​Mężczyzna z Francji przyjechał do ukraińskiego Zaporoża w środku rosyjskiej inwazji, by ratować dziewczynę, którą poznał w internecie. Kobieta jednak go odrzuciła.

REKLAMA

Historię na Telegramie opisało centrum wolontariatu Paliancja. Policja przywiozła do nich Francuza o imieniu Marc.

Korespondował z dziewczyną z Wasiliewki. A cztery dni temu przyjechał ją ratować i próbował zabrać z sobą do Francji. Przekroczył granicę w Polsce, przyjechał do Zaporoża. Prawie dotarł do Wasiliewki, przeszedł przez pole minowe i pod koniec został zatrzymany przez ukraińskie wojsko - pisze Wasyl Buszarow z centrum wolontariatu.

Widząc rosyjską wizę z 2018 roku w paszporcie cudzoziemca wojskowi nie byli zbyt przyjaźnie nastawieni do mężczyzny. Przesiedział pół dnia w punktach kontrolnych, aż został przekazany policji. Funkcjonariusze przyjechali do wolontariuszy.

Okazało się, że mężczyzna przyjechał do kobiety, którą poznał w Wasiliewce. Zadzwoniono do niej. Zapytała, czy wszystko w porządku, a potem poprosiła o odesłanie go do Lwowa. Nie zamierzała z nim jechać. Dała chłopakowi kosza, a on szedł do niej przez pole minowe, rozdrożami i cudem przeżył - pisał Buszarow.

Okazało się, że Francuz w swojej ojczyźnie pracuje jako piekarz. Mężczyznę wysłano do lokalnej piekarni w Zaporożu.

Będzie pokazywał, jak robić chleb według własnego przepisu. Tam też znajdziemy mu pannę młodą. Obiecał też, że nauczy nas piec rogaliki - napisał Buszarow.