Twoje dziecko grymasi przy stole? Nie załamuj rąk! Znajdą się sposoby, by temu zaradzić. Lepiej jest jednak zapobiegać. „Uczmy dzieci smaków naturalnych: nie dosładzajmy, nie dosalajmy, nie stosujmy dodatków, które – jak wydają się rodzicom - będą ulepszały smak” – mówi dietetyk Magdalena Makarowska z "Centrum Natura".

REKLAMA

Agnieszka Wyderka, RMF FM: Które spośród owoców są najzdrowsze i które spokojnie można polecić dzieciom ?

Magdalena Makarowska z "Centrum Natura", dietetyk: Wszystkie owoce są zdrowe, natomiast różnią się tzw. indeksem glikemicznym, czyli zawartością cukru. Owocami, które są bardziej tuczące, kaloryczne, są np. banany, winogrona i brzoskwinie. Natomiast owocami lżejszymi dla naszego żołądka i przede wszystkim łatwiej trawionymi, są - bardziej kwaśne - maliny, borówki, kiwi. Dzieci powinny jednak próbować całej gamy smaków i jeść wszystkie owoce. Nie kierujmy się jednak tym, żeby dziecko od razu zjadło np. cały plaster arbuza. Niech to będzie nawet jego kosteczka, niech to będzie owoc pokrojony w kawałki nadziane na wykałaczki.

Raczej starajmy się podawać dzieciom owoce na drugie śniadanie niż na noc.

A o jakich porach dnia podawać owoce ?

Owoce najlepiej trawią się dwie, trzy godziny po śniadaniu: najlepiej ich więc kosztować na drugie śniadanie. Jeśli będziemy podawali dzieciom nadmiar owoców na wieczór, to - po pierwsze - mogą one powodować u nich wzdęcia, fermentować w żołądku nadmiar cukru, który odkłada się w formie tkanki tłuszczowej. Tymczasem wiele osób myśli, że dieta owocowa odchudza - tak do końca nie jest, bo owoce mają jednak cukier w przewadze.

Na pewno latem bezpieczniejsze są owoce wodniste, np. arbuzy, melony, czyli te, które mają dużo wody.

Które owoce nie odchudzają, a które mogą nas wesprzeć w zdrowej diecie?

Owoce, które mają mniej cukru zawsze będą dla nas korzystniejsze, czyli na przykład kiwi. Świetnym owocem stosowanym przy diecie, nie tylko odchudzającej jest np. grejpfrut: on ma świetne działanie, hamujące nawet łaknienie. Świetnym owocem jest również ananas. Pamiętajmy, że właśnie te owoce kwaśniejsze zawsze będą dla nas sprzyjające, jeżeli chodzi o figurę i o utrzymanie dobrej wagi.

Pamiętajmy o tym, że nie musimy jeść owoców w ich czystej formie. Latem możemy np. zmiksować ananasa z wodą mineralną. Zrobi się z tego świetny koktajl: jest to orzeźwiające, chłodzące, świetnie syci, a przy tym ananas nie szczypie w usta.

Jest taki trend, że powinno się korzystać z tego, co jest lokalne i sezonowe. Czy nie dotyczy to także owoców? Kiedy latem mamy wysyp tych polskich, czy nie powinniśmy jeść tylko takich?

Może nie musimy jeść tylko polskich owoców, ale jak najbardziej korzystajmy z tego, że są. One dojrzewają na słońcu, są zdrowe. Owoce, które przyjeżdżają do nas zza Oceanu, są niedojrzałe. Dojrzewają w tak zwanej atmosferze etylenu, bo różnego rodzaju związki pobudzają to dojrzewanie. Gdyby jechały dojrzałe, to już byłyby zepsute. Przez ten proces dojrzewania na słońcu tracimy my jako konsumenci, zatem jak najbardziej latem korzystajmy z tego, co możemy teraz zerwać z krzaka. A zimą posiłkujmy się owocami egzotycznymi, bo naszych wtedy nie ma.

Jak nie zrobić z dziecka Tadka-Niejadka? Ważna jest edukacja żywieniowa - od samego początku

Jak postępować z dzieckiem, żeby nie zrobić z niego Tadka-Niejadka?

Przede wszystkim ważna jest edukacja żywieniowa, stosowana od samego początku. Bardzo istotną sprawą, już u niemowląt, jest wprowadzanie posiłków w odpowiedniej kolejności. Nie bez przyczyny w pierwszej kolejności wprowadzamy do diety warzywa, ponieważ jeśli dziecko od razu pozna słodki smak owocu, to potem będzie odmawiało innych potraw. Owoce wprowadzamy zatem do diety w drugiej kolejności.

