Mimo rządowej antydopalaczowej kampanii "produkty kolekcjonerskie" cały czas są na rynku. Ich sprzedawcy zeszli jedynie do podziemia. Taki obraz wyłania się z policyjnych statystyk, które powstały dwa tygodnie po zmasowanym nalocie na sklepy z dopalaczami.

REKLAMA

Sprzedawcy dopalaczy robią co mogą, żeby obejść zakaz sanepidu. Handlują na bazarach, przez internet, sprzedają też "produkty kolekcjonerskie" prosto z samochodów. Tylko wczoraj policjanci zabezpieczyli 300 dopalaczy, przedwczoraj prawie 200. Nie ma dnia, żeby w kilkunastu miejscach właściciele lub klienci nie zerwali plomb - mówi Mariusz Sokołowski z warszawskiej policji.

O tym, że dopalacze ciągle są na rynku świadczą również statystyki medyczne. Do szpitali codziennie trafiają młodzi ludzie zatruci tymi środkami. Tylko wczoraj odnotowano 5 takich przypadków.