Dyżurny ruchu ze Starzyn, który zdaniem śledczych doprowadził do katastrofy pod Szczekocinami, był poczytalny w chwili wypadku - orzekli biegli psychiatrzy. Eksperci od kilku miesięcy przygotowywali opinię na ten temat. W katastrofie pod Szczekocinami zginęło 16 osób, a ponad 50 zostało rannych.

REKLAMA

Andrzej N. - jak ustalił nasz dziennikarz - zostanie przesłuchany dopiero za trzy miesiące. Takie są wytyczne biegłych lekarzy. Okazuje się bowiem, że mężczyzna nie jest jeszcze gotowy na stres, jakim jest przesłuchanie przez prokuratorów. Zdaniem lekarzy na spotkanie z biegłymi będzie gotowy dopiero we wrześniu.

Do tego czasu pozostanie pod opieką lekarzy. Na takie rozwiązanie dyżurny ze Starzyn musiał jednak wydać zgodę. Z naszych informacji wynika, że przystał na propozycję biegłych.

Co ważne, Andrzej N. był poczytalny w chwili katastrofy. Biegli nie stwierdzili u niego choroby psychicznej ani upośledzenia umysłowego. Dyżurny miał zachowaną zdolność rozumienia znaczenia swoich czynów i kierowania swoim postępowaniem - poinformował Tomasz Ozimek z prowadzącej śledztwo Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. A to oznacza, że jeśli prokuratorom uda się udowodnić mu winę, będzie odpowiadał przed sądem jak zwykła osoba.

Opinia została sporządzona po dwumiesięcznej obserwacji, przeprowadzonej w szpitalu psychiatrycznym w Lublińcu, gdzie Andrzej N. przebywa od czasu katastrofy. Przed wydaniem opinii - poza badaniem samego dyżurnego - jej autorzy zapoznawali się też z materiałem dowodowym związanym z katastrofą, np. odsłuchiwali nagrania z rejestratorów rozmów tuż przed czołowym zderzeniem pociągów.

Przesłuchanie dyżurnego to kluczowa sprawa w wyjaśnieniu tego, co tak na prawdę stało się w Szczekocinach. Dlaczego dwa pociągi zostały skierowane na jeden tor i w efekcie doszło do tragedii. Według naszych informacji na posterunku w Starzynach krótko przed katastrofą doszło do awarii zwrotnicy. Z nagrania rozmowy pomiędzy dyżurnym ze Starzyn a jego koleżanką z sąsiedniej stacji w Sprowie wynika, że obydwoje wiedzieli, iż w Starzynach nie działa zdalne sterowanie zwrotnicą. Andrzej N. miał więc przestawić zwrotnicę ręcznie. Niestety skierował pociąg na niewłaściwy tor, przez co doszło do czołowego zderzenia składów. Do dziś nie wyjaśniono, dlaczego pociąg pojechał złym torem.

Prokuratura o pół roku przedłużyła śledztwo ws. katastrofy

Do katastrofy kolejowej pod Szczekocinami doszło wieczorem, w sobotę 3 marca. W zderzeniu dwóch pociągów zginęło 16 osób, a 57 zostało rannych. Prokuratura podjęła decyzję o postawieniu zarzutu nieumyślnego spowodowania katastrofy kolejowej dyżurnemu ruchu ze Starzyn. Po wypadku zatrzymano też dyżurną ruchu z posterunku w Sprowie, ale po przesłuchaniu kobieta została zwolniona bez postawienia zarzutów.

Prokuratura na początku czerwca przedłużyła śledztwo w sprawie katastrofy o pół roku. Śledczy będą m.in. kontynuować przesłuchania pasażerów pociągów.

W postępowaniu zgromadzono już bardzo obszerny materiał dowodowy, liczący około 100 tomów akt, przesłuchanych zostało ok. 100 świadków - głównie poszkodowanych w katastrofie, bliskich ofiar i pracowników kolei.

Dotychczas udało się ustalić nazwiska blisko 200 pasażerów jadących pociągami, które się zderzyły. W śledztwie zgromadzono wiele dokumentów kolejowych, nie tylko bezpośrednio związanych z marcową katastrofą, ale też dotyczących np. szkoleń i ruchu pociągów. Mimo upływu czasu, ciągle nie odebrano wielu przedmiotów osobistych pasażerów, zabezpieczonych na miejscu katastrofy.