Agencje informacyjne poinformowały o kolejnych nalotach w Syrii, w pobliżu opanowanego przez Państwo Islamskie terenu koło miasta Ar-Rakka. W ataku zginęło co najmniej 15 osób, w tym czworo dzieci.

REKLAMA

Ataku powietrznego dokonała w sobotę kierowana przez USA koalicja. Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka celem nalotu była wioska Hanida, która leży na południowym brzegu Eufratu, około 30 kilometrów na zachód od Ar-Rakki. Świadek wydarzenia powiedział niemieckiej agencji dpa, że trafiono w kawiarnię internetową, a liczba ofiar śmiertelnych może się zwiększyć, gdyż jest szereg ciężko rannych.

Jak zaznacza Reuters, od rzecznika kierowanej przez USA koalicji nie udało się na razie uzyskać komentarza na ten temat.

Ar-Rakka jest najważniejszym kontrolowanym przez dżihadystów ośrodkiem w Syrii. Od listopada trwa ofensywa na to miasto, prowadzona przez ugrupowania kurdyjskie przy wsparciu lotniczym międzynarodowej koalicji. USA są krytykowane w związku z odnotowanym w ubiegłych miesiącach drastycznym wzrostem liczby cywilnych ofiar ich kampanii przeciwko Państwu Islamskiemu w Syrii i Iraku.

Militarna reakcja Waszyngtonu na wtorkowy atak chemiczny

Przypomnijmy, że w nocy z czwartku na piątek siły USA przeprowadziły atak z użyciem 59 pocisków samosterujących Tomahawk na syryjską bazę lotniczą Szajrat w prowincji Hims, w zachodniej części kraju.

Była to militarna reakcja Waszyngtonu na wtorkowy atak chemiczny na opanowaną przez rebeliantów miejscowość Chan Szajchun w prowincji Idlib, o który Stany Zjednoczone oskarżyły reżim prezydenta Asada. W ataku chemicznym zginęło 86 osób, w tym 30 dzieci.

Rzecznik Białego Domu Sean Spicer oświadczył w piątek, że zatwierdzone przez prezydenta Donalda Trumpa ostrzelanie syryjskiej bazy lotniczej miało za zadanie wyegzekwowanie od rządu Syrii, by przestrzegał zakazu broni chemicznej.

Rosja i Syria twierdzą, że przeciwko Chan Szajchun nie użyto broni chemicznej, a ofiary zatrucia to efekt trafienia w rebeliancki skład gazów bojowych.

(mal)