"To krok w dobrą stronę, wstępnie jesteśmy zadowoleni" - mówią szefowie organizacji zrzeszającej osoby, które zaciągnęły kredyty we frankach. W Pałacu Prezydenckim zakończyło się ich spotkanie z ministrami prezydenta Andrzeja Dudy. Organizacje osób spłacających kredyty walutowe otrzymały tam prezydencki projekt ustawy o pomocy ofiarom drogiego franka szwajcarskiego i euro.

REKLAMA

Ustawa sprawia, że kredytobiorcy walutowi będą mieli mniej do spłaty - tak mówią przedstawiciele frankowiczów. Spadną raty oraz kwota długu.

Dzięki ustawie osoby spłacające kredyty w euro i franku znajdą się w lepszej sytuacji niż obecnie, ale i tak w gorszej niż osoby, które od razu zaciągały kredyty hipoteczne w polskim złotym.

Widzimy chęć pomocy - mówią jednak frankowicze.

Atmosfera jest bardzo pozytywna, a my potrzebujemy teraz czasu, żeby przewertować ustawę - mówi Joanna Koziej z inicjatywy "Stop Bankowemu Bezprawiu".

Sytuacja wróci do normalności - dodaje Maciej Pawlicki z tej samej inicjatywy.

Możliwość przewalutowania kredytów frankowych po "sprawiedliwym kursie"

Na mocy prezydenckiego projektu ustawy kredytobiorcy mają dostać możliwość przewalutowania swoich kredytów frankowych na złotówki po "sprawiedliwym kursie". Ile on wynosi? Tego autor ustawy, minister Maciej Łopiński z kancelarii prezydenta nie ujawnia.

Prawdopodobnie kredytobiorcy dostaną także możliwość odzyskania tego, co stracili na nieuczciwym ustalaniu przez banki zawyżonych kursów walut - chodzi o tak zwane spready, czyli różnice między oficjalnym kursem franka, a bankowym - droższym.

Prace nad prezydenckim projektem trwały wiele tygodni, odbywały się konsultacje ze środowiskiem frankowiczów. Sporna była zwłaszcza sprawa, czy projekt ma dotyczyć osób, które brały kredyty konsumpcyjne-mieszkaniowe, czy również inwestycyjne, a także czy pomoc ma objąć osoby, które za kredyt we frankach kupiły kilka mieszkań przeznaczonych pod wynajem.

Była co prawda zgoda, że przewalutowanie powinno odbywać się po kursie zaciągnięcia kredytu, ale kontrowersje wzbudzała kwestia, kto poniesie koszt tego przewalutowania. Minister w kancelarii prezydenta Maciej Łopiński mówił w listopadzie ub. roku, że głowie państwa zależy na tym, aby było to rozwiązanie pośrednie, między podziałem kosztów 50/50 (równy podział kosztów między bank i kredytobiorcę), a 90/10.

Rok od decyzji o uwolnieniu kursu franka wobec euro

W piątek mija pierwsza rocznica pojawienia się problemu "frankowiczów". 15 stycznia 2015 roku szwajcarski bank centralny (SNB) podjął bowiem decyzję o uwolnieniu kursu franka wobec euro, co doprowadziło do paniki na rynku i skokowego umocnienia się szwajcarskiej waluty, m.in. wobec złotego.

Inwestorów nie uspokoiło nawet to, że SNB na osłodę obniżył stopę procentową do -0,75 proc. Wcześniej szwajcarski bank utrzymywał sztywny kurs, co oznaczało, że euro nie mogło kosztować mniej niż 1,20 franka. W ten "czarny czwartek" po decyzji SNB za franka trzeba było zapłacić rekordowe 5,19 zł, choć dzień wcześniej płacono za niego 3,57 zł.

Spowodowało to, że szereg właścicieli frankowych kredytów hipotecznych znalazło się w niezwykle trudnej sytuacji - wiele z tych kredytów miało w nowej sytuacji wskaźnik LtV przekraczający 100 proc., co oznaczało, że wartość hipoteki była niższa niż wartość kredytu.

Licytacja propozycji, jak rozwiązać problem frankowiczów

Wielu kredytobiorców miało też do spłacenia więcej, niż przed laty zaciągnęli. Wywołało to licytację propozycji, jak ich problem rozwiązać.

Już 3 lutego ub. roku na posiedzeniu sejmowej komisji finansów publicznych szef KNF Andrzej Jakubiak przedstawił swój pomysł na rozwiązanie problemu. Zaproponował, by dotychczasowy kredyt frankowy mógł być zamieniony na złotówki po obecnym kursie i podzielony na dwie części: kredyt zabezpieczony hipotecznie wyrażony w złotych oraz kredyt niezabezpieczony hipotecznie, który odzwierciedlać ma konsekwencje osłabienia złotego. Stan zadłużenia z tytułu kredytu zabezpieczonego hipotecznie odpowiadać miał wartości, jaką posiadałby kredyt w złotych udzielony w tym samym momencie co kredyt we franku.

Wartość kredytu niezabezpieczonego hipotecznie odpowiadałaby zaś różnicy między łącznym stanem zadłużenia w dniu przewalutowania, a stanem zadłużenia z tytułu kredytu zabezpieczonego hipotecznie. Kredyt niezabezpieczony hipotecznie miał być w połowie spłacony przez kredytobiorcę (z oprocentowaniem w wysokości 1 proc.), a w połowie umorzony.

