Rycheza, kobieta, która dała Polsce koronę, jest bohaterką najnowszej książki Kamila Janickiego "Damy ze skazą". Synowa Bolesława Chrobrego została pierwszą królową naszego kraju. Przez stulecia przylgnęło do niej piętno zdrajczyni - jak mówi Janicki - niesprawiedliwie. "Gdyby nie Rycheza nie byłoby w ogóle Polski albo Polski w takim kształcie, jaki widzimy" - broni jej historyk w rozmowie z dziennikarką RMF FM Joanną Potocką.

REKLAMA

Joanna Potocka RMF FM: Rycheza, synowa Bolesława Chrobrego, żona Mieszka II. Wywodziła się z cesarskiej rodziny Ottonów, wyszła za syna księcia Słowian, czy to był mezalians?

Kamil Janicki: To zależy. W momencie ślubu jak najbardziej. Chrobry jest wtedy jakimś podrzędnym księciem z rodu, który niewiele znaczy w Niemczech. Bardzo ważna sprawa - dla Niemców Słowianie ogółem są trochę takimi gorszymi ludźmi. Nawet kilkaset lat po tym jak schrystianizowano całą Słowiańszczyznę przyjmuje się, że dobrzy chrześcijanie, prawdziwi chrześcijanie, ci których Bóg sobie upodobał, to są raczej Niemcy i Francuzi. Natomiast na wschodzie no muszą być ci prymitywni. Ale druga sprawa, jeśli popatrzymy na perspektywy, na plany, na możliwości, to to już mezalians nie jest. Matka Rychezy zdecydowanie marzy o czymś więcej. Ona marzy o tym, że jej córka przybędzie do Polski, że założy tutaj nowy ród de facto. Przyniesie tą cesarską krew i sprawi, że Piastowie dołączą do tej wielkiej rodziny królów wywodzących się od Karola Wielkiego, więc na podstawie jakby tych planów, wizji, tu chodziło o coś znacznie, znacznie więcej.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Rycheza - Rozmowa z Kamilem Janickim


Mówi się o niej "niekochana żona", bo Mieszko II nie zapałał wielką miłością do swojej małżonki. Miał oficjalną nałożnicę, to miało się przyczynić do rozpadu związku i tego, że Rycheza wyjechała z Polski. Jak to wyglądało?

Tak, właściwie na temat żadnego z pierwszych polskich władców, pierwszych małżeństw, nie znamy tak pikantnych, intymnych szczegółów. Co ciekawe te szczegóły zapisano w rodzinnej kronice stworzonej w otoczeniu Rychezy. Niedługo po jej śmierci w klasztorze, który ona ufundowała zapisano, że doszło do rozwodu między małżonkami i ze względu na tą słowiańską nałożnicę, którą wziął sobie Mieszko, Rycheza postanowiła go porzucić i wrócić do Niemiec. No i tutaj co widzimy: widzimy kobietę, która nie daje sobie w kaszę dmuchać. Niezwykle samodzielną, ambitną kobietę, która jeśli zostanie obrażona to zareaguje, która nie będzie czekać i patrzeć na to jak jej honor jest deptany. Oczywiście to jest historia oddana w pewien plotkarski sposób. Pewnie dwórki, czy służące Rychezy zanieśli ją do Niemiec i stąd została przekazana kronikarzowi. Raczej to rozejście się małżonków miało też głębsze podstawy. Sam romans by do tego nie doprowadził. Widocznie Mieszko przestał się żony słuchać, a Rycheza była kobietą, która chciała rządzić, która chciała mieć tą samodzielną, pełną pozycję, gdzie pragnęła zepchnąć swojego męża raczej na margines. Więc jeśli ten spór był, a na pewno był, to miał charakter jednak ambicjonalny.

Jeszcze za nim opowiemy o niej jako o królowej, to powiedzmy o niej jako o kobiecie. Co wiemy o niej, jak wyglądała?

