"Priorytetem będzie dla mnie Puchar Świata, co nie oznacza, że maratony będę traktować po macoszemu" - mówi RMF FM Justyna Kowalczyk. Najlepsza polska biegaczka narciarska odpowiednio przepracowała okres przygotowawczy i już nie może doczekać się pierwszych zawodów w fińskim Kuusamo. Ale również występu w narciarskich maratonach, gdzie wystartuje w barwach najlepszej drużyny świata - norweskiego Teamu Santander.

REKLAMA

Kacper Merk, RMF FM: Co będzie dla Ciebie priorytetem w tym sezonie - Puchar Świata czy maratony?

Justyna Kowalczyk: Priorytetem jest dla mnie Puchar Świata i to z myślą o nim ustalaliśmy kalendarz. Oczywiście wstępnie mam zaplanowane starty w maratonach, bo tego nie da się załatwić z dnia na dzień, ale też mój norweski zespół daje mi całkowicie wolną rękę. To znaczy: jeśli okaże się, że zacznę Puchar Świata znakomicie i chciałabym powalczyć o coś więcej, będę miała wolną rękę. A nawet szefowie Teamu Santander zapowiedzieli, że na ile będą potrafili, na tyle będą mi pomagać. Wstępny plan zakłada start w większości zawodów Pucharu Świata i minimum trzech maratonach.

Po co Ci właściwie te maratony?

Bieg Wazów sprawił mi wiele frajdy, odnalazłam na nowo radość z biegów narciarskich i razem z trenerem doszliśmy do wniosku, że to najlepszy sposób na przygotowanie się do mistrzostw świata w 2017 roku oraz Igrzysk Olimpijskich w 2018. To jest zresztą prawdopodobnie ostatni sezon, w którym będę łączyć starty łyżwą z rywalizacją klasykiem. Z moimi słynnymi piszczelami nie da się już nic zrobić, więc w kolejnych sezonach skupię się tylko na technice klasycznej. Oczywiście będę trochę biegać łyżwą, bo inaczej się nie da, ale główny nacisk będzie położony na klasyk.

Jesteś gotowa do startu w Kuusamo?

Kiedyś do inauguracji sezonu podchodziłam z większą ekscytacją, dziś stało się to codziennością. Ale oczywiście jestem ciekawa Kuusamo, bo pierwsze zawody dadzą odpowiedź na wiele kwestii, które chciałabym wiedzieć już teraz. To nawet nie chodzi o to, czy tam wygram, czy nie wygram, ale jak będę się czuła. Muszę sprawdzić w praniu, czy praca którą wykonaliśmy, przekłada się na efekty. I to zarówno w moim bieganiu, jak i w porównaniu z rywalkami.

Pod nieobecność Marit Bjoergen będziesz trochę nestorką Pucharu Świata.

Szwajcarzy wyliczyli mi ostatnio, że będę najbardziej doświadczoną zawodniczką w Pucharze Świata - ponad 200 startów, kilkadziesiąt zwycięstw i miejsc na podium. Psychicznie nie czuję, że to już tyle czasu, choć fizycznie zdarza mi się to odczuwać. Kiedy strzyka mnie w krzyżu, trener śmieje się że jestem już narciarską babcią. Ogólnie nie da się ukryć, że dysponuję mniejszym zasobem energii, niż kilka lat temu. Choć teraz biegam lepiej technicznie, czasem wydaje mi się, że szybciej i mądrzej, to po powrocie do pokoju po prostu kładę się spać. Potrzebuję też więcej zabiegów regeneracyjnych i dłużej dochodzę do siebie. Ale też jestem bardzo zadowolona z faktu, że solidnie przepracowałam okres przygotowawczy. Czy to przełoży się na rezultaty - nie wiem - ale z czystym sumieniem stanę na starcie w Kuusamo.

Gdzie spędzisz ostatnie tygodnie przez inauguracją Pucharu Świata?

Ta kwestia pozostaje otwarta. Mamy ten komfort, że nasz mały team zmieści się praktycznie wszędzie, więc stosunkowo długo możemy zwlekać z decyzją. Chciałabym zostać na południu Europy, w Alpach, ale nie wiem jeszcze, czy uda się znaleźć minimum trzy kilometrową, zaśnieżoną pętlę do biegania. Jeśli nie, to w przyszłym tygodniu zapadnie decyzja o wyjeździe do szwedzkiego Gallivare, gdzie w ciemnościach będziemy szlifować formę na start sezonu.