"Włosi niczym nas nie zaskoczyli, zadecydowały błędy, które sami popełniliśmy" - tak napastnik hokejowej reprezentacji Polski Grzegorz Pasiut podsumował porażkę biało-czerwonych 1:2 w pierwszym meczu na MŚ Dywizji IA. "Oddajemy za mało strzałów, za mało agresywnie atakujemy bramkę. Pod względem waleczności i zaangażowania nie mam absolutnie zastrzeżeń" - podkreślał natomiast selekcjoner Jacek Płachta.

REKLAMA

Po spotkaniu trener i zawodnicy zgodnie podkreślali, że mecz był wyrównany, a o porażce zadecydowały indywidualne błędy, które Włosi potrafili wykorzystać.

Pierwsza tercja nie była nasza. Chcieliśmy, można powiedzieć, za dużo, za bardzo. W drugiej tercji zaczęliśmy grać trochę lepiej - komentował Jacek Płachta.

W drugiej tercji strzeliliśmy bramkę na 1:1 i zaczęło nam się lepiej grać. Mieliśmy więcej sytuacji, byliśmy lepszą drużyną, ale nie potrafiliśmy strzelić kolejnej bramki, żeby uspokoić sytuację. Włosi wykorzystali nasz błąd - graliśmy w przewadze i straciliśmy bardzo głupią bramkę. Znów musieliśmy gonić wynik - niestety nie udało się - mówił Leszek Laszkiewicz. Szkoda, bo bardzo liczyliśmy, że uda nam się wygrać pierwszy mecz - dodał.

Również Grzegorz Pasiut, strzelec jedynego gola dla biało-czerwonych w tym spotkaniu, podkreślał, że drużynie bardzo zależało na dobrym rozpoczęciu turnieju. Nie jesteśmy zadowoleni. Długo pracowaliśmy, żeby zacząć wygrywać na mistrzostwach, a przede wszystkim dużo czasu poświeciliśmy na to, żeby wygrać z Włochami i z komfortem psychicznym przystąpić do następnych meczów - mówił.

Podkreślał, że zespół nie ma pretensji do Rafała Radziszewskiego, który dostał karę meczu za uderzenie w twarz leżącego na lodzie Markusa Gandera, który wcześniej został na niego wepchnięty. To są nerwy, emocje, myślę, że taki błąd można mu wybaczyć. Wiadomo, że to osłabia drużynę, ale każdy z nas mógłby się zdenerwować - tym bardziej bramkarz, który jest nietykalny - zaznaczył Pasiut.

Jak na tak mocny zespół, jakim są Włochy, nie zagraliśmy źle - szkoda błędów w obronie, robimy ich za dużo - komentował z kolei Aron Chmielewski. Zaznaczył jednak, że to dopiero początek turnieju i wszystko jeszcze przed nami. Taki kop może nam pomóc w przyszłych meczach. Zawsze trzeba wyciągać wnioski i iść do przodu, być pozytywnie nastawionym i wierzyć w sukces. My wierzymy. Serca, zaangażowania myślę, że nikt nie może nam tutaj odmówić. Dalej walczymy, jeszcze cztery mecze przed nami, to jest turniej i dużo może się wydarzyć - podsumował.

Kolejny mecz - już dzisiaj wieczorem. Rywalem biało-czerwonych będzie reprezentacja Japonii.