Rząd w Berlinie podejrzewa, że za katastrofą rosyjskiego samolotu w Egipcie stoją terroryści z Państwa Islamskiego - poinformował niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung". "Wszystkie dostępne informacje wskazują na zamach" - cytuje "FAS" wysokiego rangą przedstawiciela niemieckich władz bezpieczeństwa.

REKLAMA

Podobnego zdania są władze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Prezydent USA Barack Obama stwierdził w czwartek, że istnieje możliwość, że przyczyną katastrofy rosyjskiego Airbusa A321 była bomba znajdująca się na pokładzie maszyny. W tym samym dniu brytyjski premier David Cameron oświadczył, że hipoteza o zamachu wydaje się coraz bardziej prawdopodobna.

Również zachodni eksperci skłaniają się ku wersji, że na pokładzie maszyny mogło dojść do eksplozji ładunku wybuchowego, który został umieszczony w luku bagażowym na lotnisku w egipskim kurorcie Szarm el-Szejk. Właśnie stamtąd wystartował samolot, którym do Petersburga podróżowali przede wszystkim rosyjscy turyści.

Airbus A321, należący do rosyjskiego towarzystwa Metrojet, rozbił się na półwyspie Synaj w ubiegłą sobotę. Maszyna runęła na ziemię po 24 minutach od startu. Nie ocalał nikt z 224 pasażerów i członków załogi.

Wkrótce po tragedii dżihadyści z organizacji powiązanych z Państwem Islamskim na Synaju ogłosili, że to oni zestrzelili samolot. Na Twitterze zamieścili wpis o treści: Żołnierze kalifatu zdołali w prowincji Synaj zestrzelić rosyjski samolot przewożący ponad 220 krzyżowców, którzy wszyscy zginęli.

Szef komisji śledczej badającej katastrofę Ajman al-Mukaddam poinformował wczoraj, że w ostatniej sekundzie nagrania z kokpitu airbusa słychać głośny dźwięk. Zastrzegł jednak, że jest zbyt wcześnie na wnioski. Odnosząc się zaś do sugestii zachodnich źródeł wywiadowczych, według których przyczyną katastrofy mógł być zamach bombowy, Mukaddam zaznaczył, że jego zespół nie przedstawił żadnych dowodów potwierdzających tę hipotezę.

Kilka godzin wcześniej źródła w egipskich służbach bezpieczeństwa poinformowały agencję Reutera, że władze sprawdzają nagrania z kamer na lotnisku w Szarm el-Szejk, by ustalić, czy zarejestrowano na nich podejrzaną aktywność. Ponadto - jak donosi korespondent RMF FM Paweł Żuchowski - dyrekcja portu wzięła pod lupę wszystkich pracowników, którzy mogli mieć cokolwiek wspólnego z wylotem rosyjskiego airbusa. Amerykański wywiad twierdzi, że wśród pracowników lotniska w Szarm el-Szejk jest agent Państwa Islamskiego.

(edbie)