszystkich chętnych par i na ile prób wystarczy budżetowych środków. Ewa Kopacz zrzuca odpowiedzialność na posłów, bo nie ma w tej sprawie nawet ustawy. W tej ustawie musi być zapisane, czy my jesteśmy w stanie i gotowi tylko jedną próbę, dwie próby czy trzy próby, czy to za 7 tysięcy czy to za 4 tysiące - zastrzega szefowa resortu zdrowia.

Podwyżki dla nauczycieli? Tak, ale nie od razu tak duże, jak obiecywał kandydat - asekuruje się z kolei szef doradców premiera, minister Michał Boni. Siedem procent podwyżki - tak jak to umawialiśmy wcześniej. A będziemy w lipcu dyskutowali nad tym, jak to ma być w roku 2011 - podkreśla.

O pieniądzach na realizację kolejnych obietnic ciężko będzie nawet dyskutować z ministrem finansów, który już wczoraj z roli sztabowca Komorowskiego wrócił wyjątkowo szybko do roli strażnika budżetu… Najważniejszy jest bardzo oszczędny, bardzo wstrzemięźliwy budżet - zastrzegał.