"Najlepsze skoki jeszcze przede mną. Chętnie przyjdę poskakać i w piątkowej serii próbnej, i w kwalifikacjach, ale decyzję podejmę wspólnie z trenerem Łukaszem Kruczkiem" - powiedział Kamil Stoch, który był w pierwszej trójce każdej z trzech czwartkowych serii treningowych na olimpijskim dużym obiekcie w Soczi. Pytany o swój środowy upadek odparł uspokajająco: "Nie ma co wzbudzać paniki, bo nic się nie stało".

REKLAMA

Skocznia była super przygotowana, zeskok został utwardzony. W środę śnieg był bardzo miękki, trudno było złączyć narty, popełniłem drobny błąd, ale warunki uniemożliwiały perfekcyjne lądowanie - mówił Kamil Stoch. Pytany o samopoczucie stwierdził, że wszystko jest już w porządku. Żadnych środków przeciwbólowych nie przyjmuję. Wczoraj wziąłem tylko jedną tabletkę. To był upadek, jakie często się zdarzają przy lądowaniu, nie ma co wzbudzać paniki, bo nic się nie stało" - stwierdził.

Skoczek z Zębu przyznał, że po środowym zamieszaniu z upadkiem, w czwartek wstał o godz 13.30. Niedługo później zasiadł przed telewizorem, by dopingować Justynę Kowalczyk. Super wynik, gratuluję. Justyna jest przegościówą - powiedział.

(mn)