Jesse Eisenberg - aktor znany m.in. z roli Marka Zuckerberga w filmie "The Social Network" - to jedna z gwiazd festiwalu Mastercard OFF CAMERA. W rozmowie z dziennikarką RMF FM Katarzyną Sobiechowską-Szuchtą gwiazdor opowiedział o swoim filmie "When You Finish Saving The World", który zaprezentował krakowskiej publiczności. "Jestem spokojniejszy w graniu, od kiedy mam za sobą debiut reżyserski" - przyznał. Mówił też m.in. o polskich korzeniach, fascynacji muzyką Fryderyka Chopina i swoim najnowszym filmie, który powstaje w naszym kraju.

REKLAMA

Jesse Eisenberg przyjechał na festiwal Mastercard OFF CAMERA ze swoim filmem "When You Finish Saving The World". Główne role - matki i syna - grają w nim Julianne Moore i Finn Wolfhard. Pracująca na co dzień w schronisku dla ofiar przemocy domowej Evelyn pomimo starań nie potrafi zrozumieć nastoletniego syna. Chłopak jest kompletnie pochłonięty wirtualną rzeczywistością, nie przejmuje się specjalnie nie tylko rodzinnymi obowiązkami, ale i codziennym życiem czy interakcją ze znajomymi.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Jesse Eisenberg w RMF FM: Od kilkunastu lat chciałem zrobić film w Polsce

Debiut reżyserski Eisenberga powstał na podstawie słuchowiska jego autorstwa. To było niecodzienne. Jako autor mam korzenie w teatrze. Kiedy piszę sztukę, za każdym razem tworzę monologi postaci, by dojść do ich głosu, zrozumieć, jak mówią - mówił gość RMF FM. Pisanie monologów dla postaci pomaga mi odejść od mojej własnej logiki i wejść w ich głowy. To samo robię jako aktor - dodał.

Ten film zaczął się od audiobooka. To miał być taki mój one man show. Powstała skomplikowana historia, rozgrywająca się w trzech planach czasowych - przyszłości, przeszłości, teraźniejszości - relacjonował Eisenberg. Kiedy skończyłem pracę, szukałem nowego tematu do pisania. Uświadomiłem sobie, że była taka część tego audiobooka, której w pełni nie rozwinąłem. Historia kobiety po pięćdziesiątce, która prowadzi schronisko dla ofiar przemocy domowej. Ma syna - płytkiego kapitalistę. Zdecydowałem się stworzyć film o nich - tłumaczył.

"Nienawidzę aktorstwa komediowego"

Katarzyna Sobiechowska-Szuchta pytała gwiazdora o balans pomiędzy humorem a dramatem w jego filmie.

Jako aktor lubię grać w komediach, ale nienawidzę aktorstwa komediowego - zdradził Eisenberg. Aktorzy w moim filmie naprawdę poważnie podchodzą do życia swoich postaci. Im bardziej to robią i im bardziej są ślepi na doświadczenia innych, tym bardziej jest to dla nas zabawne. Ale jest w tym też coś tragicznego - ocenił.

Nasza dziennikarka pytała też Eisenberga o to, czym się kierował, obsadzając główne role w swoim filmie. Kiedy pisałem scenariusz, myślałem o Julianne Moore, ale każda osoba, która pisze scenariusz, to robi, bo to najwybitniejsza aktorka - stwierdził. Zdradził też, że to żona zwróciła jego uwagę na Finna Wolfharda, znanego m.in. z serialu "Stranger Things".

Obejrzałem chyba 5 minut wywiadu z nim. Pomyślałem: "jest wspaniały, zabawny, to jest właśnie osoba, której szukam". Zadzwoniłem do mojego agenta i spytałem: "znasz Finna Wolfharda?". Odpowiedział - "też jest moim klientem" - relacjonował gość festiwalu Mastercard OFF CAMERA.

"Myślałem, że reżyser mnie nienawidzi"

Czego - po wielu latach pracy jako aktor - nauczył się Eisenberg, przyjmując na siebie rolę reżysera?

Za każdym razem, gdy byłem na planie jako aktor, wpadałem w paranoję i myślałem, że reżyser mnie nienawidzi, bo rujnuję mu film - przyznał gwiazdor. Jak dodał, odkąd stanął po drugiej stronie, ma już świadomość, że reżyser nie myśli tylko o aktorach, ale też o "17 tys. innych rzeczy".

Jestem spokojniejszy w graniu, od kiedy mam za sobą debiut reżyserski. Wiem, że złość czy obawy reżysera nie skupiają się tylko na mnie - podsumował Eisenberg w rozmowie z RMF FM. Tegoroczny przyjazd Eisenberga do Krakowa to już jego kolejna wizyta na festiwalu Mastercard OFF CAMERA. Po raz pierwszy gwiazdor brał udział w tej imprezie już w 2008 roku.

Kraków to jedno z najlepszych miast na świecie - podkreślał gość RMF FM. Moja rodzina pochodzi z południowo-wschodniej Polski, z Krasnegostawu - dodał. Kraków ma międzynarodowy sznyt i mam z nim bliską, niemal rodzinną relację - zauważył.

