"Mistrzostwa świata są przeze mnie rozważane. To się okaże do końca roku" - mówi RMF FM Kajetan Kajetanowicz. Pytany przez Macieja Jermakowa, jak kierowcy rajdowi świętują zdobycie tytułu, świeżo upieczony mistrz Europy żartuje: "Mniej śpią, częściej ładują telefon, są malowani".

REKLAMA

Maciej Jermakow, RMF FM: W 1997 roku, kiedy "Hołek" zdobywał tytuł, pamiętasz, na jakim dokładnie etapie kariery rajdowej wtedy byłeś?

Kajetan Kajetanowicz: Oj, wtedy to ja miałem zupełnie co innego w głowie, obawiam się, że nie jest to do powtarzania, ale byłem kompletnie niepoukładanym gościem. Wtedy świętowałem prawdopodobnie osiemnaste urodziny.

Ale już wtedy w garażu coś stało?

Wtedy docierałem samochody taty, czasami za jego wiedzą, czasami niestety nie, ale właśnie takim samochodem dysponowałem. Nie miałem środków na to, żeby jeździć swoim samochodem. Miałem prawo jazdy, nawet już tam kogoś pilotowałem, na jakimś KJS-ie, ale czułem, że to nie jest to.

Wróćmy do teraźniejszości. Jak świętują kierowcy rajdowi zdobycie tytułu?

Mniej śpią, częściej ładują telefon, są malowani, czyli make-up jest nakładany na twarz. A tak serio, to nie dociera to do mnie jeszcze i myślę, że nawet nie do końca chcę, żeby dotarło, chcę nadal... wiesz, wyznaczać sobie nowe cele i ciężko pracować. Oczywiście zasłużyliśmy na ten sukces, nie ma czasu niestety świętować, taki jest sport wyczynowy, już planujemy przyszłość.

No właśnie, czy ten tytuł zmienia coś w twoim podejściu do rajdów?

Chciałbym poświęcać więcej czasu rodzicom, bo na to zasługują. Ten sukces im zadedykowałem. Nie chciałbym myśleć, że jestem kimś ważniejszym, kimś większym przez to, chciałbym nadal ciężko pracować, bo to jest ważne. Nie możemy popadać w jakieś samouwielbienie. Trzeba działać, cisnąć do przodu. Sam wiesz, że jest tak dużo rzeczy, które można poprawić, a jazda samochodem jest tego najlepszym przykładem.

W tym roku do poprawiania, patrząc na wyniki, tak naprawdę dużo nie było, bo na osiem rajdów tylko jeden nieukończony, a reszta na podium. Jest jakiś przepis na taką regularność?

Mam świetny zespół, który pracuje z pasją, od tego się zaczyna. Ta ciężka praca wychodzi głęboko z serca. Oczywiście oni zarabiają na tym kasę, jesteśmy dorosłymi ludźmi i bez tego się już nie da w tym momencie żyć, nie da się funkcjonować. Ale uwierz mi, że to, jak oni są bardzo mocno zaangażowani... tego nie można robić tylko dla pieniędzy. To widać, że jest głęboko z serca - i łzy, które były na mecie ostatniego rajdu, Rajdu Akropolu, który wygraliśmy w pięknym stylu, zdobywając tytuł mistrzów Europy... To jest coś, czego nie da się opisać i na sam widok tych ludzi, którym te łzy lecą, mi samemu pociekły.

Zmęczył cię ten sezon fizycznie, psychicznie?

Tak, zmęczył i psychicznie, i fizycznie. Czasami byłem w domu tylko kilka dni w miesiącu i nie miałem czasu się cieszyć z sukcesów. Ale robiłem to świadomie. I tak już jest, że teraz nie mam czasu odpocząć. Znowu ciśniemy do przodu i staramy się dalej robić to, co kochamy.

Z sukcesu cieszyli się też kibice, którzy od kilku dni debatują i zastanawiają się, co dalej: czy jedną z opcji jest przejście na ten najwyższy poziom, czyli poziom mistrzostw świata. To jest w ogóle rozważane?

To jest przeze mnie rozważane. Rozmawiam z teamem, w tej chwili zbieramy informacje, bo jest dużo rzeczy do poukładania, żeby to rozwiązanie, które ma się pojawić, było optymalnym rozwiązaniem. W zasadzie kilka dób temu zdobyłem tytuł mistrza Europy i nie miałem zbyt dużo czasu, żeby zebrać odpowiednie informacje. Chciałbym już wiedzieć.

Ale nie martwisz się bardzo, że może zupełnie nie wyjść, że będziesz musiał bardzo obniżyć loty? W najgorszym wypadku mistrzostwa Europy?

Chciałbym też tak powiedzieć. Jeszcze kilka lat temu w "porajdowym" okresie - i po sezonie, i przed następnym sezonem - chudłem kilka kilogramów ze stresu. Teraz już tak nie mam, chociaż ten stres i delikatny dreszczyk niepewności zawsze jest, bo jednak nie finansuję startów ze swoich pieniędzy. To są duże budżety, ale cieszę się, że mamy dużo w tym momencie do zaoferowania swoim partnerom.

To do kiedy decyzja?

Musi się to okazać do końca roku. Myślę, że w głowach na pewno wcześniej.

W wielu dyscyplinach, nawet tych - powiedzmy - niszowych, sportowcy są nagradzani przez swój związek, przez ministerstwo sportu. Czy kierowca rajdowy może liczyć na cokolwiek?

Jeszcze nie wiem i nie próbuję się dowiedzieć, czy będziemy nagrodzeni przez Polski Związek Motorowy. Myślę, że jakieś nagrody są przewidziane, ale nie spodziewamy się, żeby to było coś nadzwyczajnego. Na pewno, jeżeli już, to nie wystarczy nawet na jedną piątą startów w mistrzostwach Europy.