Niespodziewany triumf w piłkarskich mistrzostwach Europy w 2004 roku rozbudził apetyty greckich kibiców. Teraz podobny sukces drużyny narodowej na boiskach Polski i Ukrainy pozwoliłby Grekom na chwilę zapomnieć o codziennych troskach spowodowanych kryzysem ekonomicznym. "Kraj ma problemy, każdy ma jakieś kłopoty, ale zamiłowanie do piłki nożnej nie zmniejsza się. Postaramy się, by naród był z nas dumny" - ogłosił szkoleniowiec greckiej kadry Fernando Santos.

REKLAMA

Zobacz również:
  • Grecy nie należą do faworytów mistrzostw Europy 2012. Prawdę mówiąc, skazywani są na zakończenie turnieju na fazie grupowej. O to, by było inaczej, na boisku mają się zatroszczyć Kyriakos Papadopoulos i Georgios Karagounis. więcej
Dni chwały greckiej drużyny narodowej, prowadzonej w 2004 roku przez Niemca Otto Rehhagela, szybko się skończyły. Na mistrzostwach świata w 2006 roku Greków zabrakło, a obrona tytułu mistrza kontynentu w 2008 roku skończyła się trzema porażkami w fazie grupowej. Dwa lata później na mundialu w RPA Grecy odnieśli jedno zwycięstwo, ale to nie wystarczyło, by awansować do 1/8 finału.

Do Polski, która obok Rosji i Czech będzie grupowym przeciwnikiem Greków na Euro 2012, podopieczni Fernando Santosa przyjadą jednak z optymizmem. Odkąd trenerem reprezentacji został 57-letni Portugalczyk, ekipa Hellady przegrała tylko jedno z 19 spotkań.

To iskierka nadziei dla wielu ludzi, których kryzys ekonomiczny pchnął w ubóstwo.

"Moi piłkarze wiedzą, jak wiele od nich zależy"

Santos zdaje sobie sprawę, że Grecy potrzebują teraz dobrych wiadomości jak rzadko kiedy. Postaramy się, by naród był z nas dumny. Kibice muszą mieć świadomość, że niezależnie od efektu, piłkarze dali z siebie wszystko, a nie pojechali na wakacje - przyznał Portugalczyk. Wiem, jak bardzo ważny dla Greków jest futbol. Kraj ma problemy, każdy ma jakieś kłopoty, ale zamiłowanie do piłki nożnej nie zmniejsza się. Moi piłkarze to czują. Wiedzą, jak wiele od nich zależy, choć mówimy tylko o sporcie - dodał szkoleniowiec.

W grudniu, krótko po awansie do Euro 2012, reprezentanci wzięli udział w akcji charytatywnej rozdając biedniejszym rodakom zupę w centrum Aten. Kryzys dotknął wszystkie dziedziny życia, ale my jesteśmy ostatnimi, którzy mają prawo narzekać. Dlatego chcieliśmy pokazać, że biedniejsi mogą liczyć na naszą pomoc, że jesteśmy częścią społeczeństwa - mówił wtedy bramkarz Kostas Chalkias.

Przede wszystkim defensywa

Znakiem firmowym greckiego zespołu pod wodzą Santosa są szczelna defensywa i kontrataki. Właśnie ostrożność w obronie plus odrobina ryzyka w ataku przyniosły świetny skutek w eliminacjach Euro 2012, które Grecy przebrnęli bez porażki, a z siedmioma zwycięstwami w 10 spotkaniach. Spośród drużyn, które bezpośrednio z eliminacji grupowych awansowały do ME, Grecy zdobyli jednak najmniej goli - 14, a brak rasowego snajpera sprawił, że tym "łupem" podzieliło się aż 11 graczy.

Choć drużyna Santosa preferuje styl gry podobny do tego z czasów Rehhagela, to Portugalczyk zrezygnował z kilku doświadczonych zawodników, a postawił na młodszych. Dobry start zaliczył 20-letni obrońca niemieckiego Schalke 04 Gelsenkirchen Kyriakos Papadopoulos, który w kwalifikacjach zdobył dwa gole. Talentem nie ustępuje mu 21-letni skrzydłowy Yiannis Fetfatzidis, na którego Santos postawił, choć piłkarz był w Olympiakosie Pireus głównie rezerwowym. Fetfatzidis również odwdzięczył się selekcjonerowi dwoma golami w eliminacjach.

Szczelna defensywa pozwoliła rywalom Greków zdobyć w eliminacjach zaledwie pięć bramek. W tej formacji wyróżniają się kapitan Olympiakosu Vassilis Torosidis i Sokratis Papastathopoulos z Werderu Brema.

"Gdybyśmy mieli Messiego, gralibyśmy inaczej"

Trzymamy poziom. Wielką wagę przykładamy do solidności i dyscypliny - ocenił na kilka dni przed Euro selekcjoner greckiej kadry.

Przyznał, że wpływ na wybór taktyki mają potencjał i umiejętności zawodników. Gdybyśmy mieli piłkarza pokroju Messiego, to gralibyśmy inaczej. Nasi gracze mają inne przymioty. I szukam takich, którzy są w stanie stworzyć silną, zgraną ekipę - podsumował.