"Oddaję się do dyspozycji pana premiera" - oświadczył w Sejmie minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński, odpowiadając na pytania posłów w związku z rządową informacją nt. między innymi działań służb po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. "Ja, proszę państwa, za plecami kogokolwiek nie mam zamiaru się chować" - zaznaczył Brudziński.

REKLAMA

Sejm przyjął w środę informację rządu dot. wątpliwości pojawiających się wokół śledztwa ws. zabójstwa prezydenta Gdańska i funkcjonowania systemu więziennictwa i wymiaru sprawiedliwości. Informację przedstawiali szefowie resortów spraw wewnętrznych i administracji oraz sprawiedliwości, a także wiceszefowa resortu zdrowia.

Joachim Brudziński, odpowiadając przez ponad 20 minut na pytania posłów, ustosunkował się m.in. do wątpliwości w kwestii działań MSWiA po ataku na Pawła Adamowicza.

Moja odpowiedzialność w tej sprawie jest oczywista. Ja przedstawiam Wysokiej Izbie (informację nt. działań MSWiA w związku z zabójstwem Pawła Adamowicza - przyp. RMF FM) - bo przecież Wysoka Izba również ma prawo do tego, by mnie odwołać - i oddaję się do dyspozycji pana premiera - oświadczył z sejmowej mównicy.

Ja, proszę państwa, za plecami kogokolwiek nie mam zamiaru się chować. Czuję się odpowiedzialny również za to, co się stało. Nie ma we mnie w tej chwili ani próby ucieczki, ani odżegnywania się od tej odpowiedzialności - zaznaczył.

Dodał, że z dramatu, który wydarzył się 13 stycznia, należy wyciągnąć na przyszłość wnioski, które "być może uniemożliwią komukolwiek dokonanie tak dramatycznego przestępstwa".

Brudziński: W przypadku Stefana W. nie mogła zadziałać "ustawa o bestiach"

Brudziński poinformował, że "trwa kontrola w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Gdańsku".

Jestem przekonany, że wszystkie okoliczności związane z tą tragedią będą wyjaśnione - zaznaczył.

Przekonywał, że wbrew pojawiającym się zarzutom jego resort nie zbagatelizował sprawy Stefana W., ale miał ograniczone pole działania po tym, jak mężczyzna opuścił w grudniu zakład karny.

W prawie nie istnieje instytucja nadzoru operacyjnego - mówił.

Przekonywał, że po tym, jak do komisariatu policji zgłosiła się matka skazanego i podzieliła się z funkcjonariuszami swoimi obawami dotyczącymi planów syna, podjęto stosowne kroki.

Była notatka policji do zakładu karnego w tej sprawie. Nie było na żadnym etapie postępowania wyjaśniającego, (prowadzonego) również przez Służbę Więzienną, informacji o zagrożeniu czyjegoś życia lub zdrowia. Stefan W. zapowiadał spektakularne działania, ale o charakterze rabunkowym, przestępczym, a nie tam, gdzie mogłyby zadziałać przepisy o tzw. bestiach - mówił szef MSWiA.

Przypomniał, że policja otrzymuje od Służby Więziennej informacje o osobach, które opuszczają zakłady karne, tylko w konkretnych przypadkach: gdy dana osoba odsiadywała wyrok dłuższy niż 3 lata, skazana była za udział w gangu albo za przestępstwo seksualne.

Zaznaczył, że każdego roku więzienne mury opuszcza około 80 tysięcy ludzi.

Gdyby trzymać się tak wprost tezy postawionej w pytaniu pana posła, to przy stutysięcznej formacji, jaką jest policja, praktycznie każdy z funkcjonariuszy powinien chodzić za wolnym człowiekiem, który został wypuszczony (z więzienia) po odbyciu kary - stwierdził Brudziński.

Przekazał również, że matka Stefana W. skontaktowała się z policją trzy dni po tym, jak jej syn opuścił więzienie.

Poinformowała, że Stefan W. nie realizuje tych gróźb, z którymi ona w formie wątpliwości zwróciła się do policji - zaznaczył.

Finał WOŚP: 13 tysięcy policjantów na służbie, 7 przestępstw

Na koniec szef MSWiA odniósł się do zarzutów dot. rzekomej decyzji o wycofaniu policjantów z ochrony finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak podał, w tym roku w dniu finału - 13 stycznia - służbę pełniło 13 tysięcy policjantów, a popełnionych zostało w tym czasie 7 przestępstw: w tej liczbie zawiera się tragiczny w skutkach atak na Pawła Adamowicza.

Minister przypomniał również, że gdański finał WOŚP nie był zgłoszony jako impreza masowa, lecz jako zajęcie pasa drogowego.

Gdyby przepisy prawa o imprezach masowych były przez ratusz gdański potraktowane poważnie, to być może do tej imprezy w ogóle by nie doszło - podsumował Joachim Brudziński.