Próbujmy dzieciom dawać wszystkiego po troszku. Jest bardzo istotne, żeby już na wstępnym etapie dziecko miało dostęp do każdego smaku. Są badania, które wykazują, że dziecko, które poznało dużo smaków w dzieciństwie, potem, jako człowiek dorosły, je wszystko. Mam pacjentów, którzy w wieku 70 lat przychodzą do mnie na ustalenie diety i mówią, że nie jedzą brokułów, nie jedzą fasolki szparagowej, bo nigdy nie podawano im tego w dzieciństwie. Zatem zobaczmy: człowiek w zaawansowanym wieku nie potrafi przeskoczyć niechęci do czegoś, bo ten smak jest dla niego obcy. Dlatego zaufajmy dziecku: ono dzisiaj nie zje czegoś, a jutro tego spróbuje. Dzieci takie są: dzisiaj czegoś nie lubią, bo jest czerwone, a jutro lubią, bo jest to zielone.

A jakie desery owocowe najlepiej przygotowywać?

Róbmy musy owocowe. Ten posiłek musi być śliczny, musi być kolorowy, musi ładnie pachnieć: najlepiej, gdyby dziecko nam pomagało go przygotowywać.

Świetnym pomysłem, szczególnie latem, jest np. robienie lodów owocowych. Po prostu łączymy zmiksowane owoce - np. truskawki, banana - z jogurtem i wkładamy w specjalną foremkę do lodów. Potem dzieci jedzą te smakołyki jak normalne lody.

Poza tym, jeżeli chcemy zachęcić dziecko do jedzenia owoców, wykorzystujmy do tego różnego rodzaju zabawy. Po pierwsze zachęcajmy dzieci do przygotowania potraw: do robienia sałatki owocowej, do wrzucania owoców do jogurtu, do pomaganiu przy miksowaniu koktajli owocowych.

Możemy też pobawić się w odgadywanie smaków: niech dziecko spróbuje jakiegoś owocu i powie nam, czy jest kwaśny, słodki itd. Wtedy ta gama smaków jest bardzo poszerzana i dziecko chętnie sięga po wszystkie owoce.

Uczmy dzieci smaków naturalnych: nie dosładzajmy, nie dosalajmy, nie stosujmy dodatków, które rodzicom wydają się, że będą ulepszały smak.

Przede wszystkim uczmy dzieci smaków naturalnych: nie dosładzajmy, nie dosalajmy, nie stosujmy dodatków, które rodzicom wydają się, że będą ulepszały smak. Dzieci są chętne do jedzenia rzeczy naturalnych, bez dodatków: zwykłych brokułów, zwykłych pomidorów bez soli, truskawek bez cukru.

Jak jeszcze można zachęcić dzieci do jedzenia owoców?

Najlepszą zachętą będzie to, że my sami - rodzice - jemy owoce w domu. Jeżeli mama będzie je spożywała, a także tata czy babcia, to dziecko naturalnie będzie po nie sięgać.

Natomiast jeżeli damy dziecku od razu lizaki, cukierki - to nie dziwmy się potem, że nasza pociecha lubi tylko słodycze. Dziecko lubi to, co mu damy i ono naprawdę się do wszystkiego przekona. Dziecko będzie patrzyło na to, co my robimy, będzie chętnie powtarzało nasze nawyki żywieniowe, to my rodzice jesteśmy najlepszymi nauczycielami.

W wakacje jednak dzieci wyjeżdżają, potrafią wtedy żywić się tylko lodami, frytkami, mają kolorowe gumy do żucia. Jak je przekonać do zmiany tych żywieniowych przyzwyczajeń?

Pamiętajmy o tym, że to nie dzieci decydują o tym, co jedzą - tylko my. To rodzic jest nauczycielem i to on musi wydawać też pewne zakazy. Oczywiście nie chodzi o to, żeby nie dawać dziecku nigdy frytki, ale nie możemy z tego robić nawyku codziennego, bo potem rzeczywiście dziecko nie będzie chciało jeść nic innego. Takie produkty fastfoodowe uzależniają. Jeżeli dziecko ma je na co dzień, nie dziwmy się, że będzie chciało sięgać po nie zawsze. Proponujmy takie jedzenie tylko okazyjnie, starajmy się zachować rozwagę. Starajmy się zwracać uwagę na składy tych produktów. Teraz jest ich duży wybór. Zaczynają się pojawiać ciekawe propozycje od producentów, typu: lody domowe. Czytajmy składy, czytajmy etykiety. Uświadamiajmy też dzieci, że słodycze psują zęby, w nadmiarze powodują bóle brzucha.

Natomiast my - rodzice - nie idźmy na łatwiznę. Jeśli dziecko zostaje samo w domu, to starajmy się, żeby miała już przygotowane posiłki. Żeby otwierając lodówkę, sięgnęło po to, co zdrowe.

Idealne są płatki zbożowe, ale wybierajmy je świadomie, bo popularne czekoladowe kuleczki, to jest po prostu sama słodycz, bez błonnika.

Proszę podać kilka przykładów dobrego pierwszego i drugiego śniadanie, zanim podamy obiad.

Idealne są płatki zbożowe, ale wybierajmy je świadomie, bo popularne czekoladowe kuleczki, to jest po prostu słodycz: tego nie można uznać za produkt zbożowy, bo w nim jest tylko biała mąką. Wybierajmy te płatki z błonnikiem, z jakimiś bakaliami, suszonymi owocami, tak zwane musli. Na śniadanie może być też kanapka, może być tost, ale wybieramy pieczywo pełnoziarniste.