"Branża filmowa egzystuje w dwóch światach"

Katarzyna Sobiechowska-Szuchta dopytywała też Eisenberga o to, czym dla niego jako aktora, reżysera i scenarzysty jest niezależność.

W kinie jest taka dziwna dychotomia - z jednej strony to niewyobrażalnie wielki biznes, miliardy dolarów wydawane na filmy. Z drugiej strony to forma sztuki, wyrażania własnego "ja" - odpowiedział odtwórca roli Marka Zuckerberga w głośnym filmie "The Social Network". Moim kolegą jest Mark Ruffalo. W filmach Marvela gra gościa, który staje się wielki, gdy się wkurzy (chodzi o Hulka - przyp. red.). Jednocześnie występuje w małych sztukach czy kameralnych filmach, opowiadających bardzo osobiste historie - tłumaczył.

Branża filmowa w jakimś sensie egzystuje w tych dwóch światach. W niezależnych filmach świetne jest to, że mogą istnieć w tym samym świecie, co wielkie, komercyjne obrazy, ale mówią do widzów w zupełnie inny sposób. Mówią np. o trudach wynikających z bycia częścią marginalizowanej grupy społecznej czy życia z członkiem rodziny, który ma zupełnie inny system wartości niż ty - wyliczał gość festiwalu Mastercard OFF CAMERA. Jak podkreślał, "niezależne kino może być wspaniałą formą ekspresji i komunikacji".

Eisenberg przyznał w RMF FM, że nie śledzi trendów w branży rozrywkowej, bo uważa, że może to być dołujące. Kiedy nie gram, staram się pisać sztuki czy scenariusze filmów, które będę w stanie zrealizować (...). Nie myślę o tym, że świat się zawali - stwierdził. Pytany o ocenę zmian w świecie kina odparł, że z jego perspektywy nie są one aż tak wielkie.

Film "When You Finish Saving The World" jest bardzo podobny do obrazów, w których grałem na początku swojej drogi aktorskiej. Zrobiliśmy go na 60-mm taśmie, w 25 dni, z budżetem typowym dla kina niezależnego. Będziemy mieli taką samą dystrybucję i widownię tego samego typu. W tym sensie wiele się nie zmieniło - wyjaśniał aktor i reżyser. Przypominał jednocześnie, że ma też na swoim koncie grę w kinie superbohaterskim, które przez ostatnie lata znacznie się rozwinęło.

Mam nadzieję, że duże filmy ułatwią funkcjonowanie mniejszym - przyznał Eisenberg.

Pytany o ulubionego kompozytora gość krakowskiego święta kina niezależnego wymienił Fryderyka Chopina. Zdradził, że kilkanaście lat temu chciał odwiedzić jego dom, ale mu się to nie udało, więc może w przyszłości podejmie kolejną próbę.

Wykorzystałem dużo Chopina w swoim pierwszym filmie, będę znowu sięgał po jego utwory - zapewnił Eisenberg. Jak dodał, jego muzyka nadaje się na ścieżkę dźwiękową do wielu filmów.

Nowy film Eisenberga powstaje w Polsce!

Eisenberg opowiedział też naszej dziennikarce o swoim nowym filmie, który powstaje w Polsce - "A Real Pain". Gwiazdor odpowiada za scenariusz i reżyserię, gra też jedną z głównych ról. Jedną z producentek filmu jest Emma Stone.

W rozmowie z RMF FM Eisenberg podkreślał, że już od kilkunastu lat chciał zrobić film w naszym kraju.

Akcja mojej pierwszej sztuki toczyła się w Szczecinie. Ona opowiadała historię mojej kuzynki, który tam mieszkała, ale pochodziła z południowego wschodu Polski. Próbowałem zaadaptować tę sztukę na scenariusz 12 lat temu, ale nikt - łącznie ze mną - nie chciał tego nakręcić. To nie było dobre. Chciałem zrobić film w Polsce od tamtego czasu - opowiadał.

W filmie "A Real Pain" Eisenbergowi partneruje znany z serialu "Sukcesja" Kieran Culkin. Według informacji publikowanych przez branżowe media już w 2022 r., aktorzy mają zagrać kuzynów, którzy po śmierci swojej babci przyjeżdżają do Polski, by poznać historię rodziny.

Amerykańscy Żydzi mają bardzo skomplikowaną relację z Polską. Szukają tu śladów swojego dziedzictwa. Historia jest tragiczna, ale miasta są piękne, a ludzie wspaniali - mówił gość festiwalu Mastercard OFF CAMERA. Przyznał też, że powszechna w Polsce forma turystyki wydaje mu się dziwna.

Jedziesz do miasta takiego jak Kraków. Jesteś w jednym z najwspanialszych miejsc w Europie, jakie kiedykolwiek istniało. Potem autobusem jedziesz do Auschwitz - opowiadał. Z jednej strony jesz w najlepszych restauracjach, zwiedzasz przepiękne budynki, a potem szybka jazda autobusem, wielka tragedia i historia Żydów. To jest dziwne. Starałem się w subtelny sposób nawiązać do tego w filmie - podsumował.