Ponad 80 tys. żołnierzy sił samoobrony i policjantów uczestniczy w akcji ratunkowej na północnym wschodzie Japonii. W piątek doszło tam do silnego trzęsienia ziemi, które spowodowało niszczycielską falę tsunami.

REKLAMA

Władze potwierdziły dotychczas śmierć 3676 ludzi, a 7843 uznawanych jest za zaginionych. Jak podkreśla agencja Kyodo, liczba zabitych z pewnością wzrośnie, ponieważ w miarę, jak woda cofa się z zalanych przez tsunami regionów, odnajduje się coraz więcej ciał.

Japoński rząd zdecydował, by po raz pierwszy od utworzenia w 1954 roku sił samoobrony do akcji ratunkowej włączyć oddziały rezerwy. Według ministra obrony Toshimi Kitazawy wezwanych będzie około 10 tys. ludzi.

Jak podaje Kyodo w ok. 2600 tymczasowych schronieniach przebywa 530 tys. ludzi. Sytuacja jest tym trudniejsza, że temperatura w zniszczonym przez wstrząsy regionie spadła do poziomu odnotowywanego zazwyczaj zimą.

Lokalne władze, aby złagodzić skutki braku paliwa, apelują by w pierwszej kolejności zaopatrywać w nie samochody należące do policji, straży pożarnej oraz dostarczające zaopatrzenie w dotknięte przez trzęsienie rejony. Wprowadzono też ograniczenia w dostawach energii elektrycznej.

Japoński bank centralny zaoferował też dodatkowe 5,5 biliona jenów (68 mld USD), by ustabilizować sytuację na rynkach finansowych. W sumie fundusz ten, który ma chronić japoński system bankowy przed negatywnymi skutkami trzęsienia, wynosi obecnie 47,3 biliona jenów.