Pomysł nie spodobał się jednak bankowcom, którzy w marcu przedstawili swoje propozycje, przygotowane pod auspicjami Związku Banków Polskich. Pierwszą było utworzenie funduszu wspierania restrukturyzacji kredytów hipotecznych, adresowanego do wszystkich klientów mających problemy ze spłatą kredytów - czy złotowych, czy walutowych. Z funduszu mogłyby skorzystać osoby, które utraciły pracę, są dotknięte chorobą lub padły ofiarą klęski żywiołowej. To jedyny pomysł, który został zrealizowany.

Drugie rozwiązanie zakładało wprowadzenie możliwości zamiany zabezpieczenia kredytów hipotecznych na inne adekwatne zabezpieczenie, oczywiście na wniosek kredytobiorcy. Trzecią koncepcją bankowców było utworzenie kolejnego funduszu - tzw. sektorowego funduszu stabilizacyjnego. Byłby on adresowany do posiadaczy kredytów we frankach, a jego celem byłoby stabilizowanie wysokości rat kredytu - byłaby możliwość skorzystania z niego, gdyby kurs franka gwałtownie wzrósł i zarazem wzrosłaby rata kredytu.

Skorzystanie z funduszu łączyłoby się ze zobowiązaniem kredytobiorcy, że przewalutuje swój kredyt na złotówki w momencie, gdy kurs franka spadnie do wcześniej zadeklarowanego poziomu. Kredytobiorca miałby wskazać, przy jakim kursie franka dokonano by przewalutowania.

Mimo rozmów między bankowcami a KNF, nie udało się dojść do porozumienia - strony spierały się nawet o to, kto ma większe historyczne zasługi w ostrzeganiu przed kredytami walutowymi ("zakazanymi" w końcu przez KNF w 2013 roku). W międzyczasie kurs franka zaczął spadać, oscylując przez wiele miesięcy w okolicach 4 zł.

Ponieważ dodatkowo z badań wynikało, że dochody frankowiczów są na ogół wyższe od średniej, że w tej grupie są przede wszystkim mieszkańcy największych miast oraz są to na ogół ludzie młodzi, dobrze wykształceni, deklarujący wolę spłaty kredytów, społeczna ranga problemu nieco spadła.

Jedynym realnie istniejącym rozwiązaniem przez wiele miesięcy pozostawał "sześciopak", przedstawiony przez bankowców od razu po wybuchu kryzysu frankowego. W ramach "sześciopaku" ZBP zaproponował m.in., by banki uwzględniały ujemną stawkę LIBOR dla franka przy wyliczaniu oprocentowania rat kredytów, a także "istotne zmniejszenie" na 6 miesięcy spreadu walutowego. Ponadto bankowcy zadeklarowali uelastycznienie zasad restrukturyzacji kredytów hipotecznych dla klientów zamieszkujących kredytowane nieruchomości, a także wydłużenie (na wniosek klienta) okresu spłaty lub okresowe zawieszenie spłaty raty kapitałowej.

Bez szczególnych sukcesów w procesach wytaczanych przez frankowiczów bankom

Jednak dla frankowiczów to wszystko było za mało. Aktywne stało się zwłaszcza grupujące ich Stowarzyszenie "Pro Futuris", które we wrześniu przedstawiło swoją "Biała księgę" kredytów frankowych. Był to opis m.in. historii udzielania kredytów frankowych (a raczej, jak przekonywali kredytobiorcy, tak zwanych "kredytów" w tak zwanych "frankach szwajcarskich"), analizy naruszeń prawa polskiego i unijnego, opisy technik sprzedaży tych kredytów oraz zestawienie najważniejszych dokumentów.

Frankowicze nie mogli się jednak pochwalić szczególnymi sukcesami w procesach sądowych, wytaczanych bankom. Głośna stała się zwłaszcza sprawa pozwu zbiorowego przeciw Getin Noble Bank, którą złożyła grupa kilkudziesięciu posiadaczy kredytów we frankach szwajcarskich, odrzuconego przez warszawski sąd okręgowy.

W lecie w związku z kampanią wyborczą sprawą frankowiczów aktywniej zajął się parlament. Emocje wywołała zwłaszcza ustawa o szczególnych zasadach restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych. Projekt przygotowany został przez klub PO. Miał pomóc w rozwiązaniu problemu posiadaczy hipotecznych kredytów walutowych (głównie frankowych), którzy znaleźli się w trudnej sytuacji zwłaszcza po styczniowym wzroście kursu franka.

Ustawa została jednak gruntownie zmieniona podczas sejmowego głosowania 5 sierpnia 2015 roku. W pierwotnej wersji projektu koszty przewalutowania miały być dzielone pół na pół na kredytobiorców i banki. Jednak posłowie niespodziewanie przegłosowali poprawkę SLD, która 90 proc. tych kosztów przerzucała na banki. Choć Senat przywrócił zapisy sejmowe o równych kosztach przewalutowania, przed końcem kadencji nie doszło do głosowania senackich poprawek i ustawa w efekcie nie weszła w życie.

(j.)