Polacy rzadziej dają łapówki. Jeżeli jednak decydujemy się na taki krok, to wręczane sumy są wyższe w porównaniu do poprzednich lat - informuje "Rzeczpospolita". Z danych Komendy Głównej Policji, wynika, że w ubiegłym roku urzędnicy przyjęli łącznie ponad 15 i pół mln zł łapówek, czyli o ponad 100 proc. więcej niż w 2012 r., kiedy było to 6,39 mln.

REKLAMA

W 2012 roku w całym kraju wszczętych zostało ponad pięć tysięcy spraw korupcyjnych, czyli o dwa i pół procent mniej niż w 2011 roku. Najwięcej ujawnionych przez policję spraw dotyczyło przyjmowania korzyści majątkowej lub osobistej w związku z pełnieniem funkcji publicznej - mówi "Rzeczpospolitej" Grażyna Puchalska z Komendy Głównej. Gdzie bierze się i daje najwięcej łapówek? Niezmiennie w służbie zdrowia i w urzędach - wynika z danych policji. Kwoty bywają zawrotne. Śląska policja zatrzymała w październiku ubiegłego roku prezesa jednej ze spółdzielni mieszkaniowych w Katowicach oraz dwóch jego zastępców. Mieli przyjąć ponad 1 mln 350 tys. zł łapówek od firm za przyznawanie im opłacalnych zleceń na prace remontowe. Trwało to kilka lat. Według naszych ustaleń zamówienia na remonty budynków, np. ich odnawianie czy malowanie, wygrywały firmy, które się opłacały - tłumaczy Andrzej Gąska, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Jednak - jak twierdzi policja - to nie spółdzielcy wiodą prym. - Najwięcej spraw dotyczy lekarzy nie tylko przyjmujących łapówki za leczenie, ale też za wystawianie zwolnień lekarskich czy opinii potrzebnych do starania się o rentę. W służbie zdrowia panuje bałagan i jeszcze długo będzie źle. Jedyną próbę reformy, która miała naprawić sytuację, prowadził rząd Jerzego Buzka, ale następcy z SLD wszystko zepsuli - dodaje prof. Antoni Kamiński z PAN, były szef polskiego oddziału Transparency International. Korupcja jest tam, gdzie ludzie najbardziej zależą od decyzji urzędników - podkreśla.