Starajmy się nie kupować wędlin, tzw. szynek na wagę, które są nafaszerowane azotanami, fosforanami, tzw. chemią. Przykładem są parówki.

Warto robić dzieciom pasty, np. z rybą wędzoną. Warto piec mięso i kroić je na kanapkę. Warto też dodawać dużo warzyw. Jest teraz sezon na sałaty, pomidory i ogórki - korzystajmy z tego.

Na drugie śniadanie świetnie sprawdzi się sałatka owocowa polana jogurtem. Niech dziecko samo troszeczkę ją skomponuje. Podawajmy na drugie śniadanie koktajle owocowe na bazie jogurtu, mleka, kefiru z owocami.

Natomiast jeżeli gdzieś wychodzimy, możemy wcześniej przygotować małe kanapeczki, żeby dziecko łatwiej mogło je spożyć. Możemy też dziecku przygotować pokrojone warzywa, żeby miało ono do nich ciągły dostęp, żeby sobie sięgało po pokrojone jabłuszko, marchewkę, pomidorki.

Dobrym pomysłem jest też wyłożenie w salaterkach w domu np. orzechów, bakali, orzechów włoskich, laskowych, pestek dyni, pestek słonecznika. Dziecko, jeżeli ma do tego rodzaju przekąsek dostęp, będzie chętnie po nie sięgało. Mamy wtedy pewność, że są one zdrowe, mają masę wartości odżywczych, a dziecko jest najedzone.

Tak zwany szwedzki stół jest bardzo fajnym pomysłem, bo dziecko ma wtedy duży wybór produktów. My też oczywiście powinniśmy dziecku pomagać, powiedzieć, jakie smaki byłoby dobrze ze sobą połączyć

Jak sprawić, by dziecko samo chciało poznawać nowe smaki?

Nie ograniczać się w domu do podawania dwóch, trzech produktów. Dobrym przykładem jest obiad. Niech każdy sobie nakłada co chce, miejmy na stole duży wachlarz produktów. Postawmy na nim pestki dyni, pestki słonecznika, sezam, żeby dziecko posypało sobie nim np. brokuły, czy fasolkę szparagową. Dziecko widząc, że my to robimy, będzie powtarzało nasze zachowania. Niektóre dzieci "działają" też tak jak moje, na zasadzie przekory: "Wezmę to, co nie jest dla mnie". Tak moje dziecko nauczyło się np. jeść oliwki, które były dla taty, a nie dla niego.

Bardzo fajnym pomysłem jest tak zwany szwedzki stół, bo dziecko ma wtedy duży wybór produktów. My też oczywiście powinniśmy pomagać dziecku, powiedzieć mu, jakie smaki dobrze byłoby ze sobą połączyć.

Pamiętajmy też o drugiej rzeczy na wakacjach: owoce starajmy się myć bardzo dokładnie. Bo bardzo często dzieci uczulają się na osłony owoców, czyli woski i różne konserwanty, środki chroniące przed owadami

Czy wakacyjne podróże mogą nam pomóc w tym, żeby uczyć dzieci poznawania nowych smaków?

Jak najbardziej. Warto na wakacjach - jeżeli dziecko jest na tyle duże, że może jeść np. owoce morza, nie jest na nie uczulone - dać spróbować latorośli np. krewetek. Dajmy dziecku spróbować tradycyjnych serów. Oczywiście nie musi być tego dużo, ale chodzi o to, żeby dziecko poznało pewien rodzaj smaku, który gdzieś w przyszłości będzie mu się kojarzył. Chyba, że jest produkt, który ewidentnie nie jest wskazany dla dzieci - np. surowe mięso.

Pamiętajmy też o drugiej rzeczy na wakacjach: owoce starajmy się myć bardzo dokładnie. Bo bardzo często dzieci uczulają się na osłony tych owoców, czyli woski i różne konserwanty, środki chroniące przed owadami. Natomiast samym owocem człowiek się nie uczula. Jeżeli jednak go dokładnie nie umyjemy, to już pojawia się ryzyko jakiejś alergii, nie wiadomo z czym związanej. Należy myć owoce w ciepłej, przegotowanej wodzie, żebyśmy mieli świadomość i pewność, że nie robimy dziecku krzywdy.

A produkty lokalne, regionalne - one są dla dzieci dobre, wskazane, czy należy z nich korzystać?

To zależy. Tak naprawdę jeśli jesteśmy w górach i to jest jakaś ciężka kwaśnica, czy jakaś tłusta zupa - to niekoniecznie. Dopasowujmy te produkty do wieku dziecka, bo tak jak mówię - nie chodzi o to, żeby dać dziecku spróbować wszystkiego, żeby stało się kosmopolitą smakowym, bo czasami możemy mu w ten sposób zrobić krzywdę. Starajmy się wybierać rozważnie. Jeżeli dziecko jest na tyle duże, że może zjeść wędzoną rybę, to ją mu dajmy. Natomiast jeśli jest niemowlęciem, to jest na to za wcześnie.