​Niestety, dochodziło do zdarzeń, które sprawiały, że co najmniej pojawiały się wątpliwości, czy współpraca jest możliwa, czy koalicjant zachowuje się tak, jak na koalicjanta przystało. Pojawiały się niewspółmierne do pozycji oczekiwania. I to wszystko do kryzysu doprowadziło - ocenia wicerzecznik PiS Radosław Fogiel.

REKLAMA

W wywiadzie opublikowanym na łamach "Polska Times.pl" zastępca rzecznika prasowego Prawa i Sprawiedliwości, stwierdził m.in., że "koalicja musi działać, musi sprawnie funkcjonować; partnerzy koalicyjni muszą zachowywać się jak partnerzy koalicyjni, w polityce ważna jest lojalność".

Głęboko wierzymy w to, że nasi koalicjanci, byli koalicjanci, mam nadzieję, że przyszli koalicjanci, są zdeterminowani co do tego, żeby Polskę naprawiać, żeby realizować nasz program i że w związku z tym nastąpi pewna refleksja i skupimy się na pracy, bo to byłoby najlepsze dla wszystkich - ocenił.

Powiem tyle: wiemy, co jest niezbędne do tego, żeby koalicja dobrze działała. Pan minister Ziobro usłyszał od pana prezesa Kaczyńskiego, jakie są oczekiwania Prawa i Sprawiedliwości. Mogę dodać jedynie: po czynach ich poznacie - powiedział.

Fogiel był także pytany o to, co było faktycznie powodem kryzysu w Zjednoczonej Prawicy. Nie chodzi o to, co mówią niektórzy, chcąc sprawę strywializować: "Pokłócili się o ochronę zwierząt". Nie. To rzeczywiście był pewien punkt szczytowy tej całej sytuacji, ale problemy nie pojawiły się wczoraj, nie pojawiły się tydzień temu. Niestety, dochodziło do takich zdarzeń, które sprawiały, że co najmniej pojawiały się wątpliwości, czy ta współpraca jest możliwa, czy koalicjant zachowuje się tak, jak na koalicjanta przystało. Pojawiały się niewspółmierne do pozycji oczekiwania. I to wszystko do kryzysu doprowadziło - mówił.

Wicerzecznik PiS odniósł się także do tzw. ustawy bezkarnościowej, która ma gwarantować urzędnikom bezkarność za przestępstwa, jeśli zostały one popełnione w celu walki z Covid-19. Zaznaczył, że nie chodzi tutaj o "ratowanie" Jacka Sasina lub Łukasza Szumowskiego.

Chodzi o to, żeby urzędnik, jakikolwiek urzędnik, który będzie musiał podjąć decyzję, która może ratować życie i zdrowie ludzkie, nie miał zawahania, nie miał z tyłu głowy tego wyjącego alarmu, że działanie potrzebne jest na jutro, a procedury wymagają od niego dwóch tygodni. Żeby nie miał tego rozdarcia, które może kosztować ludzkie życie - mówił.

Nie jest to żadna abolicja, żadna amnestia, uniewinnienie czy karta wyjścia z więzienia, jak w grze Monopoly. Nie dotyczy to przestępstw typu osiągnięcie korzyści, łapówkarstwo, kradzież, bezpodstawne wzbogacenie się; przy okazji wprowadza konieczność ważenia racji. Ten zysk musi być dobrem wyższego rzędu, może być osiągnięty kosztem dobra niższego rzędu - dodał.