"Nie będę już tak często startować w Pucharze Świata. Psychicznie do niczego nie jest mi to potrzebne" - mówi w specjalnej rozmowie z RMF FM Justyna Kowalczyk. Czterokrotna zdobywczyni Kryształowej Kuli dodaje, że teraz skupi się na narciarskich maratonach, które mają ją przygotować do kolejnych Igrzysk. Debiut Polka zaliczy już w niedzielę - w Biegu Wazów będzie jej towarzyszył nawet...ochroniarz na trasie.

REKLAMA

Kacper Merk RMF FM: Skąd pomysł na Bieg Wazów?

Justyna Kowalczyk: Od zawsze marzyłam, by wystartować w tak długim, maratońskim biegu, ale też nigdy nie mogłam sobie na to pozwolić, bo walczyłam o Puchar Świata, a terminy się pokrywały. Ale gdy w tym sezonie okazało się, że moja forma jest zdecydowanie poniżej walki o wysokie miejsca w klasyfikacji generalnej, uznałam, że to dobry moment, by sprawdzić samą siebie.

Na trasie Biegu Wazów czeka mnie zupełnie inny wysiłek, niż w pucharowej rywalizacji. To nie będzie takie hop siup, że przyjedzie gwiazda i zrobi tam co zechce; ponieważ jest wiele zawodniczek, specjalizujących się na tak długich dystansach, wiem, że będzie bardzo ciężko walczyć o czołowe lokaty. Ale ja chcę się przede wszystkim sprawdzić i nie ukrywam, że najsłynniejszy bieg narciarski na świeci pociąga mnie zdecydowanie bardziej, niż kolejne pucharowe zawody w Lahti.

Będzie bolało fizycznie czy psychicznie?

Psychicznie nie spodziewam się większych problemów, gdyż miewam wielogodzinne treningi. Fizycznie też jestem dobrze przygotowana, ale pewnie trochę będzie bolało - praca na samych rękach, przez cztery godziny, praktycznie nam się nie zdarza. Myślę, że moje tricepsy mogą tak napuchnąć, iż będą wielkości mięśnia czworogłowego uda.

Ilu ludzi będzie pomagać ci na trasie?

Do końca nie wiem, ponieważ nigdy nie startowałam w takim biegu. I właśnie dlatego wystąpię w nim w barwach specjalnej grupy, która za wszystko odpowiada. Organizują punkty żywieniowe i obsługę na całej trasie - np. gdyby złamał mi się kijek, to serwis będzie rozstawiony co kilka kilometrów, by móc szybko zareagować. Prawdopodobnie będę też miała na trasie swojego ochroniarza, którego jedynym zadaniem będzie osłanianie mnie przed innymi zawodnikami.

W kolejnych sezonach będzie więcej maratonów?

Chciałabym, plan jest taki, żeby nie startować tak często w Pucharze Świata. Psychicznie do niczego nie jest mi to potrzebne, a ponieważ lubię biegać i startować, chcę jakoś wypełnić pucharową pustkę. Przy odpowiednim przygotowaniu - a to do nowego sezonu zacznę na początku maja, czyli tak jak w poprzednich latach - w takich biegach powinnam się sprawdzić.

Czy to sposób na przygotowanie się do biegu na 30 kilometrów na Igrzyskach w 2018?

Tak, chcę pójść wyraźnie w specjalizację techniką klasyczną. To ona będzie w najbliższych dwóch sezonach najważniejsza, to w klasycznych maratonach zamierzam startować. I to jest dobre rozumowanie, że właśnie te biegi przygotują mnie do dobrego występu na Igrzyskach, gdzie liczyć się dla mnie będą bieg na 30 kilometrów i sprint - oba właśnie klasykiem. Pozostaje tylko uwierzyć, że to wszystko się uda.

To jeszcze słowo o ubiegłotygodniowych mistrzostwach świata - jak oceniasz je z perspektywy tych kilku dni?

Sprinterskie wyniki i same biegi były takie, jakie być powinny. Z kolei występ na 30 kilometrów wypadł poniżej moich możliwości. Nie wiem, gdzie znalazłabym się z dobrze posmarowanymi nartami, ale na pewno nie byłoby to miejsce pod koniec drugiej dziesiątki. Na pewno jednak medalem w sztafecie sprinterskiej uratowałam sezon pod względem sportowym. Choć z drugiej strony i tak od samego początku był on spisany na straty. Miałam inne cele, pozasportowe, a te udały się bardzo dobrze.

(j.)