Wygląd Rychezy możemy do jakiegoś stopnia, o dziwo, odtworzyć. Wprawdzie nie mamy portretów, które pochodziłyby ściśle z jej życia, ale z jednej strony mamy zachowaną pieczęć Rychezy, prawdopodobnie opartą na oryginale, choć jest to późniejsza kopia. Więc tutaj już coś wiemy o tym, jak w tym swoim władczym stroju wyglądała, jaką nosiła biżuterię chociażby. Wiemy też, że była chyba kobietą całkiem atrakcyjną. Jej kości zostały odnalezione. Bardzo dokładnie je odrysowano w XIX wieku i ten badacz, który zlokalizował grobowiec Rychezy, Aleksander Przezdziecki, stwierdził wtedy właśnie, że musiała za życia pięknie wyglądać. No widzimy tutaj trochę taki zadziorny nosek, taką drobną twarzyczkę, ona była kobieta raczej niewielkiego wzrostu, filigranowej budowy ciała, kobietą która mogła się jak najbardziej mężczyznom podobać, ale miała też trochę taki charakter diablicy i dobrze, bo to była kobieta, która była w stanie osiągnąć to, co sobie zamierzyła. Niestety kronikarze takich właśnie dam nie znosili. Dlatego kobiety, które są rzutkie, które chcą rządzić, które mają swój plan na siebie i na państwo są najbardziej krytykowane. Już pierwsi kronikarze, którzy w ogóle mówią o Rychezie, rozsiewają najpaskudniejsze plotki. Chociażby Wincenty Kadłubek twierdzi, że ona chyba nawet nie była matką własnego syna, tylko macochą i chciała zabić, jak tego Herkulesa w kołysce, Kazimierza Odnowiciela. No i niestety do dzisiaj się z tą czarną legendą zmagamy.

Pana książka ma tytuł "Damy ze skazą". Czyli pan w niej też widział skazę?

Skaza to jest w tym przypadku coś, co przede wszystkim przylgnęło do niej z czasem. To jest właśnie to piętno, które widzimy na Rychezie przez całe stulecia. Te wszystkie obelgi, które są na jej imię zrzucane aż po dziś dzień. Natomiast moim zdaniem na pewno była trudnym człowiekiem. Na pewno jest relacje rodzinne nie były łatwe, nie tylko z winy tego puszczalskiego Mieszka II, ale pewnie też z winy tego, jak bardzo ona nie chciała dać dojść do głosu nikomu poza nią. Ale popatrzmy na bilans: gdyby nie Rycheza dzisiaj nie byłoby albo w ogóle Polski, albo Polski w takim kształcie jaki widzimy. O tym historycy nie piszą, chociaż mamy twarde informacje, twarde źródła. Gdy Polska upada na skutek wojny domowej, gdy zostaje rozszarpana przez wrogów, gdy Czesi urządzają największy najazd w dziejach kraju, gdzie właściwie to, że do dzisiaj jesteśmy jakąś prowincją w Europie, wynika poniekąd z tego, co się zdarzyło w 1038 roku. Potem ten kraj nie istnieje. Kazimierz, którego znamy jako Odnowiciela, wraca nie z żadną swoją armią, nie ze swoimi przybocznymi, ale z armią, którą zapewnia mu matka. Rycheza z jednej strony organizuje wszystkie siły swojej rodziny, wykorzystuje fakt, że jej brat jest ważnym arcybiskupem, że inni bracia mają ważne majątki, że ma innych krewniaków wysoko umocowanych w państwie, że sama ma świetne kontakty z cesarzem i tak naprawdę do Polski wraca niemiecka armia, ale armia Rychezy. To jest pięciuset rycerzy, których ta polska królowa z jednej strony werbuje, a z drugiej strony dba o to, żeby oni wywalczyli odbudowę polskiego państwa. I pewnie dzisiaj mówilibyśmy w Krakowie, w Warszawie, albo po czesku, albo po rosyjsku, albo po niemiecku, ale na pewno nie po polsku, gdyby nie zasługi tej jednej kobiety. I myślę, że cokolwiek złego w życiu zrobiła, jakkolwiek nie byłaby problematycznym człowiekiem, to to jedno osiągnięcie bije wszelkie wady.